Posty z kategorii: "medycyna"


(przed)wczesna pobudka

2010-11-06 07:21:43

Jak to jest, że kiedy mam wolny weekend, co wcale nie zdarza się często, zamiast spać do oporu mój organizm odmawia snu zaledwie pół godziny po mojej zwykłej porze pobudki ??? Po kilku próbach ponownego zaśnięcia poddałam się i wstałam. Z drugiej strony przecież poranek zawsze był moją ulubioną porą na naukę czy pracę. Kończę kawę i zabieram się za przerzucanie tzw. prasy fachowej, oczywiście w elektronicznym wydaniu i montowanie prezentacji na przyszłotygodniowe posiedzenie. I studentom trzeba też coś przygotować na zajęcia, na koło naukowe... ale uczyć akurat uwielbiam, więc to nie problem, a wręcz przyjemność. 

Co w pracy? ano znów stażuję do specjalizacji. Tym razem hematologia. Bardzo, bardzo ciekawie i w przyjaznym towarzystwie, ale chyba muszę się odrobinę przyzwyczaić do specyfiki oddziału. Ciężko mi chwilami, jak np. wczoraj, kiedy przyszła pacjentka z anemią aplastyczną. Hemoglobina 6 z kawałkiem, płytki 40 tys. Czeka na dawcę szpiku, ale trudno jej go dobrać, lekarze szukają intensywnie. Na wieść, że jeszcze nikogo nie znaleziono tylko pokiwała głową i smutno się uśmiechnęła. Widzę, że stara się robić dobrą minę, pokazać, że się trzyma, ale strach pomyśleć, co dzieje się w środku. Kolejna wizyta za 2 tygodnie, oby do tego czasu się udało...     

Jakoś się tu ostatnio ciszej zrobiło... Myślę powoli o przeprowadzce.  

 

czytaj resztę »


poniedziałkowo podyżurowo

2010-10-04 11:52:43

Los był dla mnie wczoraj mimo wszystko łaskawy. Na dyżurze w ciągu dnia owszem, trochę się działo, ale za to noc był nadzwyczaj spokojna. Doceniłam to tym bardziej, że dopadło mnie jakieś paskudne wirusisko i, choć na dyżur przyszłam jedynie z lekkim bólem gardła, z każdą godziną czułam się gorzej. I jak tu leczyć innych, kiedy po kilku oddechach suchym, ciepłym, klimatyzowanym powietrzem zaczyna męczyć kaszel, oczy łzawią, z nosa się leje...?? I jak tu wyglądać ładnie, schludnie i profesjonalnie z nochalem jak czerwona bańka?? No nie da się. 

Po dyżurze jak najszybciej zmyłam się do domu i teraz siedzę sobie z kubkiem ciepłego mleka z miodem, w domu roznosi się zapach ciasta drożdżowego zmontowanego przeze mnie w ramach podyżurowego odprężenia. Regeneracja :)) 

Aha - wracając na chwilę do dyżuru - Wśród przyjętych chorych jeden był przeniesiony do nas z innego warszawskiego szpitala. Przeglądam dokumentację, a tam...konsultacja Muminy ;))) Mały czasem ten medyczny światek, oj mały :)

Na dobry początek tygodnia jeden z moich (licznych) ulubionych zespołów :)))

czytaj resztę »


konferencyjna galeria postaci

2010-09-28 22:56:09

Ucichłam trochę, bo jakoś niewiele ostatnio czasu, żeby spokojnie zasiąść do napisania paru słów... W zeszłym tygodniu wybyłam do Poznania na kongres PTK. Lubie Poznań, to całkiem ładne miasto, a konferencja była organizowana już po raz trzeci w tym właśnie mieście. Na szczęście nie miałam w tym roku żadnej ustnej prezentacji, jedynie plakat, więc wyjazd był całkowicie bezstresowy :) 

Bywając już od wczesnych lat studiów na różnych konferencjach, sympozjach i zjazdach naukowych i przyglądając się ludziom stwierdzam, że można zawsze wyróźnić kilka typów "kongresowiczów" (wszelkie podobieństwo z realnymi postaciami jest przypadkowe ;))

- turyści konferencyjni - zbieracze gadżetów. Jeżeli idą na jakiś wykład to tylko dlatego, że jest on sponsorowany przez firmę farmaceutyczną i zaraz po nim będą rozdawane jakieś upominki. Pół biedy jeśli są to książki czy inne dydaktyczne podarunki. Kilka lat temu we Wrocławiu wychodząc z jednej z sesji o mały włos nie zostałam stratowana przez tłumy wyciągające ręce po plecaki. Z konferencji wracają obładowani upominkami od firm farmaceutycznych a zwykle zamiast na wykładach spacerują po stoiskach i rozwiązują głupie quizy.

- turyści konferencyjni - smakosze - dla nich najważniejszą częścią konferencji jest lunch/przerwa kawowa. W ekstremalnych przypadkach po zjedzeniu ciastek i wypiciu kawy zgarniają jeszcze jedzenie do reklamówki. Oczywiście należy do tej grupy zaliczyć również miłośników imprez kongresowych :)

- naukowi aktywiści - juz kilka tygodni przed konferencją, kiedy tylko w internecie ukazał się jej program zaczęli wybierać wykłady, na które trzeba będzie koniecznie się wybrać. Narzekają, że zbyt wiele ciekawych sesji odbywa się jednocześnie, nie opuszczają budynku przed zakończeniem ostatniego wykładu. Czasem pilnie notują, ci bardziej nowocześni robią zdjęcia slajdów. W wydaniu profesjonalnym to profesorowie/docenci, którzy prawie na każdej sesji mają wykład, a jeśli nie mają to tylko dlatego, że ją prowadzą :) 

- poszukiwacze - wybierają się na zjazd głównie po to, żeby spotkać starych znajomych. W końcu na takim kongresie można natknąć się na dawno nie widzianego kolegę/koleżankę/byłego szefa i powspominać. Takie spotkania sa też niezłym źródłem nowych ploteczek :)

To tak w dużym skrócie, bo pewnie jeszcze kilka typów dałoby się wyodrębnić :) Ja chyba jestem typem mieszanym ;P - czasem pooglądąm się za ciekawymi gadżetami, czasem siedzę do upadłego na wykładach... Chyba jednak, jak we wszystkim, trzeba zachować złoty środek :) 

 

czytaj resztę »


samo życie

2010-09-14 23:57:40

Lubię kawowe poranki w pokoju lekarskim :) Po odprawie i przejrzeniu historii chorób przyjętych na dyżurze chorych, tuż przed pójsciem na obchód. Dwaj doktorzy K., szefowie zespołów, niemal zawsze w dobrych humorach, przebijają się nawzajem kto wczoraj więcej przejechał na rowerze, a doktor S., zapalony ekolog i przyrodnik, opowiada o widzianym rzadkim gatunku jakiegoś ptaka. Niekiedy jest poważniej - pacjent zmarł na dyżurze, trzeba szybko skończyć historię choroby, oddać karty statystyczne, bo zaraz przyjedzie rodzina. Bywa nerwowo - kilku chorych jest w bardzo ciężkim stanie, przyjęty kolejny, po zatrzymaniu krążenia, długiej reanimacji, podłączony do respiratora, kontrapulsacji... Trzeba rozważyć czy nie trzeba mu jeszcze wykonać dializy, bo i nerki odmawiają współpracy. Telefony, konsultacje, nie ma czasu na przesiadywanie w pokoju i kilka łyków kawy w biegu musi wystarczyć. Czasami radośnie - pacjent po dwóch poważnych operacjach zastawkowych wykaraskał się z zakażenia, niewydolności oddechowej i przenosimy go na oddział zachowawczy...a było już tak źle, że i obaj doktorzy K. tracili nadzieję - dobrze, że ich też pacjenci jeszcze zaskakują :) Rodzina w podzięce obdarowuje nas małym dziełem sztuki cukierniczej:

 tort serce.JPG

Pielęniarki dostają specjalny:

tort 2.JPG    

Samo życie :)

Na dobranoc będzie dziś Peter Gabriel - zasłuchuję się dziś w jego ostatniej płycie :)

 

czytaj resztę »

Dodane w medycyna , życie | Komentarze 4 , zobacz komentarze

podyżurowo, sennie...

2010-09-07 18:09:23

Dawno już nie miałam takiego dyżuru jak wczoraj... Kiedy tylko udało się przyłożyć głowę do poduszki - telefon. Kolejne przyjęcie - pacjent z wszczepionym kardiowerterem defibrylatorem i burzą elektryczną - dosłownie co kilka minut na monitorze pojawiał się częstoskurcz komorowy przechodzący w migotanie komór i urządzenie interweniowało powodując dość silny wstrząs u coraz bardziej zdenerwowanego pacjenta. Cale szczęście wlew leku antyarytmicznego opanował zaburzenia rytmu. Uff... Inny chory - diagnoza: zawał, szybka koronarografia i okazuje się, że potrzebna operacja. Jak przekonać pacjenta, że trzeba zaufać lekarzom i poddać się zabiegowi kardiochirurgicznemu? szczególnie, kiedy ból nie nawraca, a pacjent czuje się całkiem dobrze...? całe szczęście z pomocą przyszedł kardiochirurg. Starszy stażem lekarz zwykle cieszy się większym zaufaniem chorego, no cóż...

Potem jeszcze kilku chorych, badania, zlecenia... mimo zmęczenia i prawie całkowicie nieprzespanej nocy wracałam do domu z uczuciem satysfakcji...

W słuchawkach dziś:

czytaj resztę »

Dodane w medycyna , music | Komentarze 0 , zobacz komentarze

uszkodzony doktorek

2010-06-25 19:07:58

Ajjjj...obiecywałam publicznie (i sobie również), że pisać będę częściej, ale jakoś wyszło, że dopiero dziś usiadłam do laptopa z postanowieniem nadrobienia zaległości.

Wczoraj udało mi się skręcić sobie nogę. Jak? eeech, śliska podłoga i stało się :/ Noga dość szybko po upadku przestała mnie boleć, więc radośnie powędrowałam wieczorem na imprezę konferencyjną organizowaną przez Klinikę. Wypiłam winko, pośmiałam się, baaaa, jeszcze sobie trochę potańczyłam, a jakże... Swoją głupotę i lekkomyślność przeklinałam dopiero w nocy, kiedy każdy ruch nogą sprawiał niesamowity ból. Przez chwilę byłam skłonna iść do pobliskiego szpitala, ale pamiętając przekleństwa kolegów z izby przyjęć na nocnych interesantów łyknęłam ketonal i postanowiłam przeczekać do rana. Kiedy już udało mi się wykuśtykać z łóżka, umyć włosy (przecież nie mogę z nieumytymi i nieułożonymi wyjść z domu) i wziąć prysznic wykonałam z nadzieją telefon do kolegi z ortopedii - akurat dziś ma dyżur :) uffff.... szybki RTG, badanie i dobra wiadomość - obejdzie się bez gipsu, zastrzyków z clexanu i kuśtykania o kulach :) 

M. zgodził się wziąć za mnie jutrzejszy dyżur, dzięki czemu mogę się zregenerować do następnego, poniedziałkowego. Tak więc siedzę w domu z lodowym kompresem na obolałym kolanie, oglądam stare odcinki "Seksu w wielkim mieście", zerkam od czasu do czasu na fejsbuka i słucham muzyki...

Muszę się ogarnąc i napisać zaległy artykuł... Jeszcze tylko jedna piosenka... :)

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 2 , zobacz komentarze

konferencja

2010-05-22 23:13:55

Wróciłam dziś z konferencji z Hindenburga. Nie, nie byłam w Niemczech - Hindenburg to niemiecka nazwa Zabrza :) Może nie należy ono do najpiękniejszych miast Polski, ale stamtąd właśnie wywodzi się czołówka polskiej kardiologii, no więc pojechałam się dokształcać ;)

Konferencja jak to konferencja - sporo ciekawych sesji do wyboru, wieczorem impreza ze sporą ilością alkoholu i wcale nie dietetycznymi potrawami, jakby zakładali, że każdy kardiolog jest już na dużej dawce statyny :)

A w drodze powrotnej kolega przypomniał piosenkę, której nie słuchałam już strasznie dawno... Te dźwięki gitary działają na mnie magicznie, wracam więc jeszcze raz do Deep Purple:

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 2 , zobacz komentarze

spretensjonowani obywatele świata

2010-03-27 09:06:41

Miniony tydzień nie był łatwy.  Nie, nie przez dyżury, bo choć poniedziałkowy był pracowity, to udało się i przespać w spokoju przyzwoitą ilość godzin. Trochę papierkowej pracy się owszem nazbierało, ale i to do przełknięcia. Wszystko byłoby miłe łatwe i przyjemne, gdyby... nie pacjenci. CI pacjenci.

Akurat w zeszłym tygodniu trafiło się kilku szczególnie trudnych - niezadowolonych z opieki, spretensjonowanych, poddających nieustannie w wątpliwość decyzje zespołu prowadzącego, w tym mnie. Gotowi w każdej chwili iść do profa na skargę, że źle leczymy. Moje pokłady cierpliwości zaczęły się zmniejszać w mgnieniu oka, gdy we wczesnych godzinach popołudniowych zadzwoniła do mnie pielęgniarka z prośbą o przyjście do jednej z chorych, która twierdzi, że nikt u niej od rana nie był. Najpierw wgniotło mnie w podłogę... poranny obchód zaczęłam właśnie od niej, zmierzyłam ciśnienie, przedłużyłam zlecenia...wtf ?! Mało tego - jeszcze przed odprawą szef zespołu, w którym aktualnie pracuję, ma zwyczaj zaglądania do pacjentów. Dziś też był, na bank... Ochłonęłam z narastającej złości i poszłam ją zapytać czy to prawda, że nie widziała mnie rano. Okazało się, że jednak byłam. Hmmmm....

Napisałabym jeszcze o pacjencie, który odkladał do szafki część leków, jakie miał w zleceniach, bo uznał, że dostaje ich za dużo, o takim, który stwierdził, że skoro już leży w szpitalu "na serce", to może załatwilibyśmy mu jeszcze kilka konsultacji, bo "do specjalisty tak trudno się dostać" i o paru innych, ale szkoda słów... Poza tym już mi przeszło :)

Nic mi tak nie pomaga na złość jak dobry kawałek, byle głośno :) dziś Faith No More. Przepadam za Mike Pattonem, uważam, że to jeden z lepszych głosów współczesnej sceny muzycznej, zresztą w poniższej piosence daje poznać swoje możliwości wokalne:

 

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 3 , zobacz komentarze

"Niech ktoś wezwie lekarza!" "Ty jesteś lekarzem"

2010-03-13 16:22:17

Trzy erkowe dyżury w ciągu tygodnia to jednak sporo... Dziś rano całe szczęście obudziłam się w szpitalu na dźwięk własnego budzika, a nie telefonu od pielęgniarek, ale na poprzednim dyżurze nie miałam tyle szczęścia. Nie muszę w tym gronie nikomu tłumaczyć, że zrywanie się o 3 w nocy na hasło: "reanimacja" nie należy do przyjemności.  

Życie lekarza to nie serial, ale czasami czuję się dokładnie tak jak on:

 

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 1 , zobacz komentarze

pierwszy dyżur

2009-11-08 19:19:59

Już za mną :) Szef dyżuru erkowego trafił mi się najlepszy i wyrozumiały, ale trochę stresu przyznaję było, i "mały Szczeklik" czyli kieszonkowe wydanie podręcznika do interny pod ręką, i parę razy google poszło w ruch... I chyba miałam fart, bo udało mi się przespać całe 5 godzin. Żadnych nocnych przyjęć (mimo wolnych miejsc na erce) ani interwencji (mimo 2 pacjentów w ciężkim, ale stabilnym stanie).

A dziś dowód na to, że nigdy nie jest za późno na naukę EKG ;)) :

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 3 , zobacz komentarze

koronkowa robota

2009-09-21 19:01:57

Od dziś jestem oficjalnie doktorantką naszego szacownego WUMu :) Pozostaje tylko czekanie na łaskawe ogłoszenie przez panią minister ilości miejsc specjalizacyjnych i nadzieja, że będą pozarezydenckie z kardiologii... Większość moich przyjaciół i znajomych, którzy wybierają się na rezydentury, a zwłaszcza Ci zainteresowani bardziej obleganymi specjalizacjami, dzieli czas pomiędzy naukę do lepu a sprawdzanie w internecie/wydzwanianie do MZ z pytaniem KIEDY? Najczęściej odpowiedź brzmi: "może jutro..." i następnego dnia wszystko od początku. Echhh....

W sobotę byłam na dyżurze na kardio. Roboty było sporo, komórka lekarza dyżurnego się urywała i co rusz nowy pacjent wjeżdżał do pracowni hemodynamiki. Trzy razy zamknięta prawa tętnica wieńcowa, dwa razy gałąź przednia zstępująca, jedna choroba wielonaczyniowa - pełna różnorodność. Przyjęłam więc dawkę promieni asystując do tych wszystkich koronek i angioplastyk. Kardiologia inwazyjna jest fascynująca... Cierpliwość i precyzja :) Marzenie do spełnienia, choć kobiecie lekko nie będzie, ale czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo??? :)  

A muzycznie? Dziś Lou Reed i spółka :) 

 

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 4 , zobacz komentarze

wyzwania

2009-08-22 17:40:16

W moim ulubionym "Misiu" pada tekst:

"Tak, to nam wskazuje na to, że życie stawia przed nami ciągle coś nowego. I to jest raz. A po drugie, musimy mieć jednak różne warianty. I to jest dwa. I dlatego proponuje wariant następujący..."

Tak, już się przyzwyczaiłam, że życie stawia przede mną wiele nowych wyzwań...a ja różne warianty też staram się mieć :D A przede mną ostatni tydzień stażu - i wtedy dopiero się zacznie...W piątek przyszedł do mnie doktor zajmujący się w klinice dydaktyką i spytał od kiedy zaczynam pracę, bo trzeba mnie rozpisywać do zajęć ze studentami....aaaaaa... jak to możliwe? to już? zaczyna się prawdziwa praca... Mam przekazywać innym wiedzę a dopiero co sama uczyłam się jak przykładać stetoskop do pacjenta...   

Nadal staram się systematycznie uczyć do LEPu, ale idzie tak sobie...no dobra, nie idzie :) bo: albo jestem zbyt zmęczona, albo wychodzę z domu na spotkanie ze znajomymi - od czasu do czasu trzeba przecież odetchnąć, albo zostaję w szpitalu bo akurat dyżur ma doktor, od którego można się czegoś nauczyć i pozwala co nieco zrobić...W tym ostatnim przypadku akurat tłumaczę sobie, że najważniejsza jest nauka w praktyce, ale cóż, na LEPie nie ma części praktycznej i nikogo nie będzie interesowało co umiem zrobić.

Nie myślcie, że narzekam, nie, nie mam takiego zwyczaju. Tylko trochę jestem przerażona...ale w końcu przecież lubię wyzwania :D

Dziś jako muzyczny załacznik mój ulubiony odprężacz przedlepowy. Wśród moich przyjaciół i znajomych wręcz "hymn zdających egzaminy końcowe" :D Jeśli nie znacie jeszcze twórczości Amateur Transplants polecam też inne ich piosenki...

czytaj resztę »

Dodane w medycyna | Komentarze 17 , zobacz komentarze