szpital
2009-03-10 20:49:12
Do budynku szpitalnego powinienem się już dawno przyzwyczaić. I tak jest z większością szpitali, zwłaszcza w tym, w którym pracuję - jestem możnaby powiedzieć u siebie - przecież przeliczywszy spędzony w nim czas uzbierałoby się parę lat. Ale szpitali i oddziałów dziecięcych nie lubiłem nigdy. To niesprawiedliwe, że te małe, niewinne istoty także chorują. Chorób wogóle nie powinno być, ale łatwiej pogodzić się z nimi u osób starszych, niż u dzieci. Dlatego nie zostałem pediatrą. Łatwiej pomagać dorosłym, i łatwiej się pogodzić z pewnymi konsekwencjami starości.
Zatem - szpital jak każdy inny. Oddział nie różni się niczym specjalnym od innych. Takie same, zauważalne na pierwszy wizus braki, jak w każdej państwowej placówce. Może gdzieś jest czysciej, może któryś inny oddział pachnie nowością po niedawnym remoncie, ale widziałem także miejsca w o wiele gorszej niż to miejsce formie. Oddział, w którym przebywa Miłek. Jest w takiej sobie formie, lekko uśmiechnął się na mój widok, nawet nie ucieszył się z zabawki, którą mu przywiozłem. Trochę blady, oczki podkrążone, skóra ciepła. Założony na rączce wenflon wydaje się być ogromny. Musiało Go boleć. Ale przecież był tak padnięty, że nawet za bardzo nie krzyczał. Nie wymiotuje, nie ma biegunki, ale nadal utrzymuje się gorączka (szczęście, że już nie taka wysoka). Tak może być. Ale ja chciałbym, żeby temperatura już zjechała do normy! A gorączka jest, mimo, że dostaje leki przeciwgorączkowe. Będąc po drugiej stronie "barykady" bardzo łatwo zapominamy jak to jest być w skórze pacjenta bądź jego rodziny. Irracjonalnie wydaje mi się, że nie robią wszystkiego co trzeba. Może zwiększyć dawkę leków? Może jest mu coś, czego nie wiemy? Jakie badania? Może cos ukrywają? Mimo, że jestem z "branży" troche boję się wejść do lekarki prowadzącej. A nuż dzieje się coś poważnego? Żona jeszcze bardziej mnie nakręca. Zaczynam być zdenerwowany. Ale jest wszystko OK. Lekarka bardzo miła, konkretna i rzeczowa. Pani Ordynator (trochę dziwna osoba) stara się być też miła. Obie życzą mi połamania pióra na teście (żona chyba wszystkim naokoło powiedziała, że jutro mam egzamin), że jak przed egzaminem to jestem w dobrej formie itd. A badania synka w porządku, nieco podwyższone parametry stanu zapalnego, elektrolitowo stabilny, w posiewach nic, ale jak będzie stolec, to poślą na nowo. Powtórzą jutro badania. Gorączka może być do kilku dni (przecież to wiedziałem, ale strach o Miłka zrobił swoje!). Jak synek chce, to może jeść, ale nie zmuszać, przecież dopiero pierwsza doba bez wymiotów i biegunki, jak zacznie pić (bo cholera nie za bardzo chce) to odstawimy kroplówki. Miło, grzecznie, z uśmiechem. W ten sam sposób uspokajam żonę:) Po paru godzinach mały usypia. Całuję go przed wyjazdem. Wracam do domu. Jutro egzamin.
