samo życie
2010-09-14 23:57:40
Lubię kawowe poranki w pokoju lekarskim :) Po odprawie i przejrzeniu historii chorób przyjętych na dyżurze chorych, tuż przed pójsciem na obchód. Dwaj doktorzy K., szefowie zespołów, niemal zawsze w dobrych humorach, przebijają się nawzajem kto wczoraj więcej przejechał na rowerze, a doktor S., zapalony ekolog i przyrodnik, opowiada o widzianym rzadkim gatunku jakiegoś ptaka. Niekiedy jest poważniej - pacjent zmarł na dyżurze, trzeba szybko skończyć historię choroby, oddać karty statystyczne, bo zaraz przyjedzie rodzina. Bywa nerwowo - kilku chorych jest w bardzo ciężkim stanie, przyjęty kolejny, po zatrzymaniu krążenia, długiej reanimacji, podłączony do respiratora, kontrapulsacji... Trzeba rozważyć czy nie trzeba mu jeszcze wykonać dializy, bo i nerki odmawiają współpracy. Telefony, konsultacje, nie ma czasu na przesiadywanie w pokoju i kilka łyków kawy w biegu musi wystarczyć. Czasami radośnie - pacjent po dwóch poważnych operacjach zastawkowych wykaraskał się z zakażenia, niewydolności oddechowej i przenosimy go na oddział zachowawczy...a było już tak źle, że i obaj doktorzy K. tracili nadzieję - dobrze, że ich też pacjenci jeszcze zaskakują :) Rodzina w podzięce obdarowuje nas małym dziełem sztuki cukierniczej:

Pielęniarki dostają specjalny:
Samo życie :)
Na dobranoc będzie dziś Peter Gabriel - zasłuchuję się dziś w jego ostatniej płycie :)
