pomidoro
2009-11-26 19:00:01
Się państwo wybrało do knajpy. Zaległa kolacja urodzinowa znaczy. Padło na konstancińskie Pomidoro.
Wystrój nieco piwniczny, choć siedzieliśmy na pięterku. Pustki, jakby ktoś wąglika podrzucił, ale dzięki temu spokojnie i bez jazgotu, którego w pracy mamy aż za dużo. Muzyka pyszna, a żarcie? Niebo w gębie.
Pani się szarpnęła na grilowanego łososia. Mięciutki, soczysty, idealnie przyprawiony. Ale ale... na talerzu był jedynie w towarzystwie 2 gotowanych brukselek. Gdzie ziemniory, się pytam? A pani głodna, bo przez cały dzień o suchym pysku, jedynie kawałek tortu w przelocie szarpnęła o 9:00.
Pan zachowawczo, spaghetti alla carbonara. Też dobre. I więcej.
Potem słodkości. Crem brule’ powalił mnie na kolana. Się muszę przepisu nadobyć i będę produkować w ilościach hurtowych. Pannacotta już nie taka oszałamiająca, ot zwykły budyń z posypką.
Państwo lubią odkrywać nowe smaki. Jeśli możecie polecić coś w Warszawie i okolicach, to chętnie dopiszą do listy.
czytaj resztę »Aaaaa!!!
2009-11-17 19:33:39
Nie lubię poniedziałku, wtorku, środy, czwartku i piątku! Soboty i niedzieli też czasem nie lubię, ale tylko czasem. Jeśli czytają to jakieś cyborgi, to niech wiedzą, że mają duże szanse na zatrudnienie w naszym szpitalu, bo tylko one poradzą sobie z tym ogromem roboty i pieprzonymi przeciwnościami!
Nosz kuźwa, bez pomocnika w postaci stażysty leżę i kwiczę. To robota na minimum dwa etaty. I jeszcze te pierdzielone korki. Kto to słyszał, żeby 25 km pokonywać w 1,5h?! No wyjdź z siebie człowieku, a i tak nie pojedziesz.
Dla rozładowania emocji (głównie własnych), zamieszczam wycinek z opisu badania. I pewnie znów dostanę po uszach za wyśmiewanie się z potyczek językowych, ale mam to w dupie (a dupę mam sporą)! Tym razem lekarska wpadka:

projekt Malezja - pierwsza skaza
2009-11-15 17:10:34
No tak, wiedziałam, że nie będzie tak różowo jak myślałam. Malezja to kraj tropikalny, wiadomo, więc nie wiem, co mi do łba strzeliło, żeby tam się pchać. Tematem przewodnim wczorajszego spotkania (wpadło do nas kilka osób, w tym Szara Miecia z Borysem), były robale. Pełzających robali brzydzę się, od kiedy jestem na tym świecie, więc o czym ja myślałam, jarając się tym wyjazdem?! Chyba trzeźwe spojrzenie przysłoniły mi plaże z białym piaskiem i małpki wesoło podskakujące wśród turystów. A dżungla przecież nie jest taka fajna. Borys, powtarzam po raz enty - do dżungli nie jadę!
Czytam ostatnio fajną książkę, którą napisała kobitka po powrocie z 6-miesięcznej wyprawy po Azji.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się przy fragmencie o długonogich pająkach, których boją się nawet słonie, bo owe pajęczaki potrafią im wejść do trąby (tu się nawet śmiałam, bo pająki mi niestraszne), ale wymięłam przy stonodze, która wstrzykuje jad wszystkimi odnóżami oraz przy wężach udających korzenie. Ma ktoś pożyczyć kombinezon kosmonauty? Bez niego paniusia nie jedzie.
czytaj resztę »lekarz też pacjent
2009-11-10 12:26:09
Dziś miałam okazję obserwować funkcjonowanie szpitala od strony pacjenta. A właściwie rodziny pacjenta. I powiem Wam, że mimo iż nie spotkało mnie nic niemiłego, nikt mnie za nic nie opierdzielił, nie nawrzeszczał za to, że żyję, to i tak czułam się jak intruz. Pojechałam z Tatą (i Jego kolanem) do jednego z warszawskich szpitali, w którym pracuje jedyny Ortopeda, do którego mam zaufanie (a wiadomo, że kolana Taty nie oddam w ręce partacza). Gdy planujemy kontakt ze służbą zdrowia, oprócz dowodu osobistego i dokumentu poświadczającego ubezpieczenie, zabierzmy ze sobą anielską cierpliwość. Nie mam najmniejszych powodów do narzekania, bo Piotrek uczynił wszystko, żeby formalności nie były dla nas uciążliwe (wielkie dzięki
), ale obserwowałam z boku i zaczynam rozumieć wkurwionych pacjentów, sterczących w kolejkach do każdych drzwi (również tych kiblowych).
Poczyniłam też pewne obserwacje dotyczące zwyczajów na oddziale. U nas obchód do niekończący się slalom pomiędzy rodzinami pacjentów, którzy w dupie mają godziny odwiedzin i fakt, że utrudniają komuś pracę (salowe i pielęgniarki ten sam slalom uprawiają). Poza tym włażą do gabinetu lekarskiego jak do sklepu mięsnego, mimo że na drzwiach wisi komunikat pisany czcionką 48, że informacji o pacjentach udzielamy po godzinie 13:00.
U Piotrka - obchód rzecz święta. Rodziny cierpliwie czekają PRZED oddziałem na swoją kolej. Spokój, porządek, wszystko ma swój czas.
A ja mam dziś urlop 
być kobietą, być kobietą...
2009-11-07 16:02:59
Tak, dałam dziś upust swojej babskiej naturze (pomijam poranne mycie samochodu i tankowanie). Zakupowałam trochę, niestety nie pod kątem wyjazdu, ale naszej polskiej zimy. Płaszczyk nabyłam - cudny, klasyczny, czarny, jednorzędowy, ze stawianym kołnierzem. Sęk w tym, że jesienny. Ale jak ma się taką fajną i zdolną Mamę jak moja, to nie jest to problemem - doszywa mi właśnie podpinkę 
I pierścień kupiłam. Ech, sroka ze mnie i tyle. Babka ze sklepu z pierścionkami nazwała ten kamień różą pustyni, ale o ile ja się na różach pustyni znam, to to jest coś innego. Mniejsza o to. Nie nabyłam kolczyków, poskramiając swoją rozrzutność, i teraz strasznie cierpię.

A może to była róża wiatrów?
I małą czarną kupiłam. A w zasadzie Mikołaj mi kupił. Prosta, klasyczna, grzeczna. Ale była potrzebna i już.
Zakupy uwieńczyłam wizytą w ulubionym zakładzie fryzjerskim - aromaterapia, masaż głowy, sauna na włosy i strzyżenie. Ech, bosko było. A jakie mam teraz lśniące pióra.
To jeszcze nie koniec - przede mną domowe zabiegi upiększające, za pomocą których będę próbowała się upodobnić do człowieka. Ech, bycie kobietą to naprawdę ciężka praca 
Projekt Malezja - START!
2009-11-05 13:06:12
Dziś oficjalnie bez cienia wątpliwości Profesor wyraził zgodę na jednoczesny urlop swoich trzech oddziałowych "filarów" - Szarej Mieci, Przenitka i mój. Od dziś możemy pełną parą rozpocząć przygotowania, bo do wyjazdu zostało nieco ponad 2 miesiące, ale i do zrobienia jest sporo.
Szczepienia.
Macie pojęcie jakie? Ja jeszcze nie mam. Gdzieś miałam wykaz obowiązkowych szczepień dla podróżujących w różne rejony świata, ale jak zwykle, gdy jest potrzebny, to go nie ma.
Przewodnik.
Uparłam się na Lonely Planet. No i jest, owszem, ale z 2007 roku. Najnowszy będzie dostępny od stycznia 2010, czyli jak już w tej całej Malezji będziemy. No trudno, jakoś damy radę.
Plecak.
Bo chyba plecak, co? Jakoś nie wyobrażam sobie pomykania z walizką na kółeczkach przez dżunglę ;) No właśnie. Czy jest tu jakiś znawca plecaków? Bo ja to taka paniusia walizkowa jestem i na innych formach bagażowych się nie znam. Czy jest coś, na co należy zwracać uwagę przy wyborze plecaka, czy też nie różnią się one od siebie za bardzo?
Na początek tyle. Będę wdzięczna za jakieś pomocne uwagi.
czytaj resztę »
1. listopada
2009-11-01 18:21:12
Nie lubię tego dnia. W ogóle nie lubię listopada. Jesieni nie lubię. I zimy też. O! 
Początek dnia nie był zbyt wesoły...

...ale w ramach bojkotu tradycji umartwiania się, odgrzebałam dziś swoją lustrzankę i ruszyłam z J. na spacer. Mamy w nogach kilka ładnych kilometrów, a owe nogi w tyłkach, ale było bosko. Oto kilka widoków z okolic Rajskiego Ogrodu.

Czasem nawet słońce nam towarzyszyło.



Co u Was?
czytaj resztę »