Rekrutacja - myślisz, że już są wakacje, a to jedna wielka ściema
2010-09-03 04:27:08
(dodam pokrótce, że przez następne 2-3 posty będę się rozwodzić nad tematami striktum informacyjnymi typu szukanie mieszkania, podręczniki etc. a dopiero od października zacznę zdawać dokładne relacje ze studiów wraz z moimi szalonymi przeżyciami :) )
Już wiem dlaczego maturzystom daje się prawie cztery miesiące laby po okrutnym sezonie na kasztany. Nie, to nie w ramach nagrody ani długo wyczekanego odpoczynku. Przynajmniej nie było tak w moim przypadku, bo to ma znacznie głębszy cel. Egzaminy skończyły się około 15 maja (maturka IB). Do początku czerwca w miarę chill. To był czas na całkowite odstresowanie i przyzwyczajenie się do faktu, że gdy zrywam się w środku nocy to mogę spokojnie wrócić spać zamiast panikować co trzeba jeszcze zrobić bądź powtórzyć (powstrzymanie koszmarów związanych z nie zdaniem matury potrwało trochę dłużej). W momencie kiedy osoba nareszcie przyzwyczaja się do słodkiej wolności, w głowie włącza się alarm...taki duży czerwony z wkurzającą syreną. Apeluje on o składaniu aplikacji na studia. Nie wiem jak reszta ludzi, ale było to dla mnie równie stresujące co egzamin ustny z języka polskiego. Cały proces wygląda mniej więcej następująco:
1. Już w czerwcu należy sprawdzić wszystkie daty rejestracji, wpisywania ocen itd. Rekrutacja na każdej uczelni, a nawet kierunku postępuje według indywidualnie ustalonych terminów. Niektóre wymagają rejestracji już na początku czerwca. (zalecam założenie oddzielnego zeszytu na rekrutację i poświęcenie każdej uczelni po 2 strony - a tam spisywać adresy, telefony, daty, numery konta etc.)

2. Kiedy już wiemy co się dzieje i kiedy, patrzymy jak to działa z naszymi planami wakacyjnymi oraz datą wyników maturalnych (dla matury polskiej - 30 czerwca dla IB - 4 lipca). Ludziom z maturą międzynarodową współczuję...sama jestem taką ofiarą, która musiała zmagać się z dziadowskim przygotowaniem wielu uczelni do przyjęcia kandydatów z tym egzaminem. Albowiem wiele z nich np. AM w Olsztynie nie wzięło pod uwagę późniejszą datę wydania ocen w IB i zamykali możliwość wprowadzenia wyników dzień wcześniej. W takim przypadku należy uzbroić się w cierpliwość, telefon oraz długopis, a następnie wydzwaniać do tych kretynów z rekrutacji :). Ale zanim to nastąpi przecież przydałoby się zdobyć numery do działu rekrutacji. Zatem powodzenia. Spotkałam sie z nie jedną narzekającą panią, która nie chciała łaskawie mi podać właściwego numeru, gdyż mogłam to sobie sprawdzić w internecie (mimo mojego upierania się, że na ich stronie jest to nie możliwe do znalezienia). Wolałabym nie wnikać w to jak tragicznie skonstruowane jest internetowe źródło informacji w wydaniu uczelni (nie każdej, ale części). Tam trzeba momentami działać na intuicję. Kiedy zaś dotrzemy do celu, czyli rozmowy z osobą zajmującą się beznadziejnym przygotowaniem systemu rekrutacji, ponownie uzbrajamy się w cierpliwość (przydałaby się ekspresowa powłoczka anielskiej cierpliwości w aerozolu). Jeśli mamy szczęście trafimy na młodą osobą, która przyzna się do błędu i bierze na siebie indywidualną pomoc we wprowadzeniu wyników poza terminem (miałam szczęście trafić na dwie takie osoby). Jednakże to też nie jest takie sielankowe, albowiem na swoim przykładzie przytoczę, że w ramach jednej rekrutacji musiałam wykonać 5 telefonów w ciągu jednego poranka, gdyż spece od systemu nawalali rutynowo.
podsumowując - jeśli wszystko pójdzie gładko jak po maśle, to należy zarejestrować się w odpowiednim terminie, wpłacić (radzę jak najszybciej ponieważ system jest zdolny do późnego potwierdzenia wpłaty), wybrać kierunek, wpisać oceny i modlić się, aby nas przyjęto :). Dorzucę jeszcze komentarz do wypełniania danych. To wymaga końskich nerwów. IRK jest tak inteligentnie skonstruowane dla każdej uczelni, że należy dokonać serii kroków z wypełnianiem wielu danych zanim nie będziemy w stanie poprawnie złożyć aplikacji. Jedne uczelnie wymagają wpisania podstawowych danych o sobie i źródle utrzymania rodziny (przysięgam każda uczelnia miała inną listę. niektóre nawet prosiły o wykształcenie rodziców), inne domagały się wcześniejszego wyboru języka obcego (z podaniem oceny z świadectwa) albo wypełnienia ankiety o wyborze innych studiów. Męczarnia jakich mało, szczególnie dla osób, które aplikowały na więcej niż jeden kierunek i różne uczelnie. Lublin nawet wymagał wprowadzenie zdjęcia o (dla mnie) kosmicznych parametrach, których nie potrafiłam ustawić. Dopiero 30 minut przed terminem, kiedy sfrustrowana zalewałam się łzami przed ekranem dowiedziałam się, że można wysłać zdjęcie mailem do ich techników, którzy przyślą je spowrotem w wymaganym formacie (na stronie internetowej żadnej takiej informacji nie było. musiałam dzwonić osobiście gdy już panikowałam).

3. Kolejnym etapem równie ważnym pod kątem rygorystycznego pilnowania terminów, jest oczekiwanie na wyniki rekrutacji. Musimy uważnie ją śledzić, gdyż po przyjęciu należy szybko pojechać na wybraną uczelnię z pakunkiem dokumentów (znowu każda uczelnia wymaga co innego. lublin prosił nawet o kopertę ze znaczkiem oraz białą teczkę wiązaną) i zgłosić się po skierowanie do lekarza medycyny pracy. W przeciwnym przypadku zostajemy skreśleni z listy. Również, gdy pierwsza tura wyników nie ukaże nam naszej pozycji na liście, trzeba czekać na kolejną listę (której termin nie zawsze ogłaszają) i tak do momentu, aż się na niej nie znajdziemy, albo zakończy rekrutacja. Lekarza medycyny pracy trzeba równie szybko załatwić, co jest nie lada wyzwaniem bo w tym czasie wszyscy się do niego zgłaszają. Osobiście polecam tym osobom, które mają nadzieję na przyjęcie w kolejnych turach do innej uczelni, o załatwienie wszystkich zaświadczeń za jednym zamachem. Trzeba tylko ładnie się uśmiechnąć do lekarza i poprosić o kilka kartek więcej. Wam potrzebna będzie jedynie pełna nazwa uczelni, wydziału oraz kierunku. Skierowanie jest raczej mało potrzebne (przynajmniej tak było w moim przypadku, gdzie na jednym uzyskałam 5 zaświadczeń na zapas i mogłam sobie skierowanie później zabrać, ponieważ lekarzowi nie chciało się go trzymać).
Bardzo ważnym elementem przyjęcia na nasze studia jest przede wszystkim pojechanie na uczlenie, znalezienie siebie na liście i okrzyknięcia z całych sił YES!/ Tak! robiąc sobie kilka zdjęć przed wywieszoną listą :> włączając w to obdzwanianie znajomych i ogłaszanie terminu na oblewanie zwycięstwa :D

4. Po przyjęciu trzeba jeszcze poogarniać kilka drobnych, ale wyjątkowo ważnych szczegółów. Przede wszystkim należy dowiedzieć się kiedy trzeba opłacić legitymację studencką oraz jakiekolwiek inne rzeczy. To też może nam zafundować jednokierunkową wycieczkę za drzwi uczelni, gdy nie dotrzymamy terminów. Możemy także dowiedzieć się o organizowanych adapciakach (wyjazd integracyjny - muszę powiedzieć, że UJ ma chyba najlepszy, a w Lublinie go ni ma :< łeeeee).
Na tym mniej więcej kończy się koszmarna rekrutacja, której trzeba pilnować jak dziecka w pobliżu ostrych narzędzi. Chuchać, dmuchać i zachować spokój.
Sama rekrutacja wyjęła mi kilka ładnych dni z grafiku i przepełniła nienawiścią do systemu polskiego :). Może dla osób, które składały na jedną uczelnię nie sprawiało to kłopotów, ale mnie przyprawiło o drgawki. Ciężko jest bowiem zorganizować sobie spokojnie czas, gdy trzeba wszystkiego tak pilnować. W moim przypadku samo wejście na stronę uczelni, potrafiło rozbić cały dzień. Zapewne miałam jeszcze podrasowane nerwy po maturze :). Nie obyło się jednak bez łez, gdy ominął mnie jakiś termin bądź nie zrozumiałam systemu uzupełniania danych (myślałam, że na każdej uczelni wpierw jest rejestrajca, wybór kierunku i dopiero wpisywanie ocen...tak pożegnałam się z pieniędzmi i możliwością dostania się na UW oraz politechnikę - koło ratunkowa na wypadek, gdyby medycyna nie wypaliła).
Poza tym uprzedzam, że wszystkich tych kroków potencjalny student musi DOKONAĆ SAM. Jeśli ktoś uważa, że pojedzie sobie na miesiąc do Włoch i odda obowiązek w ręce rodziców to się grubo myli. Rodzic może się pomylić to raz, a dwa to jest nasz obowiązek, tylko i wyłącznie. Uważam rekrutację jako pewien rytuał potrzebny do przejścia w dorosłe życie :> (tak jakby).
Zatem należy pamiętać o dokładnym przeczytaniu terminarza rekrutacyjnego oraz regulaminu i dalej skrupulatnego śledzenia wydarzeń na swoim koncie IRK wraz z komunimatami na stronie głównej uczelni dla składających aplikacje. Trzeba przygotować sie na wyłapywanie każdego haczyka (któraś uczelnia chciała abym wysłała im przedwcześnie podpisany regulamin - dostępny na ich stronie albo naszym koncie, a inna podpisanie oświadczenia o warunkowym dopuszczeniu zanim nie dostarczę wszystkich dokumentów).
Jakbym popełniła błąd to proszę o poprawienie mnie :) we are only human after all.

ps. Muszę przyznać, że zrobiło mi się wyjątkowo ciepło na sercu kiedy ujrzałam pierwsze komentarze oraz zainteresowanie z waszej strony :). Cały mój dzień automatycznie odwrócił się o 180 stopni. Dziękuję!
