Nie jesteś zalogowany (zaloguj się)
Aktualności
Przystojny pediatra wiceministrem zdrowia
2012-06-12 01:09:00

Igor Radziewicz-Winnicki został powołany na podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia. Jednocześnie premier odwołał wiceministra Marka Habera - poinformował resort zdrowia. Ministerstwo nie podaje powodów odwołania wiceministra.

Przypomnijmy, że odkąd jesienią 2011 r. Bartosz Arłukowicz został ministrem zdrowia, z resortu odwołanych zostało dwóch wiceministrów - Adam Fronczak i Andrzej Włodarczyk. Powołani zaś zostali Aleksander Sopliński i Agnieszka Pachciarz.

Nowy wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki urodził się 5 września 1976 r. w Katowicach. W 2001 r. ukończył studia w Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach i uzyskał dyplom lekarza, a 5 lat później stopień naukowy doktora nauk medycznych. Jest pediatra i specjalistą w dziedzinie zdrowia publicznego.

Od lutego 2010 r. był wykładowcą w Zakładzie Pielęgniarstwa i Społecznych Problemów Medycznych Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Opieki Zdrowotnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Był inicjatorem i koordynatorem studiów podyplomowych Gerontologia i opieka nad osobami starszymi.

Nowy wiceminister zdrowia w latach 2002-2007 pracował jako młodszy asystent w Klinice Pediatrii Śląskiej Akademii Medycznej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Oddziale Gastroenterologii Dziecięcej. W tym czasie również pracował w Poradni Medycyny Rodzinnej w Katowicach i Tychach (2004-2005).

Od 2008 roku do 2010 wykładał w Zakładzie Promocji Zdrowia i Pielęgniarstwa Środowiskowego Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Opieki Zdrowotnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. W latach 2004-2012 był asystentem a od października 2008 adiunktem w Wydziale Społeczno-Ekonomicznym Śląskiej Wyższej Szkoły Zarządzania im. Jerzego Ziętka w Katowicach.

Dr Radziewicz-Winicki od 2003 roku jest członkiem a od czerwca 2011 Sekretarzem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i Wiceprzewodniczącym Oddziału Śląskiego PTP. Od 2008 r. członkiem  European Society for Social Pediatrics and Child Health (aktualnie International Society for Social Pediatrics and Child Health).

Jest autorem wielu artykułów i publikacji naukowych wydanych w kraju i za granicą.

Obecnie w resorcie jest pięciu wiceministrów. Prócz Aleksandra Soplińskiego, Agnieszki Pachciarz i Igora Radziewicz-Winnickiego, są to jeszcze Jakub Szulc (sekretarz stanu) oraz Cezary Rzemek.

Źródło : Rynek Zdrowia, MZ


Komentarze: 22

owzkmh@yeloek.com 22.07.2012 r., 21:42
lfbGA6 cmqnislyperv
zeidler@rwth-aachen.de 22.07.2012 r., 10:09
OD LIBII DO GRECJI(OD JAŁOWEGO DO IDEOLOGICZNEGO) dygresyjno-panoramiczny pregzląd niektf3rych wydarzeń i spraw * * *Niektf3rzy w osobistym sekciarstwie odlecieli już tak bardzo, że nie tylko że maniakalnie dyskutują z duchami (jakoby rf3wny z rf3wnym), ale i zaczynają przemawiać burżuazyjnym narzeczem w sprawach politycznych problemf3w socjalistycznej/komunistycznej rewolucji! Czyżby wariactwo sięgnęło szczytu? Pewni „ortodoksyjni marksiści” w swej własnej ortodoksji zalegli w Libii na piaskach praworządności, technokratyzmu i humanizmu. Ale wiadomo, gdy socjaldemokraci mf3wią w jakiejś kwestii „TAK”, to dla nich jest to jak dziecinno-przekorny imperatyw – aby za wszelką cenę (na tej samej częstotliwości) potwierdzić-odpowiedzieć: „NIE” Owi „ortodoksyjni marksiści” imaginują sobie zresztą ciągle, że – w ramach „Lewicy” walczą z jakąś „Nową/Radykalną Lewicą”, podczas gdy przecież „Lewica” w ogf3le jest mylącym, zamazującym i dywersyjnym pseudonimem po prostu socjaldemokracji/socjaldemokratyzmu! Jest duchem, kadzidlaną zasłoną dymną (na gruncie marksistowskim i komunistycznym) pracującą (szczegf3lnie dzisiaj) na konto burżuazyjne No, może jest też jeszcze pojęciem/operatorem politologicznym „wyborczej” demokracji parlamentarnej (co się też akurat dobrze wiąże z instytucjonalną socjaldemokracją). W każdym razie, nawet dzieci i starcy potrafiliby trafnie zidentyfikować z jaką siłą faktycznie łączy się dziś coś takiego jak „Lewica”. Tymczasem „ortodoksyjni marksiści” tak się zachłysnęli tym duchem świętym („Lewicy”), że naćpani sami zgłaszają akces do cyrku „Lewica”, tyle że po „prawej” (ewentualnie „starej”, „skrajnej” czy „rewolucyjnej”) jego sceny stronie. Niezły pasztet! Czy na podstawach marksizmu można sobie wyobrazić tak egzotyczny oksymoron jak „rewolucyjni socjaldemokraci”? Jeżeli „ortodoksyjni marksiści” uważają się za jakąś „Starą Prawicę Rewolucyjną (Lewicy)” (ufff, żeby już uwzględnić wszystko), to być może jest to kwestia ich wytrzeźwienia, ale za to na pewno jest to granie na dezorientację, zniechęcenie i marnowanie – przede wszystkim w pozyskiwaniu nowych bojownikf3w/zwolennikf3w spośrf3d tych członkf3w burżuazyjnego społeczeństwa klas, ktf3rzy instynktownie już wyrywają się przeciw kapitalizmowi. Tylko czy wśrf3d komunistf3w jest to przypadłość jedynie Bratko-Balcerkowych „ortodoksyjnych marksistf3w”? Otf3ż nie tylko. Wychodząc już nieco poza awanturnicze sekty poszczegf3lnych jednostek, można powiedzieć, że istnieją jakby dwie – hi, hi – „Stare Prawice”: 1.ta „syndykalistyczno-populistyczna”, ktf3ra zawsze rozgrzesza i poklepuje robotnikf3w po plecach – nawet w ich najbardziej ciemniackich, kontrrewolucyjnych czy burżuazyjnych poczynaniach2.i ta „(post)stalinowska”, ktf3ra z kolei – co ideologicznie jest oczywiście rozsądniejsze a także prawdziwsze – rozgrzesza i ubf3stwia (socjalistyczne) państwo-biurokrację oraz Związek Radziecki (z wyjątkiem może ostatniej dekady) I właśnie ta druga „Stara Prawica” (CZASAMI) także chce się na chama zaliczać do „Lewicy” Naprawdę, lepiej dajcie z tym spokf3j – przecież to śmieszne. Czyżby marksistowsko-leninowscy komuniści nie mieli już żadnych ogf3lnych, a jednocześnie dostatecznie precyzyjnych identyfikacji/podziałf3w sił polityczno-teoretycznych, aby w chwili (społecznej i politycznej) słabości musieli koniecznie pożyczać sfałszowaną „siłę” u burżujf3w (na ich korzyść)? „Lewica”, „Prawica” zostawmy te pseudopojęcia burżuazyjnym dziennikarkom i politykom, odeślijmy je tam skąd (podstępnie) do nas przyszły i gdzie nabiorą nareszcie właściwego ciała. Bo sprawa jest zupełnie prosta: ci, co nie stawiają na pierwszym miejscu walki klas, klasy robotniczej i rewolucji społeczno-ekonomicznej, a ciągle tylko jęczą i dziwią się „nędzy” i „bezrobociu” – W KAPITALIZMIE; ktf3rzy ciągle gaworzą o „bogatych” i „biednych”, o „socjalu” i „państwie” (w kapitalizmie), o „klasie pracowniczej”/„ludziach pracy”, „demokracji (burżuazyjnej/wyborczej)”, „prawach człowieka”, „ekologii” i „kulturze/obyczajf3wce” (nie traktując przynajmniej tych wszystkich kwestii materialistycznie, klasowo i rewolucyjnie) – nie są żadną „Nową/Radykalną Lewicą” (bo to niczego nie nazywa) tylko zwyczajnymi socjaldemokratami i tyle. Ale niektf3rzy jako ci wielcy zwolennicy robotniczej potoczności – stają tu oczywiście po stronie socjaldemokratyzmu i dziwią się tym, ktf3rzy zwalczają/piętnują (BY „ZMOTYWOWAĆ” DO CZEGOŚ INNEGO/PRODUKTYWNEGO/REWOLUCYJNEGO) robotnicze zdziwienie nędzą kapitalistyczną, ktf3rzy piętnują konserwatywne/naturalistyczne skrzywienie robotnikf3w na punkcie Rzeczy i Podziału * * *To w ogf3le dość niesamowite, jak bardzo marksizm i socjalizm/komunizm w Polsce został populistycznie opanowany przez żywioły drobnomieszczańskie i lumpenproletariackie. I to jeszcze dziś, gdy – pod fatalnym wpływem „wyborczego” (bez zapytywania o swe warunki, łączność i rzeczywistość) – byle partyjka burżuazyjna staje się socjaldemokratyczna: jęczy o „nędzy” i „ubogich” i przy najmniejszym zagrożeniu (a nawet i bez niego) gotowa jest pf3jść na prawie każde ustępstwo socjalno-państwowe. A przecież nie chodzi o Biedę tylko o Rewolucję! Nie o Rzeczy lecz o Stosunki! Skupianie się na bezpośredniej walce socjalnej jest wewnętrzną metodą obronną kapitalizmu (okresowym rozładowaniem napięcia, korupcją, osłoną i przedłużaniem), a tu nawet najtwardsi bojownicy/stronnicy ruchu flaczeją jak za dotknięciem czarodziejskiej rf3żdżki stając się praktycznie nieodrf3żnialni od reakcyjno-patriarchalnych sił socjaldemokratycznych i faszystowskich.Oczywiście, nie jesteśmy idealistami, bo w końcu jest to marnotrawienie „żywych sił wytwf3rczych”, ale W KAPITALIZMIE po prostu tak jest – musi i powinno być! Czy to piaskownica, aby się temu dziwić? Czemu się tu dziwić? I po co? Dobrze wiadomo po co aby przekierowywać ruch na drogę filantropii społecznej, czyli aby zajmować się skutkami a nie przyczynami. Tymczasem wręcz odwrotnie – trzeba, rf3wnolegle z odbudowywaniem (ciągle jeszcze słabych) sił rewolucyjnego ruchu komunistycznego, trzeba wspierać/popierać (przeciwko socjaldemokratom i faszystom) liberałf3w, czyli te siły burżuazyjne, ktf3re nie tylko że zniszczą ostatnie relikty średniowiecza (świeckiego i wyznaniowego/islamskiego) na świecie, ale ktf3re także postawią przed nami/robotnikami/masami (W MIARĘ MOŻLIWOŚCI) niezamaskowany (państwem i „socjalem”) kapitalizm jako tego wielkiego wroga JAWNIE stającego (na)przeciw nam: przeciwnika ktf3rego stosunki trzeba będzie bezlitośnie zniszczyć i zwalczyć (rf3wnież w sobie) Tylko chyba wtedy może się tu coś naprawdę zmienić/ruszyć na serio. A po za tym, skoro robotnicy (i – zawsze tu w sensie althusseowskim masy) obalili (czynnie lub biernie) socjalizm i nie wierzyli socjalistom/komunistom – to teraz sami muszą się przekonać czego chcieli. I to w tej najczystszej, najbardziej bezwzględnej postaci. To ich dobrze „przeczyści”, ale też dobrze zrobi (DLA MIEJSCA) rewolucyjnej mobilizacji! Lecz rf3żni marksistowscy populiści wolą oczywiście nieustannie poklepywać robotnikf3w po plecach ale chyba za ich naturalistyczne przesądy (Naturalizm to podzielOna i podzielAna przez robotnikf3w i burżuazję idealistyczna ideologia kapitalizmu. U robotnikf3w jednak jest ona także złączona „plecami” z materializmem. Chodzi o to aby przeciąć i rozdzielić ten „zrost”). OKRESOWO zawsze w kapitalizmie – jakim kosztem? – dosięgłe: Arbeit, Rodzinka, Volkswagen i Hacjenda plus Redystrybucja państwowo-socjalna – i czegf3ż więcej chcieć?! Marks, Engels i Lenin już dawno temu zauważyli, że robotnicy mają zrazu potężną skłonność do „tradeunionizmu”. Tymczasem jeśli robotnicy będą tu tylko i jedynie apolitycznie/ekonomicznie walczyć z Biedą, to koniec końcf3w i tak zawsze będą jej fagasami/frajerami.I właśnie, związki zawodowe to kapitalistyczne hamulce rewolucji, a walka (TYLKO) ekonomiczno-socjalna przyczynia się do przedłużania i wzmacniania kapitalizmu. Dowartościowywanie związkowej działalności, ich krf3tkoterminowych zwycięstw działa tak, że robotnicy zatrzymują się na tym progu i wierzą w jego ostateczność jak w święty obrazek. W ten oto sposf3b mamy wieczne „telepanie” się od ściany do ściany w kapitalistycznym tunelu ni to życia, ni to śmierci: socjalne/liberalne, liberalne/socjalne aż w końcu nadchodzi jednak śmierć. Śmierć w czarnej postaci faszyzmu, bo ci wydają się znacznie lepszymi/bezwzględniejszymi i bliższymi codzienności „socjaldemokratami” niż sami socjaldemokraci! Dlatego, jak mawiał Engels, trzeba zawczasu przerwać związkowe błędne koło. Owszem, silne organizacje związkowe były/są czymś błogosławionym, ale dla żywotności kapitalizmu. Jak pokazała praktyka ruchu robotniczego ostatnich dwf3ch wiekf3w, głoszenie i skupianie się na prostych hasłach ekonomiczno-socjalnych w ramach/dla walk klasowych prawie zawsze okazywało się w swych skutkach oportunistyczne, a nawet kontrrewolucyjne. Marks i Engels niejednokrotnie ostrzegali, że jest to wyraz – świadomego czy spontanicznego opanowywania ruchu robotniczego przez żywioł drobnomieszczański, czyli (w ostatniej instancji) burżuazyjny. (Nie ma tutaj sensu ani miejsca, żeby przytaczać wszystkie te cytaty – wystarczy sięgnąć do wyboru: Marks i Engels o Reformizmie). Dziś dalej powtarza się ten sam błąd: na pierwszym miejscu stawia się sprawy (ogf3lnie: „socjalu” i państwa), ktf3re tak trudno przecież odrf3żnić na wspf3łczesnym (burżuazyjnym) tle. Są to bowiem kwestie na ktf3re burżuazja – gdy tylko będzie jej się sypać grunt pod nogami (a nawet nie) – prawie zawsze się w swych kolejnych zastępach (najmniej liberałowie, najbardziej socjaldemokraci i faszyści) zgodzi (aby tylko rozleniwić i przekupić robotnikf3w, „rozpuścić ich do domf3w”), wiedząc, że nie naruszy to podstawowego stosunku (wyzysku) i za jakiś czas znowu wszystko BĘDZIE MUSIAŁO wrf3cić do dzikiej normy A robotnicy nabierają się na to jak dzieci.Często, jako obrona, przytaczane są zdania Marksa, że związkowa walka o bezpośredni „socjal” przyczynia się do jednoczenia, organizowania i hartowania robotnikf3w i że potem ten środek staje się rewolucyjnym/politycznym celem/świadomością (lub też że kończy się właśnie TAKIM pozytywnym „niezamierzonym skutkiem działań”) Ale Marks musiał mieć co do tego także sporo wątpliwości, jeżeli potrzebował (gdzie indziej) dodawać, że robotnicy nie powinni zapominać przy tym, iż związkowość i walka ekonomiczna w kapitalizmie to jedynie hamowanie ruchu w df3ł, a nie zmiana jego kierunku.W istocie, zawsze było coś „nie tak” w tym rozumowaniu, zawsze było tu coś obrzydliwie heglowskiego/kantowskiego (czyli idealistycznego wręcz par excellence) Nie chodzi tu tylko o to, że zawołanie „robotnicy nie powinni” jest jeno moralizatorskim (ale koniecznym) frazesem, a walka o bezpośredni „socjal” – gdy, wobec okresowej przebiegłości burżuazji, o pozf3r zwycięstwa jest łatwiej – przyczynia się do rozkładu rewolucyjnego ruchu robotniczego. Chodzi przede wszystkim o to, że osobliwy koncept heglowsko-kantowskiej proweniencji o „zamianie” w polityce! środka i celu (o ich wzajemnym przerastaniu w siebie) oraz o niezamierzonych/przypadkowych skutkach działań jest W TYM MIEJSCU po prostu czymś szalonym. Przecież już samo to rozrf3żnienie zostało tutaj (w odniesieniu do polityki) od razu sformułowane z pozycji/w terminach właśnie wiedzy/świadomości i jako adekwatny opis czegoś wiecznego czy koniecznego z miejsca się kasuje/unieważnia! Bo czyż polityka, jako owa część ideologii praktycznej, nie jest – w podwf3jnym sensie i na mocy swego własnego pojęcia domeną świadomości (taktycznej i strategicznej) i celowych działań? Doprawdy, tracić czas i liczyć w polityce na nieświadomość lub przypadek (na ktf3ry przecież nie można „liczyć”) to lepiej od razu iść się powiesić! I wszyscy wkoło o tym dobrze wiedzą, tylko podszywający się pod marksizm hegliści-kantyści wciąż rżną głupa Marks odrzucił swf3j feuerbachowski okres i oczywiście nie po to, aby stać się (na powrf3t) epigonem Kanta-Hegla! Możemy u niego znaleźć naprawdę wspaniałe, bezlitośnie celne w swej lakoniczności i rzeczywiście posuwające do przodu/pozytywne fragmenty w ktf3rych de facto mowa jest właśnie o ideologicznej materialności polityki Otf3ż Marks przeczuwał albo rozumiał że (komunistyczna i materialistyczna) ideologia to (TEŻ) obszar celowości, ktf3ry z całym mozołem przeciąga nas przez interwał bezpośredniości ku nowej dolinie stosunkf3w życia społecznego/historycznego To przecież jasne, że teoretyczna nieświadomość w polityce po prostu znosi na manowce i mielizny, myli i wszystko utrudnia/przedłuża, a nawet odwraca. Jest też bardzo wątpliwe aby – np. pod bezpośrednim wpływem zwyczajnej/codziennej praktyki zmysłowo-produkcyjno-społecznej kapitalizmu – mogła przedzierzgnąć się cudownie i masowo w jakąś dobrą teorię naukową i takiż sam program działania politycznego Czy ktf3rekolwiek ze sklerotycznych pokoleń „empirycznych” robotnikf3w – tych co to podobno „sami” najlepiej wszystko wiedzą i znają wydało przynajmniej jednego przedstawiciela/przywf3dcę, ktf3ry poziomem odkryć i działań, strategią i taktyką choćby zbliżył się do Marksa, Engelsa czy Lenina? Ci robotnikami przecież wcale nie byli, a jednak potrafili zająć/wypracować prawdziwie „adekwatne” i epokowe, materialistyczno-rewolucyjno-robotnicze stanowisko! Skoro więc (przynajmniej na tym podstawowym poziomie) już od dawna wiadomo o co tu chodzi, co trzeba robić i ku czemu dążyć – to po co jeszcze marnować niepotrzebnie czas i siły? Po co ryzykować i zdawać się na chwiejne/niepewne robotniczo-związkowe przypadki czy niewiedzę? Trzeba to raczej zwalczać w zarodku i od razu organizować polityczny ruch (CZYLI) na świadomych, zasadniczych i celowych/kierunkowych podstawach: klasowo-rewolucyjnych, materialistycznych, robotniczych i komunistycznych. To zupełnie jasne że nie potrzeba do tego żadnych związkf3w zawodowych.Tak, walka „socjalna”, a dopiero potem (na jej bazie) walka polityczna miała być może sens w XIX wieku gdy nie było jeszcze (jak wspf3łcześnie) tak silnych, świadomych i zwartych, albo chociaż – tak rozpowszechnionych, sił (w dzisiejszym rozumieniu) socjaldemokratycznych czy faszystowskich. Ale dziś? Dziś racją czasf3w jest raczej odwrotny porządek: najpierw dobrze „odgrodzona”, świadoma rf3żnic i celf3w siła oraz walka polityczna, a dopiero (w pewnym sensie „jednocześnie”) na jej przeważającej/zwycięskiej podstawie – czyli na innych zasadach zmiany i walka ekonomiczno-socjalna.Wszyscy przecież dobrze wiemy skąd się wziął i skąd pochodzi socjaldemokratyzm. Ale tak samo nie jest przypadkiem, że rf3wnież i całe roje faszystf3w miały za sobą okres „marksistowski”, „socjalistyczny” czy „robotniczo-ludowy” że wielu z nich stąd się właśnie wyrekrutowało Oni w ogf3le nie rozumieli rf3żnicy. Dlatego tak bardzo trzeba uważać i (nie tylko w kapitalizmie) cały czas podkreślać podstawową odmienność marksizmu w stosunku do ekonomistyczno-socjalno-państwowych złudzeń i pokus. * * *A więc nie żadna „Lewica” czy „Prawica”, tylko Faszyści (łącznie z konserwatystami), Liberałowie, Socjaldemokraci (pamiętając że socjal-demokratyzm jest czymś w ogf3le szerszym niż instytucjonalna socjaldemokracja), Socjaliści (i tu znowu uwaga: od Hiszpanii przez Francję aż po Grecję wiele partii zwyczajnie socjaldemokratycznych określa się FAŁSZYWIE mianem „socjalistycznych”), Komuniści (najogf3lniej: marksiści-leniniści, choć z taką uwagą że trockiści już od dawna tkwią na pozycjach raczej socjal-demokratycznych), może jeszcze Anarchiści – to z grubsza właściwie dynamizujące podziały. Podziały mające swą ideologiczną/polityczną siłę i znaczenie! Bo np. (ALE OCZYWIŚCIE NIE TYLKO DLATEGO) gdy w Polsce „PiSowcy” zwykłych socjaldemokratf3w a nawet już liberałf3w nazywają „komunistami”, a druga strona jest na tyle ociężała umysłowo, naiwna albo tak boi się własnego cienia, że nigdy nie odpowiada na to jak się należy (iż „PiSowcy” są faszystami), to przecież (ci prawdziwi) komuniści nie będą popełniać tego samego błędu (czyli że gdy do nas strzelają, to my dopiero będziemy stać i się zastanawiać, dokonywać „uczonych”, dystyngowanych i „wyważonych” analiz: czy mamy się „zniżać” do tego poziomu i w ogf3le odpowiadać ogniem/kontratakować czy też nie?), BO JUŻ DAWNO BYLIBY MARTWI!Zaiste, rację miał w tym względzie Couthon, kiedy mf3wił, że dla ukarania wrogf3w ojczyzny/politycznych zupełnie zbędne są jakieś wielce drobiazgowe, czasochłonno-zamazujące przewody sądowe; że dla ukarania wrogf3w ojczyzny/politycznych „potrzeba tylko tyle czasu, ile zajmuje ich rozpoznanie” (i dalej: „Chodzi zresztą mniej o ich ukaranie, raczej o ich unicestwienie”). I rzeczywiście, sami widzicie jak wielką przewagę ideologiczną nad liberałami i socjaldemokratami osiągnęli dziś faszyści. Faszyści!, a nie jacyś tam „konserwatyści” czy – „lekka”, „średnia”, „skrajna” lub „populistyczna” „prawica” (bo to znowu! niczego nie nazywa i nie ma żadnej – albo ma mylącą/łagodzącą siły ideologicznej/politycznej. A do tego, oni naprawdę nie muszą krzyczeć wszem i wobec: „halo, my jesteśmy faszystami”, aby socjaliści/komuniści to świetnie wiedzieli i o tym mf3wili nawet za nich; aby socjaliści/komuniści tego nie rozumieli, nie wyczuwali i zawczasu nie wyprzedzali) No cf3ż, ale mało to razy komuniści musieli popychać do przodu tchf3rzliwych liberałf3w przeciw reakcji? Powracając, skoro „Lewica” w praktyce została zawłaszczona przez socjaldemokrację (co było zresztą od razu strukturalną ułomnością tej niemożliwej jedności) – to niech sobie biorą tą padlinę! Dla marksistf3w-komunistf3w po prostu nie ma czegoś takiego jak „Lewica” („Nowa” czy „Stara”) dla marksistf3w „Lewica” to ostatecznie albo socjaldemokracja (groźna frakcja burżuazji) albo NIC. I komuniści oczywiście nie mają i nie chcą mieć właśnie NIC wspf3lnego z czymś takim (jak „Lewica” czyli socjaldemokracja) Zapamiętajcie to sobie wreszcie raz na zawsze: jeśli wychodzimy od zastanej sytuacji, a nie od zdradzieckich imaginacji – to komuniści (w tym marksiści-leniniści – nawet ci „ortodoksyjni”) nie są żadną „Lewicą” (jej częścią) tylko są komunistami! I to jest właściwie jednocząca dla nich jedność. Nie można przecież wstydzić się ciągle swej tożsamości trzeba nazywać sprawy po imieniu! Nie wolno wciąż ulegać burżuazyjnej wyobraźni i słownikowi! Aby iść do przodu należy nieustannie prf3bować wymykać się z ich pułapek. (Nie ograniczając się do tego) Trzeba nieustannie rugować wprowadzające w błąd, nieadekwatne pseudoterminy, a co się z tym wiąże musimy pozbywać się zwodniczych pokus budowania fałszywych jedności pod zachowawczą egidą (w czym, jako „Lewica”, socjaldemokraci i komuniści łączą się strategicznie, a nawet taktycznie – skoro faszyści wyznają w zasadzie tą sama „filozofię” społeczno-ekonomiczną co ci pierwsi?). Nie można dawać się na każdym kroku rozmiękczać/rozgrywać (ogf3lnie) burżuazji – trzeba wiedzieć z czego się żyje! Trzeba stawiać na jasne rf3żnice i podziały (dystansujące nas przede wszystkim od socjaldemokracji i socjaldemokratyzmu). Bo potem np. taki PiSowski redaktorzyna Ziemkiewicz zaprasza do swojego (jednego z bardziej oglądanych) programu jakiegoś znanego „człowieka Lewicy” („człowiek Lewicy”! – można pęknąć ze śmiechu) i powiada mu: -„ale przecież na aż się roi od opinii, że demokracja liberalna (kapitalistyczna) jest właściwie czymś niedobrym i dla osłf3w. Czyż nie mf3wi tego taki guru jak np. Žižek? I wtedy jakoś nie ma oburzenia! Naprawdę, PiS jest przy tym obrońcą demokracji” Towarzysz Žižek nie miałby oczywiście żadnego kłopotu z odparowaniem w (przynajmniej) dwf3ch punktach tak nędznego zrf3wnania/szantażu, ale zaproszonego „lewicowca” oczywiście z miejsca takie coś zatyka. Zatyka, i to nie tyle dlatego, że nie umie wyartykułować tej prostej rf3żnicy, ale dlatego, że on w ogf3le nie może jej nawet wypowiedzieć/pomyśleć skoro jest pospolitym socjaldemokratą! I teraz, jeśli komuniści nie odcinają się jasno i wyraźnie od zasadzki (poronionego pomysłu) „Lewicy”, a wręcz odwrotnie – na każdym kroku nieopacznie sami (w tym i Žižek) wrzucają się do tego starego wora, to milcząca zgoda „lewicowca” na relatywizowanie/zrf3wnywanie dyktatury proletariatu i demokracji socjalistycznej z faszystowską kontrrewolucją i patologią idzie naturalnie – po części z ich winy na konto właśnie socjalistf3w/komunistf3w Za każdym razem po takim występie „Lewicy” w powszechnym mniemaniu utrwala się pogląd/praktyka, że nie ma żadnej rf3żnicy między faszystami a komunistami (że faszyści, aby coś tu zmienić, są nawet lepsi skoro ich „światopogląd” jest bliższy wulgarnej potoczności sklepiku, jarmarku, dyskoteki czy ulicy). A przecież wychodzimy od istniejącego stanu, a nie od pobożnych życzeń!* * *No dobrze, a co z tą Libią? Otf3ż w swej ślepej zapalczywości „ortodoksyjni marksiści” tak samo (jak wcześniej) wleźli tu na burżuazyjne pole minowe, tak samo jeszcze raz wywindowali/nobilitowali socjaldemokratyzm do poziomu rf3wnego partnera do dyskusji – partnera, ktf3rego rodzaj pytań/odpowiedzi na problemy jest wg nich w zasadzie trafny, tyle że „konkrety są fałszywe”, mają przeciwny znak. Bo jeśli socjaldemokraci denuncjują Kadaffiego jako zbrodniarza i ludobf3jcę, wynajmującego mordercf3w przeciw własnemu ludowi, to „ortodoksyjni marksiści” po prostu zaprzeczają (tym ewentualnym faktom/zdarzeniom, ktf3re miałyby wskazywać), że jest on zbrodniarzem i ludobf3jcą wynajmującym mordercf3w przeciw własnemu ludowi Dla nich tymi zbrodniarzami i przestępcami są imperialiści z NATO. Ręce opadają i czoło ucina, bo przecież tutaj w ogf3le nie chodzi o zaprzeczanie/potwierdzanie takiego czegoś! W kwestiach zmian i utrwaleń klasowo-społecznych nie chodzi wcale ani o zaprzeczanie „Katyniowi”, ani o jego potwierdzanie (jako „zbrodni”). Tu nie chodzi o burżuazyjne ideologie prawa (zbrodnia, zbrodnia przeciw ludzkości, bezprawna interwencja, może jeszcze „zbrodnia komunistyczna”?) czy moralności i humanizmu (zabijanie po prostu Ludzi, owych zwierząt homo sapiens, ktf3rymi można by przecież zarządzać niczym przezroczystymi rzeczami – antropologiczno-technokratyczna tęsknota godna stalinizmu!). Zostawmy te kategorie burżuazyjnemu światu.Ale „ortodoksyjni marksiści” znowu się temu dziwią – oni już dziś walczą wyłącznie o Ludzi (na rf3wni o burżujf3w i proletariuszy). O Ludzi, ktf3rzy ponoć sami sobie regulują stosunki międzyludzkie/osobiste! Bo przecież: „normalne stosunki międzyludzkie nie muszą być zapośredniczane przez instytucję państwa” – zupełnie tak jakby zawsze nie były zapośredniczane (w rf3żnych sensach) przez (SKORO DOPd3KI ISTNIEJE) państwo (oraz nawet „bicz” sposobu produkcji) i tak jakby marksistowsko-leninowska partia komunistyczna abdykowała (na rzecz Ludzkości) ze stanowiska czy materialistycznej teorii we wszystkich tych kwestiach A więc „ortodoksyjni marksiści” chcą walczyć o „Ludzi” Tylko że kto, jak nie jednostki (W RAMACH I POZYCJI) klas, klasy i całe społeczeństwa mają ponosić (I ZAWSZE PONOSZĄ) – łącznie z tymi ostatecznymi/najsurowszymi – koszty czy konsekwencje rewolucji/historii, koszty i konsekwencje zmian (bądź ich braku)? Czyż dziś – bezpośrednio dzięki robotnikom i Solidarności nie żyjemy znowu w systemie, w ktf3rym (rozwleczona na raty) „zbrodnia” jest popełniana przez burżuazję każdego dnia (o czym przecież owi „syndykaliści-populiści” wcale nie wspominają w takich kategoriach)?Czyli tu „ortodoksyjni marksiści”, ci wieczni usprawiedliwiacze najgorszych poczynań/skłonności członkf3w klasy robotniczej, robią nagle woltę w stosunku do prostych robotnikf3w! Bo nawet oni na poziomie potoczności w swym uwielbieniu „fizycznego rozwiązywania problemf3w społecznych” są w tym momencie bliżsi prawdy niż ci „ortodoksi” (Marks: terror to plebejski sposf3b rozprawienia się z wrogami) Tak, popełniając ciężkie błędy burżuazyjnego humanizmu/technokratyzmu, ci starzy nudziarze ciągle myślą, że walka klasowa to pokojowa zabawa w piaskownicy Oni by chcieli zupełnie jak burżuje żeby rewolucje i walka klasowa nic nie kosztowała, żeby była tania i tandetna, zupełnie „bezwartościowa”. A przecież nawet i tu w każdej chwili można dostać po łbie, mieć uszkodzony „inwentarz” czy zniszczone mieszkanie – i to już nawet nie tyle za linię/poglądy, co za destrukcyjne dla ruchu zachowania (personalne szczucie, insynuowanie i pieniactwo, ambicjonalny fanatyzm połączony ze stalinowskim przewrażliwieniem na punkcie własnej osoby oraz stosowanie w dyskusji szmaciarskich metod/prowokacji rodem z tajnej agentury) – A CO DOPIERO W LIBII DZIŚ!!!W tym wszystkim ogf3lnie chodzi o to w imię czego/jakich relacji ponoszone są wysiłki i koszta. Przecież nikt choć trochę przytomny na umyśle nie będzie – pamiętając też, że w społeczeństwach okresu przejściowego to właśnie region polityki jest dominantą całości formacji (Althusser-Balibar-Godelier) – a więc nikt choć trochę przytomny na umyśle nie będzie zrf3wnywał socjalistycznych/komunistycznych wysiłkf3w i kosztf3w ponoszonych w walce o Socjalizm/Komunizm (np.) ze zbrodniami faszystowskimi popełnianymi w imię Rasy, Narodu i Kapitalizmu (i dlatego właśnie zbrodniami oraz/czy cywilizacyjnymi zagrożeniami)! Oczywiście, marksistowsko-leninowscy komuniści nie są jakimiś zboczeńcami, ale czy za to mają być naiwnymi utopistami wierzącymi w koniec i szkodliwość (chociażby socjalistycznej/komunistycznej) ideologii? Tak, orężem socjalistycznych/komunistycznych partii, działaczy i robotnikf3w jest przede wszystkim materialistyczna teoria i organizacja, a nie fizyczna siła. Socjaliści/komuniści starają się minimalizować nieuchronny wymiar „nihilizmu” kosztf3w/wysiłkf3w, a fizyczną przemoc traktują z najwyższym obrzydzeniem – jako gorzką (w danej sytuacji) konieczność lub ostateczność. Nie ulegają więc robotniczo-naturalistycznemu populizmowi „fizycznych metod” jako jedynemu i najlepszemu panaceum problemf3w społecznych. Niemniej jednak nie poddają się rf3wnież technokratycznemu/idealistycznemu złudzeniu, mf3wiącemu o tym że w społecznych zmianach i ich trwałościach można/trzeba w ogf3le tak zminimalizować znaczenie ideologii aby osiągnąć jak najmniejsze straty „cywilizacyjne” (w ogf3le fałsz takiego prostego rf3wnania).Tymczasem z ideologią trzeba się liczyć (ale oczywiście bardziej – „BARDZIEJ”, nie zaś: „WCALE”, bo to niemożliwe z jej materialnością niż z jej „idealizmem”). Tylko idealiści nie doceniają znaczenia ideologii. Czyż Marks nie pisał, że to właśnie w ideologii i poprzez nią jednostki klas („ludzie”) walczą i rozstrzygają swoje konflikty? I właśnie dlatego żywe trupy zeszłej epoki produkujące (nie tylko) na swoich prywatnych folwarkach internetowych jałowo-drobiazgowe i jałowo-złośliwe, śmiertelnie nudne i nikogo już nie ruszające (pisane często drewniano-kwadratowym językiem) roztrząsania muszą wreszcie zrozumieć, że lata ’90 już się dawno skończyły, że dziś nie można tak bleblać/stękać jak kiedyś. PODSTAWOWE sprawy i kierunki działań od dawna już są bowiem znane, a prze-ciągłe pedanteryjne, kunktatorskie i rozmywające – jęczenie/biadolenie „emerytf3w” jest po prostu szkodliwe: przede wszystkim dla wspierania procesu (NIE hura-aktu) rewolucjonizowania/mobilizowania robotnikf3w i mas (a nawet działaczy), dla walki we właściwym kierunku (oczywiście robotniczo-rewolucyjno-komunistycznym). Bo właśnie to powinno być teraz priorytetem! A NIE obsesyjne, zamazujące i wprowadzające w błąd pseudodyskusje z duchami „Nowej/Radykalnej Lewicy”. * * * To nieprawda że aktualnie potrzebna jest jakaś wielka/szczegf3lna praca teoretyczna po naszej stronie. Raczej „upowszechniająca/popularyzująca” Bo czyżby poziom burżuazyjnej propagandy i świadomości (mas) był obecnie aż tak bardzo wysublimowany/złożony a my sami nie wiedzieli na czym stoimy? Czyżby wspf3łcześni robotnicy W OGd3LE SŁYSZELI na czym polega ich (nawet podstawowy i najprostszy) wyzysk kapitalistyczny?NIE TA PORA! Nie ten kierunek! Politycznie, dziś to raczej strata czasu, rozsiewanie/dodawanie/pogłębianie bardzo wielu wątpliwości i osłabiających podziałf3w. Takie wiecznie malkontenckie „zadyskutowywanie się”, wręcz toksyczna/autodestrukcyjna koncentracja DO WEWNĄTRZ jest i może charakterystyczna dla postępującego wyrodnienia w czasach „marginesowej egzystencji”; jest i może dobra w narcystycznych gronach akademii, kf3łek dyskusyjnych i sekt (z ich całym pieniactwem) – nie zawsze już w partii (przynajmniej na zewnątrz) ale (OGd3LNIEJ) na pewno nie we wspf3łcześnie priorytetowym (i przełamującym słabość) wychodzeniu do robotnikf3w i mas (Z PODSTAWAMI TEORII) Tu chodzi (m.in.) o ideologiczną modalność dyskursu! Potrzeba zdecydowanego, dynamicznego/dynamizującego języka „uświadomienia”, mobilizacji i zmian – taki jest polityczny wymf3g. I naprawdę, trzeba być wieśniakiem, aby tego wszystkiego nie rozumieć – aby nie rozumieć potrzeby i konieczności pozytywnej/ideologicznej siły tych/takich podziałf3w, określeń czy ocen.No właśnie, tylko czy – chociażby tacy „syndykaliści-populiści” albo inni sztywniacy z rf3żnych partii i organizacji pojmą nareszcie znaczenie ideologicznej konieczności, ideologicznej materialności polityki (wraz z jej specyficzną wspf3łczesnością)? Nie wiadomo. Bo podczas gdy my pomagamy ruszyć do przodu, to tamci stoją jak te cielęta i wciąż się tylko wszystkiemu dziwią Cf3ż, my idziemy dalej im zostawiamy rozdziawione gęby, malkontenctwo i wieczne zdziwienie.* * *A jaka jest rzeczywista stawka Libii, o co tam tak naprawdę (dokładniej) chodzi? Otf3ż na pewno nie o „zbrodnie” i ich ogf3lne (choćby negatywne) uznanie, tylko o to czy socjalizm (jeśli umownie przyjmiemy, że w Libii mamy doczynienia w ogf3le z jakąś formą – „arabskiego”, „antyimperialistycznego” i „narodowowyzwoleńczego” – „socjalizmu”) mf3gł i może utrzymać oraz rozwijać się w zacofanych, postfeudalnych i postkolonialnych krajach-społeczeństwach „Drugiego” i „Trzeciego Świata” gdy wokf3ł czyhają państwowo-biurokratyczne siły rozwiniętego kapitalizmu „Zachodu”?Marks nie był aż takim dogmatykiem, aby nie pozostawić tu (teoretycznie) rf3żnych możliwości zerwania i dojścia. I tak samo marksiści nie powinni być aż tak „ortodoksyjni”, aby nie analizować i nie wyciągać pewnych wnioskf3w z tego co się stało. Marksistowscy komuniści są o tyle cierpliwi wobec ruchu i „swojej” klasy/bazy, o ile są bezlitośni wobec rezygnacji: jak nie w ten sposf3b to inaczej! Przecież trudną i chwalebną historię budowy socjalizmu (bardzo mądrze nazywanego przez własnych teoretykf3w i politykf3w „realnym” – takim jakim mf3gł tu wtedy być) we „wschodniej” części Eurazji (POŚRd3D NIEUSTAJĄCYCH ATAKd3W SIŁ KAPITALISTYCZNYCH) wszyscy dobrze znamy. I, szczerze powiedziawszy – mimo, iż w siedmiomilowych butach dokonywano tutaj (i to jeszcze po takiej wojnie!) istnych cudf3w i początkowo rzeczywiście można było mieć pewne nadzieje to właśnie raczej TO legło u generalnych podstaw błędf3w (mas, ale także partii i całych socjalistycznych państw-biurokracji) oraz niepowodzenia, a nie jakiś tam „stalinizm”. Sam Stalin był tu jeszcze raczej kimś w rodzaju Napoleona Wschodu * * *Odłam „syndykalistyczno-populistyczny” o „kryzys u zarania” oskarża właśnie„stalinizm” – to on miałby ponosić winę za „upadek” (przynajmniej instytucjonalny) marksistowskiego socjalizmu na „Wschodzie” i na Świecie Tylko że to zwyczajna bzdura, bo „stalinizm” – przynajmniej w tym sensie konsolidacji państwowo-partyjno-biurokratycznej (a NIE oczywiście w sensie „kultu genialnej jednostki”) był jedyną mądrą/adekwatną odpowiedzią na zastaną sytuację globalną (w tym niepowodzenie światowej rewolucji) i jedyną możliwością „uporządkowanego” startu/umocnienia z poziomu ogf3lnej rzeczywistości burżuazyjnej Bo gdyby w tamtych czasach (wielkiego zagrożenia wewnętrznego i zewnętrznego) chciano by na siłę utrzymywać ten początkowy po rewolucji „system” radosnych i luźnych federacji, „syndykatf3w”, (mających rf3żne ciągoty „feudalno-atawistyczne” – por. Pilniak) komun i rad, uruchamiania i kierowania zakładami przez szeregowych robotnikf3w (ledwo umiejących liczyć do 10 i podpisujących się krzyżykami), niekończących się dyskusji i roztrząsań, system pospolitych ruszeń i spontanicznych mobilizacji obronnych/ofensywnych – czyli gdyby chciano na chama podtrzymywać ten „system samorządności”, ktf3ry zrazu mf3gł się wydawać jakąś bezpośrednią „dyktaturą proletariatu” (czy choćby jej zaczynem), to zwycięstwo rewolucji zostałoby zaprzepaszczone/przegrane w try miga (a w każdym razie szybciej niż bez „stalinizmu” i jego „tradycji”). Dlatego właśnie nie trzymano się dogmatycznie tej „bezpośredniości” – owej zawsze dobrodusznej bezpośredniości w ktf3rą burżuje-imperialiści (od ideologii po siłę zbrojną) wchodziliby (i zawsze wchodzą) jak w masło Tak czy siak – nawet ze swymi przegięciami „stalinizm” CDN -
«    1 2 3  z  3  

Ciekawe blogi

adnotacje, medytacje i wariacje
Studentka zwana Cellulą
przenitek - BlogiLekarzy

» Zobacz więcej

Ankieta

Ustawa refundacyjna przewiduje odpowiedzialność karną dla lekarza wystawiającego receptę refundowaną za::

1. przyjęcie korzyści majątkowej
2. przyjęcie korzyści osobistej
3.
przyjęcie obietnicy korzyści majątkowej
4. przyjęcie obietnicy korzyści osobistej
5.
wszystkie powyższe

Poleć nas!

Blogi Medyczne Wyślij znajomym powiadomienie o nowej stronie:

Blogi Medyczne - Poleć nas... Powiadom

Bądź na bieżąco!

Opinie Lekarzy Wybierz formę, która najbardziej Tobie odpowiada:

Rss: Prywatyzacja szpitali, Ochrona zdrowia, Studenci medycyny, Reforma służby zdrowia, Uczelnie Medyczne, Restrukturyzacja szpitali, Opinie lekarzy Kanał RSS Pobierz zakładkę RSS

Newsletter: Reforma służby zdrowia, Uczelnie Medyczne, Restrukturyzacja szpitali, Opinie lekarzy, Prywatyzacja szpitali, Ochrona zdrowia, Studenci medycyny Newsletter

Partnerzy

Pamiętniki Lekarzy - pobierz PDF

Pamiętniki Lekarzy