Archiwum: Wrzesień 2010


Przemoknięte serca miast

2010-09-27 21:45:25

Jesień zalewa się łzami, okna płaczą kroplami deszczu, świat rozmywa się we wrześniowej nostalgii, a może nawet smutku. To nie jest aura, którą się lubi. Kałuże chlupiące w butach i woda strząsana z parasoli. Chłodny wiatr i zziębnięci, zniechęceni przechodnie. A ja jednak dziś czuję wyjątkowy spokój. Te piękne ostatnioletnie dni budziły we mnie jakąś tęsknotę i absurdalną zazdrość. Cieszyłam się nimi, a jednocześnie miałam w sercu żal, że tak naprawdę cieszyć się nimi nie potrafię. Były dla mnie ironicznym uśmiechem losu, że nastały wtedy, gdy moje serce płacze, a ja nie mogę ich wykorzystać. Teraz zaś czuję idealną harmonię. Jakby jesień uśmiechała się do mnie smutno i mówiła, że mnie rozumie...

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

Miłość

2010-09-19 13:53:08

Największe błogosławieństwo, a zarazem największe przekleństwo człowieka. Nadaje życiu sens, nasyca je barwami, otula ramionami bezpieczeństwa. Sprawia, że stajemy się ważni i niepowtarzalini. Jest uśmiechem dnia codziennego i wciąż od nowa odkrywanym cudem. Wszyscy jej pragniemy i szukamy. Wszyscy dla niej żyjemy.

 

Kiedy jednak komuś, z kim łaczy nas ta magiczna nić, dzieje się coś złego, a my pozostajemy bezsilni... wtedy miłość miesza nam zmysły. Niszczy. Zadaje ból tak silny i nieopisany, że jest nas w stanie zrozumieć tylko ten, kto kochał i musiał przyglądać się cierpieniu ukochanej osoby. Wtedy miłość gasi wszystkie światła, zostawia nas w ciemności i śmieje się szyderczo, gdy usiłując przebrnąć przez mroki, potykamy się i ranimy coraz głębiej.

 

O ileż byłoby łatwiej bez miłości. A jednak... chyba nie potrafimy bez niej żyć.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 5 , zobacz komentarze

Co może przynieść nowy dzień

2010-09-07 19:04:58

Potrzeba zmian i strach przed nowym. Dziwna kombinacja. Ale, niestety, prawdziwa. Z jednej strony zmęczenie, przygnębienie i rozczarowanie tym, co jest wraz z potrzebą, by wreszcie coś się odmieniło, a z drugiej strach, bo krok w nieznane jest taki przerażający, a zaczynanie od nowa tak trudne... 

 

Tak się czuję. Chciałabym, aby wszystko jednym szybkim cięciem się zmieniło. Przeszłość odeszła w zapomnienie, a nowe życie śmiało się tysiącem barw. Ale przecież mimo to nadal oglądam się za siebie, w nieskończoność biorę do ręki stare zdjęcia, tkwię w teraźniejszości zmieszanej z przeszłością, nie pozwalam wspomnieniom pokryć się kurzem. To co było jest stare i smutne, ale z drugiej strony znane, więc i oswojone. A to co będzie... nieprzewidywalne. I ta pokusa by usiąść gdzieś pomiędzy przeszłością a przyszłością, zamknąć oczy i niech bez mojego udziału ktoś zmieni dekoracje. Tylko ta świadomość, że wcale nie chce być tylko widzem...

 

Podczas tegorocznego pobytu nad morzem odwiedziłam plażę, na której spędzałam długie dnie jako dziecko. Szum fal rozbijanych o falochrony przywołał tysiąc ciepłych wspomnień i echo dziecinnego śmiechu. W pewien sposób było to naprawdę niesamowite. Jednym z obrazów, które stanęły mi przed oczami jak żywe, była mała dziewczynka w seledynowym stroju kąpielowym i pomarańczowych "motylkach" na ramionkach, krocząca chwiejnym krokiem po falochronach. To było wyzwanie tamtych wakacji. Pamiętam to teraz tak dokładnie! Przymierzałam się do tego wyczynu chyba przez cały pobyt, najpierw spacerując tylko po początkowych palach, potem, bardzo stopniowo, zwiększając dystans. We wszystkim zaś chodziło o to, by dojść do samego końca, ostatniuśkiego falochronu, i tam odważnie skoczyć w głębinę. Nie pamiętam ile mogłam mieć lat, dziesięć? Wyraźnie jednak czuję swoje podekscytowanie i strach, serce tłucze mi się jak oszalałe, a ja w skupieniu przygryzam wargę. Bałam się potwornie, a jednak z niewiadomych powodów wbiłam sobie do głowy, że muszę to zrobić. Dojść do końca i skoczyć. I choć nie jednen raz zawracałam, w końcu mi się udało, o czym można się przekonać na pewnym zdjęciu ze starego albumu. Minę mam na nim prześmieszną. Mieszanina determinacji, strachu, podekscytowania i radości. I w sumie, gdy tak teraz o tym myślę, nie wiem czy trudniejsze było pokonać ten dystans po śliskich powierzchniach falochronów, czy skoczyć w głębinę. Iść chwiejnym krokiem do wątpliwego celu, czy odważyć się na końcu pokonać strach i zrobić ruch w nieznane. I chyba z całym naszym życiem jest właściwie podobnie...

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 3 , zobacz komentarze

Nadeszła jesień

2010-09-05 13:54:45

Właściwie to zupełnie nie wiem, co napisać. Miniony tydzień tak rozłożył mnie na łopatki, że nie byłam w stanie wykrzesać z siebie ani słowa. Teraz jednak potrzeba pisania przeważa nad niemocą.

 

Jesień. W tym roku wyjątkowo wcześnie postanowiła zająć miejsce lata. Tydzień temu był wszak jeszcze sierpień, a ja idąc przez ogród czułam intensywny zapach jesieni. Osobiście mój ulubiony. Nieco ostry, wyrazisty, dojrzały. Wyjątkowy. Kiedyś nie lubiłam tej pory roku. Była dla mnie smutna, szara, bez znaczenia. Wiosna oznaczała nowe życie, śpiew uśpionych dotąd ptaków, radość. Lato było ciepłe i kolorowe, przynosiło śmiech i wolność - wakacje. A zima? Ornamenty mrozu na oknach i śnieg. Biały puchaty śnieg, zmieniający miasta w bajkę. No i narty. Jesień zaś była żmudnym oczekiwaniem, wiatrem wiejacym w oczy, wodą chlupiącą w butach. Dziś dla mnie jest nostalgią spływającą kroplami deszczu po szybach, tajemniczą mgłą między latarniami, tysiącem barw liści szeleszczących pod butami. Może do jesieni trzeba dojrzeć?

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze