W niektórych sondażach dotyczących szacunku dla różnych profesji, pozycja lekarzy leci na głowę. W życiu jeszcze w tę głowę dostają – od pacjentów. Z agresją chorych zmagają się też pielęgniarki i położne. Ordynarne wyzwiska i rękoczyny są już niemal codziennością w szpitalnych izbach przyjęć. Czy agresja pacjentów przybrała w ostatnich czasach na sile? Czy może zawsze była, ale teraz jest atrakcyjnym medialnie tematem i zrobiło się o niej głośno?
Dr Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach twierdzi, że po tak wielu medialnych doniesieniach o łapówkach czy błędach i zaniedbaniach lekarskich, wizerunek lekarzy ucierpiał na pewno, a to przekłada się na reakcje pacjentów.
Z badań przeprowadzonych przez dr Krystynę Kowalczuk z Zakładu Pielęgniarstwa Ogólnego na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku wynika, że najdrastyczniejsza forma agresji bezpośredniej, czyli atak lub uderzenie, dotknęła co czwartą pielęgniarkę, co dziesiątą położną i co ósmego lekarza.
Z pięści
Przypadki takich zachowań z ostatnich miesięcy nietrudno znaleźć przeglądając prasę: pijany napastnik zdziela pięścią w głowę lekarza udzielającego mu pomocy; dwóch mężczyzn grozi pielęgniarkom i lekarzowi dyżurnemu pozbawieniem życia oraz pobiciem, a potem demoluje recepcję szpitala; pacjent uderza pielęgniarkę w twarz i tłucze jej okulary...
Prof. Jacek Klawe, kierownik Katedry i Zakładu Higieny i Epidemiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy wkrótce opublikuje badania „Analiza stopnia agresji pacjentów i ich rodzin w stosunku do pracowników Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych na terenie województwa kujawsko-pomorskiego”. Uważa, że agresywni pacjenci nie są zjawiskiem nowym, ale nowością jest postępujący brak szacunku dla personelu medycznego.
– Zawsze były rejony, gdzie na wyjazdy do ratowania chorego wybierało się co roślejszych sanitariuszy. Zawsze też byli pacjenci lub ich rodziny, którzy ruszali do bicia lekarzy lub pielęgniarek – mówi prof. Klawe.
Ubliżenie jako zadośćuczynienie
Być może wśród agresorów byli też ci, którzy w sile 6 proc. odpowiedzieli w 2006 roku CBOS-owi, że jako formę zadośćuczynienia za błąd lekarski dopuszczają naubliżanie lub pobicie lekarza. Niewiarygodne? A jednak.
Agresywni pacjenci czy ich rodziny nie są już tylko problemem oddziałów ratunkowych i psychiatrii. Z badań dr Kowalczuk wynika, że drugie miejsce, jeżeli chodzi o agresję werbalną w stosunku do pielęgniarek, zajmuje pediatria.
Lekarz, czyli funkcjonariusz?
Zdaniem Krzysztofa Łęckiego, inną sprawą jest, że akty agresji i brutalizacja zachowań są w naszym kraju już chlebem powszednim. – Że agresja skierowana jest wobec lekarzy, to jednak wciąż dziwi, bo zawsze byli oni reprezentantami zawodu bardzo szanowanego – mówi socjolog.
W opinii wielu lekarzy, agresorów byłoby mniej, gdyby służby medyczne miały prawną ochronę, taką zapewnia status funkcjonariuszy publicznych. – Nie ma jednak ostatecznego stanowiska środowiska lekarskiego w tej sprawie, bo też nie ma powszechnego przekonania, że byłoby to dobre rozwiązanie – mówi Tomasz Korkosz, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. – Ze statusem takim wiążą się nie tylko prawa, ale i obowiązki, a tych lekarze mają już wystarczająco dużo.
Zdaniem rzecznika NIL, lepsza byłaby pewność co do tego, że pacjent znieważający czy bijący lekarza będzie zawsze ukarany.
Ochroniarze i monitoring
Podobnie myśli większość pracowników ochrony zdrowia pytanych o zdanie na ten temat przez badaczy z zakładu kierowanego przez prof. Jacka Klawe. Nie wierzą, by zmiana prawa zapewniła im bezpieczeństwo. Zastanawiają się raczej nad zmianą pracy... Realnie broni ich nie prawo, ale firmy ochroniarskie i monitoring.
Czy warto walczyć o status funkcjonariuszy publicznych dla lekarzy i pielęgniarek? – Lekarze i pielęgniarki z SOR-ów mają już taki status, ale zdecydowanie zbyt rzadko policja i prokuratorzy o tym pamiętają – mówi dr Katarzyna Turek-Fornelska, rzecznik praw lekarza powołana w czerwcu br. przez Okręgową Radę Lekarską w Krakowie.
Pani rzecznik liczy się z tym, że problem agresji i roszczeniowości będzie narastał. – Jeżeli nic się nie zmieni w planach NFZ, to w przyszłym roku będzie znacznie utrudniony dostęp do planowych zabiegów szpitalnych oraz do specjalistów w ramach opieki ambulatoryjnej – mówi Katarzyna Turek-Fornelska. I prognozuje wzrost agresji wobec białego personelu: – Pacjent, któremu z powodu okrojonego kontraktu odmówi się konsultacji w rozsądnym terminie, nie będzie wyrażał swojego niezadowolenia przed urzędnikami Funduszu, ale przed personelem placówki, która nie zapewni mu świadczenia.
Pacjent nie nadąża za zmianami
W podobnym tonie wypowiada się prof. Jacek Klawe, podając przykłady z życia wzięte: – Pacjent nie nadąża za zmianami, które przynosi reorganizacja. Nie wie, np. gdzie się zgłosić z dolegliwościami. Zamiast do lekarza pierwszego kontaktu lub całodobowej opieki, trafia na izbę przyjęć. Zespół akurat jest zajęty pilnymi przypadkami, więc pacjent musi czekać. Czeka i rośnie w nim agresja, a wtedy w ruch idą pięści, narzędzia medyczne, które akurat są pod ręką, a nawet broń palna...
W coraz większej liczbie szpitali bezpieczeństwa personelu zaczynają strzec kamery i ochroniarze. Wygląda na to, że ochroniarski mundur wzbudza dzisiaj większy respekt w szpitalu niż biały lekarski kitel.
Katarzyna Rożko/blogilekarzy.pl

Wyślij znajomym powiadomienie
o nowej stronie:
Wybierz formę, która najbardziej Tobie odpowiada:



Dodawanie komentarza