Na zakupach
2009-11-24 00:07:10
Udało mi się znaleźć jedną godzinę na zbytki, czyli zakup obuwia. Stosowane przeze mnie buty były mocno zdezelowane i charakteryzowały się dziurami w podeszwach, które miały paskudną tendencję do wpuszczania wody do środka. Cechowała je też brzydka skłonność nie oddawania tej wody bez magicznych zabiegów.
Czytałem, że w Chinach pracują bosy medycy, którzy przemieszczają się pieszo pomiędzy wioskami. Jednak wydedukowałem, że w naszym kraju to nie przejdzie. Mus to mus, więc postanowiłem roztrwonić pieniądze.
Wymagań nie miałem dużo. Aparycja nie zwracająca szczególnej uwagi przechodniów, miło jakby sprawiały wrażenie solidnych. Niestety poświęciłem godzinę na mierzenie kolejnych lewych butów z rosnącą irytacją. Po pierwsze większość butów miało czuby, jak w chodakach błazna. Po drugie nie sprawiały wrażenia solidnych - jak może to wrażenie zapewnić podeszwa grubości kilku milimetrów i skóra cieńsza niż kartka papieru.
Ponad to okazało się, że jestem mutantem, albo przynajmniej jestem na obrzeżach krzywej Gaussa. Standardowa, w moim przekonaniu, stopa nie pasowała do mierzonych butów. To tysięcy gorących węglików, nie wiedziałem o niezwykłości swojej anatomii. Przecież nie chciałem kupić szpilek czy ekstra dużego biustonosza, tylko zwykłe buty do szwendania się po i miedzy pracami.
Efekt godzinnych poszukiwań - kupiłem pierwsze buty, które udało mi się wsadzić na stopę. Na przyszłość planuję iść na zakupy jedynie z takim założeniem.
Cieszmy się, że leki nie są produkowane tak, jak są produkowane buty. Tu przynajmniej są badania na ludziach.
