monday, monday
2009-10-19 22:03:54
Weekend w telegraficznym skrócie: w piątek byłam na imprezie urodzinowej organizowanej przez parę moich dobrych znajomych. Sobota natomiast upłynęła na zakupach i niezbyt udanych poszukiwaniach odpowiednich kozaków na płaskim obcasie (wolę nie dodawać sobie cm do moich własnych 181...). Wieczorem zaś razem z moimi przyjaciółkami postanowiłyśmy wspiąć się na kulinarne wyżyny i wykonałyśmy popisowe naleśniki ze szpinakiem i fetą oraz sosem pomidorowo - bazyliowo - czosnkowym (mniammmm....). I jeszcze popisowy tort (Mart, wyrazy uznania :D), gdyż głównym powodem naszego spotkania były urodziny jednej z nas. W planach miałyśmy jeszcze babski film, "Facet z ogłoszenia" ale okazał się on kompletną klapą i po 20 minutach nie wytrzymałyśmy...
Poniedziałek. Po leniwym, aczkolwiek towarzysko spędzonym weekendzie ciężko pogodzić się z tym, że dźwięk budzika (skądinąd w moim przypadku delikatna piosenka Cherry Blossom Girl zespołu Air) zrywa o 6.00... Całe szczęście powrót do szpitalnej rzeczywistości okazał się dziś łagodny, a przyzwoita pogoda dodatkowo poprawiła mi humor :) Jeden wypisik, potem seminarium dla studentów 5 roku (nota bene grupa tej wspomnianej przeze mnie pary, u których byłam w piątek. Dziwnie tak trochę z drugiej strony biurka ;)))) i wyszłam ze szpitala o rekordowej porze bo o 13.20... Nie chcę zapeszać, ale początek tygodnia niezły ;P
Zainspirowana zdjęciem, które zamieściła Kaeri rozmarzyłam się nieco, stąd dziś klip z filmu "The Beach":
