awantura o recepty

2012-01-07 16:25:24

Poszło na ostro. Jak to zwykle bywa, każda ze stron chce, żeby to ta druga wykonała pierwszy krok w stronę kompromisu. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

 

O co w tym sporze chodzi? Po raz pierwszy w lekarskich protestach nie chodzi o zarobki lekarzy (choć są tacy, którzy całą burzę wiążą z gratyfikacjami, które lekarze dostają od firm farmaceutycznych). O pieniądze - owszem, ale w innym aspekcie. Ministerstwo chce zaoszczędzić na dopłatach do leków, a lekarze boją się drakońskich kar za nieuzasadnione refundacje zapisanych przez nich leków.

 

Zasadniczy problem, jaki nowe przepisy wywołują w codziennej pracy lekarza, to kolejna komplikacja przy wystawianiu recepty. Należy wpisywać stopień refundacji przy wszystkich lekach, chociaż większość z nich ma tylko jeden, z góry ustalony stopień i lekarz o nim nie decyduje.

 

Pewna część leków ma różny stopień refundacji, zależnie od rodzaju choroby, na jaką dany pacjent ten lek otrzymuje. To i dawniej wymagało adnotacji lekarskiej - i sprawdzenia, czy są spełnione warunki do przyznania większej refundacji. Czasami wymaga to oparcia się na dokumentacji szpitalnej, czy zaświadczeniu od specjalisty. Warunki refundacji są nieraz określone w sposób dość zawiły:

 

Miazdzyca objawowa naczyn wiencowych leczona stentami metalowymi (do 6 tygodni od implantacji stentu) lub stentami antyrestenotycznymi uwalniajacymi leki (do 12 miesiecy od implantacji stentu) w celu zapobiegania zakrzepom, Stan po zawale miesnia sercowego bez uniesienia odcinka ST do 12 miesiecy stosowania, Stan po zawale miesnia sercowego z uniesieniem odcinka ST do 30 dni stosowania

 

Koniec cytatu (z 186-stronicowego wykazu leków refundowanych, pobranego ze strony Ministerstwa Zdrowia). Warunki dotyczą leku, stosowanego zazwyczaj po zawale serca. Jaki kształt miała krzywa EKG, albo czy wszczepiono stenty, uwalniające leki - nie zawsze wynika z wypisu szpitalnego. Ten "kwiatek" akurat jest starszej daty, ale nowa ustawa zapowiada kontrole, więc lekarze powinni zacząć podchodzić do niego z powagą.

 

Lekarz ma być odpowiedzialny finansowo za skutki braku ubezpieczenia pacjenta, jak również przyznania refundacji nieadekwatnej do rozpoznajej u pacjenta choroby. To pierwsze jest krzywdzące, ponieważ nie ma prostego sposobu na sprawdzenie, czy dany pacjent ma aktualne ubezpieczenie. Pewien krok w tę stronę wykonano przed laty na Śląsku, wprowadzając karty chipowe, ale nawet tam nie są one traktowane jako wiarygodny dowód ubezpieczenia... Lekarz ma odpowiadać za coś, czego nie może sprawdzić? A poza tym to nie on czerpie profit z ewentualnej nieuzasadnionej refundacji.

 

Pojawia się argument, że każdy pominien być odpowiedzialny za to, co podpisuje, że i lekarze mają określone obowiązki administracyjne. Trudno się z tym nie zgodzić. Czy jednak wszyscy ponoszą konsekwencje swoich błęnych decyzji, ewidentnie błędnych już w chwili podjęcia? I takich, które naraziły nas na poważne straty ze środków publicznych?

 

Odpowiedzialność lekarza za ubezpieczenie pacjenta jest do dyskusji, ale po wprowadzeniu sprawnego w działaniu i dostępnego dla zainteresowanych podmiotów rejestru ubezpieczonych. Odpowiedzialność za adekwatną do rodzaju choroby refundację spocząć musi, niestety, na lekarzu. I to wywoła żale pacjentów, którzy przyzwyczaili się (właściwie: zostali przyzwyczajeni przez nas), że na sławetne "P" wydaje się każdy lek, u którego istnieje taka możliwość - czyli każdy zawsze dostawał maksymalną refundację. Beztrosko rozdawaliśmy pacjentom... nie nasze pieniądze. Nie mieliśmy z tego osobistej korzyści, ale też nie mieliśmy do tego prawa - do filantropii na cudzy (NFZ-u, nie nasz osobisty) koszt. Tutaj w sumie nie żąda się od lekarzy niczego nowego. Mamy wreszcie serio traktować wskazania do większej refundacji. I wytłumaczyć pacjentom, że nie dla każdego są maksymalne zniżki przy każdym leku. Wielu pasażerów ma zniżkę, ale ja płacę cały bilet. Choćby kierowca był moim pacjentem i lubił mnie, obowiązują go zasady przyznawania zniżek  - tak próbowałem to moim pacjentom tłumaczyć. Zwykle bez specjalnego powodzenia, bo przecież "oni to zawsze dostawali na >>P<<".

 

Jeden z zapisów ustawy wydaje mi się niegroźny. Otóż nawet leki o jednym stopniu refundacji są "refundowane we wszystkich zarejestrowanych wskazaniach". Dla mnie to taki bełkot, oznaczający, że dany lek we wszystkich chorobach ma jedną jedyną miarę refundacji. Formalnie jest inaczej: lek powinien być przepisany jako pełnopłatny, jeśli lekarz chce go użyć w innym schorzeniu, niż wymienione w zatwierdzonym przy rejestracji leku jego opisie. Naturalnie, lekarz odpowiada za skutki zdrowotne takiej terapii, musi ona być zgodna ze współczesną wiedzą lekarską. Ale co z refundacją? Ha, to jest problem. Jeden i ten sam lek, ale od różnych producentów, może mieć inny wykaz zarejestrowanych schorzeń, w których ma być stosowany. Na przykład diosmina jest skuteczna i na żylaki, i na hemoroidy. Preparaty są zamienne, aptekarz może wydać inny, niż napisał lekarz. A ten inny - nie ma w wykazie wskazań hemoroidów, jedynie żylaki... Akurat w Polsce diosmina nie jest refundowana, ale to samo może dotyczyć leku refundowanego. I co z tym fantem? Ha, twórcy nowej ustawy nie wgłębiali się w takie szczegóły. Skoro jednak tak drakońsko chcą rozliczać lekarzy za wszelkie nieuzasadnione refundacje, powinni się nad tym punktem zastanowić.

 

Najbardziej uciążliwe w praktyce jest wpisywanie na recepcie stopnia refundacji przy każdym leku. Trzeba grzebać w opasłym wykazie i "na piechotę" przenosić na blankiet recepty dane, które i tak automatycznie wprowadza komputer w aptece. Tak, system rozliczeń z NFZ jest na tyle skomplikowany, że apteki od dawna cały proces wyceny leku prowadzą przez komputery. To działa i nie trzeba nic "ulepszać". Jeśli lekarz wpisze właściwy stopień, nic się nie dzieje. Jeśli nie wpisze nic - też nic się nie stanie, o ile aptekarz będzie mógł taką receptę przyjąć (tzn. nie zabronią mu tego przepisy - tu ministerstwo na chwilę popuściło, by pacjenci mogli realizować zniżkowe recepty od protestujących lekarzy). Jeśli lekarz się pomyli... to chyba pacjent nie dostanie żadnej zniżki na ten lek. Dodatkowa komplikacja pojawia się przy wyjazdach do pacjentów. Wozić komputery? Litości, urzędowy wykaz leków refundowanych w formie papierowej na razie nie został wydany. Poza tym - ma błędy! Tak, ten ze strony internetowej Ministerstwa Zdrowia. W ostatniej chwili wprowadzono poprawki, ale nie są one w nim uwzględnione (większe dopłaty do pasków glukometrycznych w cięższych formach cukrzycy).

 

Litości... popatrzcie sami, co za bubel prawny forsujecie. Wyluzujcie, każdy robi błędy. Tylko osioł się przy nich upiera.

 

Mam nadzieję, że już wkrótce dojdzie do porozumienia. Jak je sobie wyobrażam? Nie pisać stopnia refundacji, jeśli jest tylko jeden. Nie wymagać od lekarza, by sprawdzał ubezpieczenie pacjenta, póki nie ma dostępu do rejestru ubezpieczonych. Nie każdy prowadzi jednoosobowo prywatny gabinet, mający kontrakt z NFZ. Tacy lekarze rzeczywiście muszą to sprawdzić. Albo wierzyć swoim pacjentom, że NFZ zapłaci za wizytę.

 

Nie chcemy cudów. Nowa ustawa przeszkadza nam w pracy, a nie w domniemanych brudnych interesach z firmami farmaceutycznymi. Szeregowego lekarza nikt nie chce kupić, a gdyby nawet - nowy system wcale takich konszachtów nie zakłóca. Wziąłem w łapę (firmowy długopis) i z wdzięczności piszę leki danej firmy. Ze stopniem refundacji z listy pana Arłukowicza...

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

starczowzroczność

2011-11-19 17:29:16

No niestety. Człek na przemian zdejmuje i nasadza okulary. Bo oto nasz doktór, wśród dyżurowego lenistwa, surfuje sobie na służbowym laptopie, porządkując w zeszycie hasła do przeróżnych stron, gdzie się w ostatnich latach rejestrował.

Blogerski zapał przed laty osłabł, ale zapowiedziana potyczka z NFZ nie straciła na aktualności. Blady strach padł jak na pacjentów (oni lubią się bać...), tak i na doktorów. Co to będzie, co to będzie. Z receptami. Co? Ano, skończą się Tramale na P. Doktór w swojej wredności od dawna ich nie-rakowcom nie pisał, bo czy mu kto daje zniżkowy bilet w autobusie?

Wzwód migdałków (inne wzwody z racji wieku nie grożą) doktorowi dokucza, więc se herbaty zrobi. I to by było na tyle.

Obsikał doktór kąty blogu swego i może iść dalej.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

znów problem techniczny...

2009-01-06 20:57:40

Taki mój garbaty los, że muszę (?) wyłapywać choroby wieku dziecięcego tego naszego  doktorskiego blogowiska.  Otóż kliknięcie myszą w pole komentarza kasuje napisany już tekst, natomiast kliknięcie w ikonę kursywy edytora blogowego powoduje zniknięcie kursora i zaznaczenie całego tekstu... (Ctrl I działa normalnie)

Jak w dość znanym kawale:

panie doktorze, chyba coś nie tak z moim rozrusznikiem serca...

??

jak kichnę, to się otwiera brama od garażu...

W następnej notce chyba wezmę na warsztat nasz ukochany NFZ.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

zwracam honor

2009-01-05 21:28:47

nie jestem ogarnięty urojeniami prześladowczymi, więc wyjaśnienia Administracji przyjmuję za dobrą monetę.

Różne są konwencje blogowania, mi odpowiada ta anonimowa.

Muszę tylko przemyśleć, jak podzielić swój czas (i tematy) między moje 3 blogi. Czwarty jest blogiem mojego auta (wszelkie skojarzenia z karetką są mylne, choć to Duży Fiat kombi, którego pierwszym właścicielem była służba zdrowia...).

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze

pozdrawiam...

2009-01-05 13:25:47

... administrację tego blogowiska. Wygląda na to, że jestem tutaj  persona non grata. Moja strona nadal jest zablokowana.

Przypominam o ochronie danych osobowych - ujawniacie nazwiska wszystkich blogerów. Wbrew własnemu regulaminowi.

P.S. sprawa się wyjaśniła, zob. dalej.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

zabawa w klocki

2009-01-02 22:25:43

No to się bawmy. Strona mojego blogu nie istnieje ("error 404"), pewnie dlatego, że pseudonim nie figuruje w wykazie lekarzy. Skoro tak, będę pisać pod swym nazwiskiem. Nietrudno jednak zauważyć, że moje dane, łącznie z numerem uprawnień lekarskich, są znane każdemu, kto dostał receptę lub inny świstek z moją pieczątką... Coś mi tu trąci nieprofesjonalizmem... no i nawet błąd ortograficzny znalazłem.

Podałem swoje prawdziwe nazwisko. Niech będzie. Czekam na odblokowanie strony. To jednak nie fair ujawniać na głównej stronie nazwiska blogerów. Dane rejestracyjne miały być poufne.

Jak jawność, to jawność. Aż do bólu. Kto ma więcej do stracenia?

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

kiepski początek

2009-01-01 17:34:36

Ze zdziwieniem stwierdzam, że moje nazwisko jest widoczne w katalogu blogów. Dane potrzebne do rejestracji miały być tylko do wiadomości administracji tego doktorskiego blogowiska.

Nie mam żadnej specjalizacji, ale tego tutaj nie przewidziano, więc wpisałem "medycyna rodzinna" - tym się w końcu zajmuję...

Szczerze mówiąc, nie chciałem tworzyć nowego blogu, prowadzę bowiem już dwa... i zupełnie mi to wystarczy. Myślałem, że rejestrując się, uzyskam możliwość dopisania się do listy blogów lekarskich, prowadzonych w innych miejscach Sieci.

Nie wiem, czy będę tutaj coś pisać. Jeśli ktoś chciałby poczytać moje dotychczasowe blogowe wypociny, podaję adresy:

W białym fartuchu   życie codzienne i niecodzienne pewnego lekarza...

Na pomezí    můj život na obou březích Olzy (moje życie na obu brzegach Olzy)

To są blogi, pisane przez lekarza, ale nie są typowymi blogami lekarskimi, zwłaszcza ten drugi, pisany po czesku.

Radość blogowania psuje mi ujawnienie moich personaliów przez tutejszą administrację. Próba wysłania mejla na adres, podany w treści regulaminu, skończyła się lakonicznym komunikatem unknown user. W tej sytuacji muszę zmienić swoje metrykalne nazwisko na pseudonim...

Udało się... nota bene, widać, że tu może sobie blogować każdy i podawać o sobie dowolne dane (ja np. mogę się podawać za ministra zdrowia czy osobistego lekarza Napoleona Bonaparte)...

... co sie kurde doktorku dziwisz, dyć to je net...

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze