złego licho nie bierze
2009-06-07 13:53:15
Guzik prawda. Rozłożyłam się dokumentnie. Mam obrzęknięte wszystkie możliwe śluzówki od szyi w górę - nie oddycham, nie łykam ;), prawie nie gadam; oczy mam jak u królika i zielony glut od zatok aż po pas. Niezłe ciacho, co? A wczoraj jeszcze hasałam na parapetówie u Madzi.
A propos.
Mieszkanko pierwsza klasa. Nieduże, ale gustownie urządzone, utrzymane w ciepłej kolorystyce, przytulne. Aż się nie chciało wychodzić :). A widok z okna - BAJKA! Mieszkanie mieści się na 11. piętrze, więc nie ma mowy o zaglądaniu w okno sąsiadowi. Panorama Warszawy zatykała dech w piersi, a podobno mam czym oddychać ;).
Jakież było moje zdziwienie, gdy po przekroczeniu progu owego mieszkania zobaczyłam... całe Szefostwo! Na początku nieco onieśmielona i zbita z tropu siedziałam usztywniona, jakby mi ktoś wsadził w tyłek kij od szczotki. Zupełnie niepotrzebnie, bo atmosfera była dość luźna i dzielące nas bariery nie były tak bardzo odczuwalne. Magda się postarała i przygotowała mnóstwo żarełka, którego nazwy nawet nie starałam się zapamiętać, tak było egzotycznie ;) Z uwagi na rozkręcającą się chorobę i zwiększoną częstotliwość kichnięć, postanowiłam ulotnić się do domu. Wracaliśmy w mega-deszczu, nie widząc praktycznie niczego oprócz strumieni wody zalewających przednią szybę samochodu, ale jakoś to poszło.
Noc była koszmarem - wstawałam co 2 godziny zmuszona koniecznością ewakuowania z nosa hektolitrów gluta. A w czwartek dyżur ;( Muszę się jakoś do tego czasu ogarnąć, więc pierwszy raz w życiu ośmieliłam się wziąć 3 dni zwolnienia. J. mi właśnie przywiózł krople do nosa, więc zaraz się odetkam i spróbuję się przekimać.
Ciao.
