Lekcja pediatrii
2010-10-31 21:03:21
Podczas dyżuru na izbie przyjęć było sporo atrakcji, ale najbardziej dała mi do myślenia pewna sytuacja. Przyszła ratowniczka medyczna i mówi: czeka 7 - miesięczne dziecko z katarkiem. O.k. sobie myślę 7 miesięczne czyli taki mały bobas który już ma "włączone" funkcje np. siedzenia, rozpoznawania uśmiechów itp. Wychodzę z pokoju - a tam smutne zaskoczenie: dziecko wyglądało jak noworodek z niską masą urodzeniową, który jeszcze nie nadrobił wcześniaczych obciążeń. Pomyślałam sobie, że powinnam wyłączyć powątpiewanie we wszystkich rodziców i zostawić sporą dozę zrozumienia dla tych, u którzy przynoszą dzieci w poważnym stanie. Taka lekcja dla mnie, aby nie przykładać szablonu, schematu - szczególnie na oddziale pediatrii.
Na dziecięcej izbie przyjęć, lekarz sympatyczny, z dystansem, - przyszłam, przedstawiłam się, dało rade pacjenta osłuchać równolegle z lekarzem, ale ani brzucha, czy węzłów nie dał mi zbadać, nawet zaproponowałam ze powypełniam skierowania na badania, by wykazać chęć pomocy i zainteresowanie (lekarz nie chciał) nawet zgadłam po wysypce na kończynach małej pacjentki że ma ch. Schonleina - co lekko zdziwiło lekarza, ale także w żaden sposób nie zobligowało go oprócz gadania ze mną do tego by mi coś pozwolić pobadać. Gdyby nie moja inwencja - siedziałabym jak kukła w gabinecie, może jeśli by mi zamontowali taki sznurek - jak miał pajacyk na ścianie - ruszałabym nogami i rękami, gdyby ktoś podszedł i litościwie pociągnął sznurek.
Plus tego wszystkiego - obejrzałam kilkoro dzieci - kilkoro osłuchałam, wysłuchałam nawet to co trzeba - mimo że stetoskop do dzieci mam kiepskiej jakości. Ciesze się i z takich małych sukcesów. Nie sądzę, że na następny dyżur trafie do tego samego lekarza, może będzie lepiej.
