Riwiera Turecka wzywa :))
2009-08-25 16:42:39
Kochani, żegnam się z Wami na nieco ponad tydzień. O 6:00 rano wyruszam na lotnicho, a stamtąd do malowniczego miasta o nazwie Alanya. Trzymajcie się ciepło 

przed tureckim kazaniem
2009-08-24 20:31:01
Jak człowiek zerwie się ze smyczy (czyt. pójdzie na urlop), to z nadmiaru szczęścia i wolnego czasu głupieje. Totalnie mi dziś odbiło. Niespodziewanie dla wszystkich i dla samej siebie zaczęłam... PRASOWAĆ!
Prasowanie - czynność dość prozaiczna, ale ci, którzy mnie znają wiedzą, jak jej nienawidzę. A dziś wyprasowałam wszystko - spodnie, bluzki, szorty, koszulki, apaszki, ścierki i inne szmaty. Po akcji cały pokój tonął w porozkładanych gdzie popadło rzeczach bez zagnieceń. Nie ukrywam, że częściową motywacją był mój wyjazd do Turcji. Normalnie, biorąc pod uwagę los ubrań wepchniętych do walizki, na propozycję prasowania fatałaszków parsknęłabym śmiechem, a dziś sama na to wpadłam - SZOK! Potrzebuję pomocy.
Mam też pewien problem - bagaż podręczny ma określone wymiary maksymalne. Dla mnie są one minimalne. Gdzie ja to wszystko pomieszczę?
czytaj resztę »na ludowo
2009-08-21 20:15:54
W ramach akcji "Poznaj swój kraj", wypuściłam się wczoraj w plener. Celem był Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie, oddalony zaledwie o 14 km od mojego rodzinnego miasta. Mieszkałam w pobliżu przez kilkanaście lat, a wybrałam się tam dopiero teraz. Wstyd!
No ale od początku.
Na wstępie, jak wszędzie, zwiedzających wita tablica, którą wszyscy z zainteresowaniem oglądają, a i tak nikt nie kuma o co chodzi.

Dalej znajduje się urocza chatka o nazwie KASA, którą nie sposób ominąć.

Potem dłuuuuugo trzeba iść w dół wśród krzaczorów, strumyków i innych takich.

Na miejscu można podziwiać domki dla pszczół i ludzi, wiatraki i inne wynalazki - wszystko stare i z drewna.


Pozwolono nam nawet wejść do środka (mówię o domkach dla ludzi).


Upatrzyłam sobie szafę:

I serwis obiadowy na integracyjną imprezę z Teściami ;)

W jednej chałupie (i to już nie jest śmieszne) znaleźliśmy porzucone dziecko!

Żeby kupić nasze milczenie, pozwolono nam nawet wejść na strych i pogapić się przez okno na Narew.

Podjęto nas też obiadem...

...po którym niestety...

Ale Rodzicom się podobało :))

To co na początku nazywało się "dłuuuuugo w dół", na końcu stało się schodami do nieba.

Nie będę zamieszczać fotek, jak wyglądaliśmy na szczycie :))
A mówiąc poważnie - fajnie było.
czytaj resztę »[dla Muminy]
2009-08-18 17:39:29
Zgodnie z wczorajszymi deklaracjami, zamieszczam foty w nowej peruce:
- z lewej:

- z prawej:

Inne projekcje do odbioru na żywo.
czytaj resztę »urlopowanie - część 2.
2009-08-17 20:28:40
KRZTUSIEC!
Tak ma na imię mój boa dusiciel! Ja pierdzielę, dopiero teraz to do mnie dotarło. Wszystkie objawy zaczynają układać się w obraz tego syfu. Przerabiam obecnie fazę II i powiem Wam, że momentami mam wrażenie, że to moje ostatnie tchnienia. Napadów kaszlu jest mniej, ale są one bardziej widowiskowe. Tylko kto mi to sprzedał? I dlaczego dałam się złapać? Wiem, że odporność poszczepienna nie trwa wiecznie, ale przecież nie pracuję na pediatrii, nie jestem przedszkolanką ani nauczycielką i w ogóle z dziećmi mam niewiele wspólnego. Najgorsze jest to, że nic nie mogę zrobić. Dobrze, że moja Mama jest pielęgniarką, przynajmniej sterydy poda i.v. Nosz kuźwa, szpital w domu. I to w czasie urlopu
W tamtym roku sraczka, w tym dusiciel. Ciekawe co będzie za rok (jeśli dożyję).
Miałam dziś okazję doświadczyć szpitala od strony pacjenta. Zebrałam OPR za brak obuwia ochronnego (które nie jest już obowiązkowe) i czułam w powietrzu niewypowiedzianą nienawiść wszystkich osobników w kitlach, mimo że od nikogo niczego nie chciałam. Poprosiłam tylko jedną panią laryngolog, żeby zajrzała mi do krtani i niestety bez argumentu pt. "jestem lekarzem" się nie obyło. No niestety mam kilka struktur, których nie jestem w stanie zbadać sobie sama. Są nimi m.in. oczy - okazało się, że ślepnę. Mimo choroby wieku dziecięcego chyba jednak się starzeję. Niebawem będę ryczącą dwudziestką ósemką!
Zmieniając temat:
Byłam u fryzjera. Tak krótkich włosów nigdy nie miałam, chyba nawet urodziłam się z dłuższymi. No cóż, odrosną. Chciałam zmiany, to mam.
Aaaa, jeszcze Wam nie pisałam - jadę do Turcji z Szarą Miecią
Z krztuścem czy bez, mam zamiar dobrze się bawić. Czy ktoś z Was tam był? Macie jakieś wskazówki?
urlopowanie - część 1.
2009-08-16 20:04:52
Wreszcie jest! Długo oczekiwany, wytęskniony, zasłużony (?) urlop 
I nieważne, że wciąż jestem chora, a w zasadzie z każdym dniem jestem chora coraz bardziej. Nieważne, że po każdym ataku kaszlu dostaję duszności ze stridorem słyszalnym w promieniu 100 m, rzygam dalej niż widzę, a gałki oczne wywracają mi się na lewą stronę. Może dopadła mnie któraś z chorób wieku dziecięcego (co świadczyłoby o tym, że jednak nie jestem taka stara), ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że jutro jest poniedziałek, a ja nie muszę nastawiać budzika na 6:00 
Wakacje zaczęłam od piątkowej imprezy - spotkanie ze znajomymi ze studiów. Było... hmmm. Drętwo. Albo wszyscy się zmienili, albo to ja wypadłam z towarzystwa, bo jakoś nie mogłam się w nim odnaleźć. Niby sami swoi, a jednak. Zmyłam się przed 1:00.
W sobotę odpaliłam swoją rakietę i pojechałam do Rodziców. Podróż znośna - 2h 20 min., bez zbędnych przestojów, bez TIR-ów i TIR-ówek tarasujących drogę.
Moje rodzinne miasto przywitało mnie takim oto krajobrazem:

No cóż, nie wszędzie muszę jeździć samochodem.
Po obiedzie mały spacerek do apteki po steryd wziewny, leniwe szwędanie się po parku dla rolkowców, a wieczorem seans filmowy. Podjarana nabytym z kobiecym pisemkiem filmem "Mała Moskwa" zasiadłam przed odtwarzaczem DVD i... RGN ERROR! Miarka się przebrała. Doprowadzona do ostateczności (bo to kolejny film odrzucony przez nasz wspaniały sprzęt), stanęłam na rzęsach, żeby dotrzeć do tajemnych ustawień. I dotarłam. Filmu niestety nie obejrzałam do końca, ponieważ zasnęłam w połowie (ale spokojnie, to był mój drugi raz).
Niedziela zaczęła się leniwie od balkonowego śniadania.
Tak wyglądam na owym balkonie po śniadaniu:

A tak po ataku kaszlu:

A tak, gdy mnie się prosi, żebym poudawała, że pozuję:

Gdy już złapałam oddech, otarłam łzy i odzyskałam głos, pojechaliśmy na wieś do Dziadków, gdzie próbowałam wprowadzić w życie mądrości z książki o fotografowaniu, którą dostałam w prezencie od Agaty. Efekty jakieś tam są, ale jeszcze zbyt mizerne, żebym mogła się nimi z Wami podzielić.
Mama uszyła mi mundurek do pracy. Co myślicie?

A tak w ogóle co u Was?
czytaj resztę »wakacyjny towarzysz potrzebny na gwałt
2009-08-12 21:10:08
Zostałam na lodzie. Długo wyczekiwany urlop stanął pod wielkim znakiem zapytania, bo ktoś, na kogo bardzo liczyłam, niestety zawiódł. Ktoś = J.
Cel wyprawy: dowolny. Turcja, Grecja, Hiszpania, Włochy - wszystko mi jedno, muszę zmienić krajobraz.
Termin: w grę wchodzi wyjazd od jutrzejszego dnia włącznie do 2. września.
O mnie: nie chrapię, upijam się na wesoło, sprzątam po sobie, nie gadam jak nakręcona, miewam poczucie humoru. Wady też miewam, ale nie przy wszystkich się ujawniają.
A tak na poważnie - straciłam całą radość z nadchodzących wakacji 
płonie ognisko w lesie
2009-08-09 17:24:41
Oj płonęło do białego rana.
Obawiając się, że lato umknie niepostrzeżenie, zorganizowaliśmy wreszcie ognisko w naszej dżungli. Poniżej dokumentacja fotograficzna.
Od rana siedziałam w kuchni i pichciłam różnie dziwne strawy:

Goście zjechali się z małym poślizgiem (chociaż niektórzy do tej pory nie dotarli) i się zaczęło:

Był dr Miszczoch ze swoją lepszą połową, Misiek z energiczną Rodzinką i obłędną sałatką oraz Mumina z Jadzią, od której dostałam kilka wartych pokazania dzieł :))




Kto odgadnie, co przedstawiają rysunki? (od razu uprzedzę, że ja nie wiem, ale i tak się nimi zachwyciłam).
Był też Przenietek (nie bij, to tylko profil) ;))

(w tle wyżej wspomniany dr Miszczoch i Pani Miszczochowa oraz kawałek Inerki)
Była też Szara Miecia, która dość szybko wczuła się w klimat:

(z prawego dolnego rogu spogląda Siostra J., którą gorąco pozdrawiam)
A tu inne ujęcie naszej pięknej Szarej Mieci, żeby nie mówiła, że tylko głupie zdjęcia zamieszczam:

I ja też tam byłam, wino bez miodu piłam i świetnie się bawiłam:

Z tego miejsca raz jeszcze dziękuję moim Gościom za to, że nie zawiedli, że zawsze można na Nich liczyć i że w Ich towarzystwie każda impreza jest udana. Mam nadzieję, że niebawem to powtórzymy :)))
czytaj resztę »zdiagnozowana
2009-08-06 17:07:28
Ja się głupia męczę, zastanawiam, wsłuchuję w siebie i za cholerę nie mogę unicestwić mojego dusiciela, a tu proszę, na kolegów z pracy zawsze można liczyć. Panie Doktorze, wielkie dzięki! Teraz już wiem, jak sobie pomóc.
Szkoda tylko, że tego typu diagnozy padają za plecami pacjenta, bez poszanowania zasad tajemnicy lekarskiej.
Gdyby jeszcze ktoś w tym kraju nie wiedział - jestem chora na głowę, mam przerzuty z gardła.
Tyle w temacie.
czytaj resztę »boa dusiciel
2009-08-04 17:26:16
Mój odwieczny lęk przed wężami stał się w ostatnich dniach moim przekleństwem. Pani doktor, dusi mnie!
Nosz kuźwa, wczoraj już myślałam, że ducha wyzionę. Dyżur sam w sobie nie był specjalnie upierdliwy (tu znów ukłony w stronę Miśka), ale atakujący znienacka suchy kaszel, wywołujący odruch wymiotny, nie jest szczególnie pożądany, np. podczas obchodu wieczornego lub przy badaniu pacjenta. Stanęłam na rzęsach, żeby jak najszybciej wyjść dziś do domu (obchód o 6:00 był niemałym zaskoczeniem dla moich podopiecznych) i od 10:00 wygrzewam dupsko w łóżku. Boa potrafi wykończyć, spałam 6h. Mam nadzieję, że do soboty się wykaraskam, bo jeśli nie, trzeba mnie chyba będzie włożyć na 3 zdrowaśki do ogniska ;)
czytaj resztę »wizyta
2009-08-01 19:29:47
Fajna ta sobota.
Dziś po raz pierwszy w nowym domu odwiedzili mnie Rodzice. Do Ich przyjazdu przygotowywałam się cały tydzień, ale warto było (wreszcie miałam pretekst, żeby posprzątać).
Oczywiście nie obyło się bez błądzenia, ponieważ mało który GPS nie gubi się na naszym zadupiu, ale szybko udało się go naprowadzić na właściwe tory.
Rodzice, jako że są w posiadaniu rodzącej plony działki, przywieźli cały bagażnik zielonego towaru (nie nie, $$ to to nie były). Sałata i szczypior to małe piwo, ale szczęka mi opadła na widok ilości ogórów (Żyrafo, miałabyś u mnie raj na ziemi :)). No i się zaczęło - przerabianie, obrabianie, pakowanie w słoiki, kiszenie. Było nas czworo i każdy z nas miał jakieś ogórkowe zadanie do wykonania, ale jakoś to poszło.
Potem Mama ulitowała się nad żywiącą się suchą karmą córką i ugotowała rosół z kury. Z prawdziwej, wiejskiej kury, która jeszcze nie dawno dziobała coś tam na jakiejś wsi. Powiem tylko jedno - mniam!!!
Później to ja się wykazywałam kulinarnie, ale nie wiem, jak mi wyszło, bo nikt nic nie mówił :((
Po wielkim obżarstwie wybraliśmy się na spacer. Las, świeże powietrze, ciepłe popołudniowe słońce i... komary! Nosz kuźwa, to jakaś plaga! Te wredne stworzenia nie boją się niczego i nikogo, nawet mnie! Po co one w ogóle istnieją? Czy jest z nich jakikolwiek pożytek dla świata?
Teraz jest mi smutno, bo Goście pojechali, J. śpi, bo podobno straaaaasznie się zmęczył, kot jest na gigancie, a ja znów jestem skazana na własne towarzystwo :(( A nie, przepraszam, mam nową koleżankę. Oto ona:

