Refleksyjna niedziela
2009-11-29 12:17:51
Przy wypisie Szkodnika ze szpitala z okazji jego narodzin, miałem ciekawą rozmowę z neonatolożką (specjalnie używam formy "żką", bo to zawód zdominowany przez kobiety). Zapytała mnie kurtuazyjnie, czym się zajmuję. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, będąc też pewny że wzbudzę tym zainteresowanie. Reakcja lekarki była ciekawa.
- No tak, ktoś się musi tym zajmować...
Prawie poczułem się ten gorszy, miałem wrażenie że błysk okularów zabarwiony współczuciem umieścił mnie w kategorii tych "gorszych" lekarzy. Bo pacjenci niewdzięczni, bo zaburzenia w mniemaniu wielu osób są obrazem jedynie słabej woli, bo leczenie na pograniczu magii.
Pamiętając swoje zajęcia na studiach, z przykrością stwierdzam, że miałem takie same przekonania. Nie docierało do mnie, że pacjent posiadający sprawne podstawowe narządy może być chory. Taki wpływ wywierała na mnie medycyna przdstawiająca człowieka, jako bardziej skomplikowaną maszynę. Wystarczy to wymienić, tam naoliwić - i zrobione. Jestem cudotwórcą.
