toledo
2010-09-24 23:55:10
Choć stanowczo mniejsze od stolicy kraju, to posiadające swój osobliwy charakter. Była stolica Hiszpanii (obecnie Kastylii - La Manchy), miejsce narodzin El Greco, więc nadzieje na zwiedzanie duże...
Ale najpierw trzeba było się tam dostać. Jakieś 70 kilometrów od Madrytu, więc piesza wycieczka nie za bardzo wchodziła w rachubę.
Madrycki dworzec Atocha już opisywałem - ogromne przedsięwzięcie architektoniczne mogące się podobać zarówno z zewnątrz jak i od swego wnętrza. Tropikalny ogród z sadzawką i żółwiami także chyba wspominałem, ale poza tymi "atrakcjami" można spotkać ciekawe rzeźby - facet (chyba jakiś inżynier lub pracownik ichniejszej administracji odpowiedzialny za budowę?) stojący na jednym z tarasów, pomiędzy piętrami, gdzie można dostać się ruchomymi schodami to jedno, a rzeźba waliz, kufrów i parasola z lat dawnych - stojące (czekając na zabranie przez któregoś z pasażerów) to drugie.
Kasy dworcowe znajdują się w nowym budynku (przynajmniej jeśli chodzi o kolej szybką - m.in. tę do Toledo), gdzie jak na poczcie trzeba pobrać numerek, podejść do okienka gdy wyświetli się ów numer i zakupić bilet. W stronę powrotną (przy jednoczasowym zakupie) przysługuje zniżka - łącznie koszt podróży 18 €. Miłe. Dalej jak na lotnisku - prześwietlanie bagażu, kolejka do przejścia na peron i tak na prawdę 5-10 minut do zajęcia miejsca w pociągu (który okazał się być dość długi). Wszystkie te zabezpieczenia to efekt ataków terrorystycznych sprzed lat sześciu. To trochę dziwi, bowiem linie podmiejskie (chociażby do El Escorial), czy metro madryckie strzeżone już w ten sposób nie są. A są przecież w ten sposób dość łatwym kąskiem dla terrorystów...
Podróż do Toledo całkiem przyjemna - niecałe pół godziny podróży, więc znudzić się nie można, no chyba że widokiem za oknami pociągu - szarobrunatnobeżowa ziemia gdzieniegdzie przetykana zielonymi drzewami i sprawiającą wrażenie wyschłej trawą. Nie wiem jak rozkwita Kastylia wiosną, ale o tej porze roku wygląda to wszystko nieco przygnębiająco. Aż do Toledo...
... w którym sam dworzec kolejowy oszałamia swoim wyglądem z posadzkami i ścinami pokrytymi glazurą w stylu arabskim. Z zewnątrz także całkiem nieźle się prezentuje. Im dalej w miasto, tym lepiej. Już sama jazda autobusem dostarcza przyjemnych wrażeń - kręte i wąskie uliczki Toledo prowadzą cały czas pod górę, a widok z okien pojazdu przedstawia się czarująco - pnące się w górę mury obronne miasta i wystające ponad fasady budynków, iglice kościołów i różnych innych budowli. Ekstra! A w samym "turystycznym" mieście miejsca, które sprawiają że człowiek zastanawia się nad historią i potęgą dawnej Hiszpanii.
Kościół San Tome (świętego Tomasza) z obrazem El Greco "Pogrzeb hrabiego Orgaza" (notabene namalował go dla swojego kościoła parafialnego), synagogi Santa Maria la Blanca (ciekawe, bo wewnątrz budynku siedziała siostra zakonna niezupełnie związana z diasporą) i El Transito z przepięknym drewnianym stropem i muzeum Żydów sefardyjskich (od których królowie hiszpańscy pożyczali pieniądze), muzeum Hospital Santa Cruz - zbudowane na bazie krzyża z ciekawym dziedzińcem i ekspozycją średniowiecznych gobelinów i arrasów, liczne wąskie uliczki z ciekawymi budynkami upstrzonymi balkonikami, doniczkami, roślinkami oraz z widokiem na pobliskie wzgórza, mnogość sklepików (większość z wyrobami z "damasceńskiej stali" - ilość mieczy, noży, włóczni, szpad, katan (jakaś pomyłka?) i szabel na metr kwadratowy miasta jest chyba największa w całej Hiszpanii), kafeterii i restauracyjek... Wszystko to zbliża do miasteczka, ale...
... na kolana rzuca Catedral Primada, czyli katedra w Toledo. Jej potęga przytłacza. Strzelisty gotyk jest naprawdę strzelisty. I ta epoka pod względem architektury podoba mi się najbardziej. Nie mam co opisywać, bo opisać się nie za bardzo da. Trzeba tam być, ujrzeć, dotknąć, usłyszeć akustykę... Inaczej się niestety nie da ogarnąć, bo nie wszystko da się opisać słowami. Przynajmniej ja nie potrafię (choć staram się bardzo). Całość jest monumentalna, ale największe wrażenie zrobiły na mnie drewniane stalle... Każda inaczej rzeźbiona, w każdej inny motyw (także na siedzisku), specjalnie chyba niezbyt dobrze oświetlone - wrażenie jak z filmu "Imię róży" Jeana Jacques’a Annauda... REWELACJA! KONIECZNIE ZOBACZYĆ!
Podróż powrotna była jakoś bardzo szybka. Też z prześwietleniem bagażu na dworcu, ale jakoś nie zwróciłem na to specjalnej uwagi, bo moje myśli były w katedrze...
Vine, vi y que tengo en mente! - co w wolnym tłumaczeniu znaczy - przybyłem, zobaczyłem i mam w pamięci!
Interesujące miejsce to Toledo.

Dodawanie komentarza