wizyta
2009-08-01 19:29:47
Fajna ta sobota.
Dziś po raz pierwszy w nowym domu odwiedzili mnie Rodzice. Do Ich przyjazdu przygotowywałam się cały tydzień, ale warto było (wreszcie miałam pretekst, żeby posprzątać).
Oczywiście nie obyło się bez błądzenia, ponieważ mało który GPS nie gubi się na naszym zadupiu, ale szybko udało się go naprowadzić na właściwe tory.
Rodzice, jako że są w posiadaniu rodzącej plony działki, przywieźli cały bagażnik zielonego towaru (nie nie, $$ to to nie były). Sałata i szczypior to małe piwo, ale szczęka mi opadła na widok ilości ogórów (Żyrafo, miałabyś u mnie raj na ziemi :)). No i się zaczęło - przerabianie, obrabianie, pakowanie w słoiki, kiszenie. Było nas czworo i każdy z nas miał jakieś ogórkowe zadanie do wykonania, ale jakoś to poszło.
Potem Mama ulitowała się nad żywiącą się suchą karmą córką i ugotowała rosół z kury. Z prawdziwej, wiejskiej kury, która jeszcze nie dawno dziobała coś tam na jakiejś wsi. Powiem tylko jedno - mniam!!!
Później to ja się wykazywałam kulinarnie, ale nie wiem, jak mi wyszło, bo nikt nic nie mówił :((
Po wielkim obżarstwie wybraliśmy się na spacer. Las, świeże powietrze, ciepłe popołudniowe słońce i... komary! Nosz kuźwa, to jakaś plaga! Te wredne stworzenia nie boją się niczego i nikogo, nawet mnie! Po co one w ogóle istnieją? Czy jest z nich jakikolwiek pożytek dla świata?
Teraz jest mi smutno, bo Goście pojechali, J. śpi, bo podobno straaaaasznie się zmęczył, kot jest na gigancie, a ja znów jestem skazana na własne towarzystwo :(( A nie, przepraszam, mam nową koleżankę. Oto ona:

