Odcinek 1: Podróż z Katarem
2010-02-13 08:23:55
Miało być z przygodami i było. Od samego początku.
Zasypało nas, jak zwykle przed ważnymi wyjazdami, więc nie udało nam się rozwinąć prędkości nadźwiękowych. Sunęliśmy więc niespiesznie przez ulice Warszawy, a zegar tykał, samolot przecież nie poczeka. Jedno ze skrzyżowań przejechaliśmy na tzw. "późnym żółtym" i jak na zawołanie spod ziemi wyłonił się radiowóz. Nosz kuźwa, spodziewalibyście się? Policja w sobotę o czwartej rano? Teraz to dopiero zaczęliśmy dostawać sraki, bo przecież do odlotu została niespełna godzina, a lotnisko nie pojawiło się jeszcze na horyzoncie. Wpadliśmy w ostatniej chwili, gdy reszta ekipy pozbywała się już bagarków.
Nasza niekończąca się podróż składała się z trzech etapów. Pierwszy lot z Warszawy do Frankfurtu, drugi z Frankfurtu do Doha, trzeci z Doha do Kuala Lumpur. Wąskim gardłem okazał się być Frankfurt, który też tonął pod zwałami śniegu. Lądowanie i start były opóźnione, każde o godzinę, więc przesiadka w Doha, na którą mieliśmy tylko 60 minut, była już na starcie mission impossible. Nieco zestresowani wysiedliśmy na lotnisku w Doha, 15 minut po odlocie naszego samolotu do Kuala Lumpur. Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze się zorientować, gdzie jest droga do informacji, tudzież do kibla, a już przechwycili nas pracownicy Qatar Airlines. I tu muszę się na chwilę zatrzymać, bo chcę się rozpłynąć - Qatar Airlines to najbardziej przyjazne linie lotnicze, z których dotychczas miałam okazję korzystać. I kocykiem przykryją, zadbają o odpowiedni stopień nawodnienia, dogodzą pod prawie każdym względem. Wracając do Kataru - przechwyceni na lotnisku, zostaliśmy natychmiast odtransportowani do całkiem fajnego hotelu, gdzie czekała na nas ciepła (i całkiem smaczna) kolacja, a następnego dnia o poranku odstawiono nas na lotnisko, skąd już o czasie polecieliśmy do Kuala Lumpur. Wszystko odbyło się sprawnie, szybko i w bardzo miłej atmosferze. Co najbardziej mnie zaskoczyło? Ze wszystkich pasażerów lecących z Frankfurtu do Doha, tylko nasza szóstka miała przesiadkę do Kuala Lumpur, a mimo to nie zostaliśmy zostawieni z problemem na pastwę losu.
No to teraz kilka słów o Katarze, który przez przypadek, a w zasadzie dzięki zimie, mieliśmy okazję zwiedzić.
Pierwsze achy i ochy dotyczyły oczywiście temperatury powietrza. Wymrożeni i zaszronieni wkroczyliśmy w ciepły, przyjemny wieczór o temperaturze 20 st.C. Gęby śmiały nam się od ucha do ucha
Upajaliśmy się tym ciepełkiem przez kilka godzin, spacerując ulicami Doha. Katar poznany od strony stolicy sprawia wrażenie bogatego, uporządkowanego kraju. A może to przez brak śniegu zachwycało mnie wszystko, co nie było nim przykryte 
Zrobiłam dla Was kilka ujęć:







