- Oddziałów geriatrycznych jest zbyt mało, a ponadto rozłożone są nierównomiernie. Niektóre województwa w ogóle są pozbawione specjalistycznej opieki geriatrycznej - mówi dr Andrzej Jóźwiak, wielkopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie geriatrii, ordynator oddziału geriatrycznego Szpitala Psychiatrycznego w Gnieźnie.
Według danych z 31 grudnia 2008 roku, w polskich szpitalach funkcjonowało 18 oddziałów geriatrycznych (dwa w niepublicznych placówkach) ze średnim pobytem chorego wynoszącym 10 dni. Jak informuje prof. Barbara Bień, wiceprzewodnicząca zarządu Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego i konsultant wojewódzki na Podlasiu, na koniec 2009 roku dysponowaliśmy w Polsce 492 łóżkami geriatrycznymi, w tym aż 286 w woj. śląskim, z których niedawno około 40% przekwalifikowano na internistyczne z przyczyn ekonomicznych. W efekcie mamy jeszcze uboższą geriatryczną bazę łóżkową. Do tego dochodzi jedynie 68 poradni geriatrycznych w całej Polsce.
Co się opłaca
Rozwój geriatrii hamuje brak odpowiedniej wyceny przez płatnika. - Prowadzenie oddziału geriatrycznego jest dość kosztowne. NFZ płaci nam na podobnych zasadach, jak na oddziałach internistycznych. Nie bierze się w ogóle pod uwagę specyfiki geriatrii, czyli leczenia osób cierpiących na wiele chorób, przez co diagnostyka i farmakoterapia są dużo droższe - mówi dr Andrzej Jóźwiak.
- Przyjmujemy np. diabetyków z kłopotami sercowo-naczyniowymi i chorobą Alzheimera, ale NFZ płaci tylko za jedną jednostkę chorobową - dodaje dr Zbigniew Machaj z Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, dolnośląski konsultant wojewódzki z dziedziny geriatrii. Urealnienie wyceny z pewnością pomogłoby w otwieraniu nowych oddziałów geriatrycznych. - Praktycznie w każdym byłym mieście wojewódzkim powinna funkcjonować taka 20-30-łóżkowa jednostka - mówi dr Andrzej Jóźwiak.
To, co jest obecnie nieopłacalne dla dyrektorów szpitali i menedżerów, z drugiej strony jest niezwykle korzystne dla pacjentów i systemu. Przeprowadzone kilka lat temu badania wykazały, że leczenie na oddziale geriatrycznym (w porównaniu z internistycznym) przynosi znaczące oszczędności. - To się po prostu opłaca - podkreśla prof. Barbara Bień, kierująca 21-łóżkową Kliniką Geriatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. - Obecnie łóżka geriatryczne na oddziale są jednak deficytowe z powodu zbyt niskiego kontraktu. Rozwiązaniem może być ekstraprocedura opłacana przez Fundusz, uwzględniająca wszystkie koszty leczenia geriatrycznego.
Pilnie poszukiwani
Nawet gdyby znalazły się dodatkowe środki na leczenie geriatryczne, minie wiele lat, zanim nadrobi się braki kadrowe. Mamy tylko około 100 praktykujących geriatrów. - Potrzebujemy od 800 do 1000 specjalistów. Podstawową barierą w kształceniu kadry jest brak geriatrii jako przedmiotu obowiązkowego na wydziałach lekarskich uczelni medycznych - wyjaśnia dr Zbigniew Machaj. Poza tym jest mało oddziałów, więc brakuje placówek z akredytacją do szkolenia specjalistów. Koło się zamyka. Przepaść między naszym krajem a Europą Zachodnią jest ogromna.
W Polsce wskaźnik liczby geriatrów na 10 tys. osób powyżej 65. roku życia to 0,2, tymczasem w Czechach 1,0, w Belgii 1,5, Wlk. Brytanii 3,1 i w Szwecji - 4,6 (zob. wykres). Jak można uzupełnić tę lukę?
- Chcemy, żeby przy każdej wyższej uczelni w Polsce powstała klinika geriatrii z łóżkami dla pacjentów, która szkoliłaby lekarzy, pielęgniarki, fizjoterapeutów, a więc dostarczała kadry - mówi prof. Barbara Bień.
Krótkoterminowo, długoterminowo, kompleksowo
Zdaniem ekspertów, system leczenia i opieki nad pacjentami w podeszłym wieku musi działać kompleksowo. - Lekarz rodzinny powinien być geriatrą pierwszego kontaktu. Natomiast geriatra decyduje, czy w danym przypadku wskazane jest leczenie szpitalne czy opieka długoterminowa. W zakładach tego typu również wymagana jest okresowa konsultacja geriatryczna - mówi prof. Barbara Bień.
Z danych na 31 grudnia 2008 roku wynika, że funkcjonowało:
* 434 zakładów długoterminowej opieki zdrowotnej, * w tym 307 zakładów opiekuńczo-leczniczych oraz 127 pielęgnacyjno-opiekuńczych o charakterze ogólnym i psychiatrycznym, * 64 hospicja.
* Wszystkie te placówki dysponowały łącznie 22 867 łóżkami, czyli o 2% więcej niż w poprzednim roku, obejmując opieką stacjonarną 63,7 tys. osób.
* W 2008 roku łóżka w zakładach opiekuńczo-leczniczych, łącznie z ZOL-ami typu psychiatrycznego, stanowiły łącznie 74% wszystkich łóżek w zakładach opieki długoterminowej.
* Od 1999 roku liczba ZOL-i i ZPO wzrosła niemal czterokrotnie, przede wszystkim w segmencie niepublicznych zakładów opieki długoterminowej.
* Według informacji Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2008 roku w opiece długoterminowej wykonano świadczenia zdrowotne na kwotę 805 mln zł, w ubiegłym roku na 1 022 mln zł, natomiast na 2010 rok zaplanowano 1 087 mln zł.
Było nieźle, ale się skończyło
Ze wzrostu popytu i dużego zapotrzebowania na opiekę długoterminową korzystał do tej pory m.in. Zakład Opiekuńczo-Leczniczy im. Sue Ryder SPZOZ w Warszawie. - To największy tego typu zakład w Polsce, dysponujemy 350 miejscami dla chorych, obsługiwanymi przez 260 pracowników. Do tej pory placówka się bilansowała, ale z powodu zmian w kontraktowaniu z NFZ zaczęliśmy generować straty. Wynegocjowałam w tym roku stawkę 70 zł za osobodzień, jednak to nie wystarcza - relacjonuje Bogusława Kaczmarska, dyrektor placówki.
Elżbieta Szwałkiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych, mówi wprost, że sytuacja w opiece długoterminowej w stosunku do ubiegłego roku uległa znacznemu pogorszeniu. Przede wszystkim dlatego, że NFZ uznał w ubiegłym roku, że człowiek, który może samodzielnie przełykać, ma sprawność na poziomie 5 pkt. w tzw. skali Barthel, stąd ZOL nie dostaje dodatkowych środków na tego pacjenta. - Ponadto zostały utrzymane wymogi, które nie mają wpływu na jakość opieki, ale zdecydowanie podnoszą koszty, np.: konieczność zatrudnienia anestezjologa, jeżeli zakład obejmuje opieką pacjentów w stanie wegetatywnym, 14-dniowy okres rezerwowania łóżka dla pacjenta, który w związku ze stanem zdrowia został przewieziony do szpitala, konieczność pokrywania kosztów leczenia odleżyn, które powstały w szpitalu, itd. - dodaje Elżbieta Szwałkiewicz.
Na nierównych warunkach
W odpowiedzi na duży popyt pojawiło się wiele ofert ze strony niepublicznych zakładów opiekuńczo-leczniczych, które - gdy kończą się miejsca w ramach kontraktu z NFZ (płaci się nie więcej niż 70% miesięcznego dochodu) - przyjmują komercyjnie (około 2-3 tys. zł miesięcznie) i pacjent czeka na swoją kolejkę w ramach Funduszu:
- Niepubliczne placówki mają przewagę nad publicznymi zakładami, gdyż de facto mogą sobie wybierać pacjentów lepiej opłacanych przez Fundusz. Powinniśmy też mieć taką samą możliwość przyjmowania dodatkowych pacjentów na zasadach komercyjnych, choćby na krótkie pobyty - mówi Bogusława Kaczmarska. - To pozwoliłoby wyrównać straty z powodu zbyt niskiego kontraktu.
- Na przykład we wrześniu oddajemy u nas do użytku nowy 100-łóżkowy pawilon, ale na razie będziemy go utrzymywać z dochodów ze starego ZOL-u. Może wkrótce uda się uzyskać lepsze warunki od Funduszu. Kwestia finansów i wymagań Funduszu, choćby dotyczących utrzymywania określonych etatów, to dla nas bardzo ważna sprawa. Mamy 10 mln zł rocznego budżetu, z czego 90% idzie na wynagrodzenia - dodaje dyrektor ZOL-u im. Sue Ryder.
DPS i ZOL - zlikwidować ten podział?
Elżbieta Szwałkiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych, wskazuje też na problemy z opieką pielęgniarską w domach pomocy społecznej, związane m.in. z rezygnacją kontraktowania przez NFZ tzw. pielęgniarstwa zadaniowego. W tych jednostkach również znajdują się pacjenci geriatryczni, tylko że opieka nad nimi finansowana jest z innych źródeł.
Prowadzenie DPS jest zadaniem własnym powiatów, ale gmina ma uczestniczyć w odpłatności za pobyt pensjonariusza DPS, gdy jego środki (do 70% dochodu) i bliskich nie wystarczą na pokrycie wszystkich kosztów. Niektóre rodzaje DPS-ów finansuje ze swojego budżetu Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Według GUS, na koniec 2008 roku zarejestrowano 827 domów pomocy społecznej z prawie 80 tys. miejsc dla pensjonariuszy. - Czym różni się wymagający opieki pacjent geriatryczny w DPS-ie od tego z ZOL-u? - pyta retorycznie prof. Barbara Bień. - Moim zdaniem, system opieki długoterminowej rozdzielony zadaniowo na dwa resorty jest hybrydowy i niespójny. Nie ma żadnych podstaw, by go utrzymywać i finansować z dwóch kieszeni - dodaje profesor. Podobnego zdania jest Elżbieta Szwałkiewicz, która przekonuje Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej do stworzenia kompatybilnego i koordynowanego systemu opieki długoterminowej. To powinno dotyczyć także niedofinansowanej i zaniedbanej geriatrii w Polsce.
Opublikowano :
wp.pl | 26.8.2010 | rubryka: Wirtualna Polska - Media - Biznes i finanse | strona: 0
http://media.wp.pl/kat,58514,wid,12606572,wiadomosc.html

Wyślij znajomym powiadomienie
o nowej stronie:
Wybierz formę, która najbardziej Tobie odpowiada:




Dodawanie komentarza