Certyfikowana jakość

2010-12-14 01:18:44

 

Od kilku lat w Służbie Zdrowia zapanowała moda na wyrabianie certyfikatów jakości. Są zatem przychodnie, szpitale, które oferują "jakość". Prawdopodobnie daje to jakieś bonusy w wyszarpywaniu pieniędzy od NFZ, a poza tym świetnie wygląda na dokumentach, czy na stronie internetowej.

 

Miałem przyjemność kilkakrotnego obserwowania wprowadzania "jakości", a może bardziej fikcji niemającej na celu nic przydatnego, a jedynie dającej kasę firmom od "iso". Nie udało mi się zaobserwować poprawy jakości opieki nad pacjentem, a wręcz przeciwnie. Personel zostaje oddelegowany do wypełniania nic nie dających świstków, a czasu na realną opiekę nie starcza. Jakość nie oznacza wcale, że jest odpowiednia ilość pielęgniarek na oddziale, nie oznacza to, że pielęgniarki opiekują się pacjentem. Co zadziwiające nie znaczy to nawet, że w toalecie jest papier toaletowy czy mydło.

 

 

Jedynym pewnikiem jest to, że każda realna czy nierealna czynność zostaje odzwierciedlona w dokumentacji. Przydatne w razie ewentualnych żądań finansowych pacjentów - bo przecież wszystko ładnie w papierach opisane - papier jak wiadomo wszystko przyjmie.

 

 

Zatem słowo "jakość" stało się dla mnie kolejnym pustym hasłem - dołączając do zacnej grupy: promocja, darmowe, najtaniej, najlepiej, profesjonalnie....

 

Kopia z blogozakrecie.blox.pl

 



Dodane w praca

Komentarze: 5

stankiewicz@hipokrates.org 21.12.2010 r., 02:03
Możni naszego grajdoła, przekonywali mnie ostatnio, że misją lekarza nie koniecznie jest niesienie pomocy choremu człowiekowi, ale .. udzielanie świadczeń zdrowotnych wg ich instrukcji. Amen.
Dziadzia 16.12.2010 r., 23:40
Racja. Oczywistość. Aksjomat. Ale co z tego... Ile razy, ile czasu można przekonywać, że myślenie NIE BOLI ? Przy okazji - witam po powrocie, Staruszku ! Cieszę się, że jesteś, że trwasz, że piszesz.
maro 15.12.2010 r., 14:36
Cieszę się, że ten wpis znalazł ktoś zajmujący się certyfikatami - bo nikt inny takiego bełkotu zapewne by nie stworzył. To się nazywa "certyfikat jakości" - a nie certyfikat jakości procedur. Zdanie "zakład sam sobie narzuca" popiera absurdy Służby Zdrowia. Kto to jest zakład - pracownicy, czy dyrekcja złożona z ludzików po Marketingu i Zarządzaniu w Pcimiu Dolnym. Z mojej obserwacji procedury wymyślają osoby nie mające pojęcia o pracy z człowiekiem. Pozostaje ciągle pytanie, czy dawanie, ruderze bez ciepłej wody, papieru toaletowego, odpowiedniej ilości personelu na wypełnianie wymyślonych przez paniusię z dyrekcji papierów, certyfikatu jakości nie jest co najmniej mylące.
twój mail.. 15.12.2010 r., 13:02
Niekompetencja niestety jest największą chorobą systemu ochrony zdrowia (nie tzw. służby zdrowia). Ten wpis na blogu o tym też świadczy. Jakość usług medycznych w danym ZOZ-zie zależy przede wszystkim od kompetencji personelu świadczoącego usługi raz od prawidłowej oganizacji ich świadczenia. Certyfikacja dotyczy procedur, które zakład sam sobie narzuca (i dobrze), a nie wiedzy personelu. Należy założyć (chyba to jest od zawsze dla perosnelu oczywiste), że swidczenia należy wykonywać starannie, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Autorce (owi) wpisu proponuję przynajmniej pobieżne zapoznanie się z materią, którą krytukuje.
twój mail.. 14.12.2010 r., 16:44
"Jakosc (czytaj)bylejakosc" jednym slowem. U "mnie"(znaczy tam gdzie pracuje) pacjenci nawet nie maja cieplej wody co tu mowic o mydle i papierze,,, chociaz sciany pomalowane na ladne kolory , sprzyjajace dobremu samopoczuciu....dobre i to , nieprawdaz?

Dodawanie komentarza