Archiwum: Marzec 2010


Wiosna wrrrrrrrreszcie!

2010-03-21 22:19:36

Podejrzewam, że pierwszy dzień wiosny powinien być inspirujący. Był... hmm... pochmurny. Niemniej nie zamierzam narzekać. Nareszcie zrobiło się ciepło i wychylenie nosa poza próg nie powoduje bezwarunkowego odruchu cofania. Może szaro, ale i tak przyjemnie. A jak pomyślę, że wkrótce wszystko się zazieleni i rozśpiewa dookoła...! Na razie z rozkoszą wietrzę mieszkanie i... co tu dużo ukrywać - leniuchuję. I trochę też planuję najbliższy urlop świąteczno-majówkowy, bo tak jakoś w czasie mi się rozłoży. Co prawda do tego czasu jeszcze dwa tygodnie i mnóstwo papierkowej roboty do załatwienia (te wszystkie pieczątki!), ale jestem dobrej myśli. W ogóle to ciężko mi uwierzyć, że połowa stażu już za mną. Już teraz mam pełną świadomość, jak będę za tym okresem tęsknić... Tymczasem jednak bardziej przyziemnie wzdycham do końca miesiąca, bo bilet miesięczny mi się skończył, a na koncie pusto. Cry Wypłaty mi trzeba. Już pomijając, że mam kilka potrzeb, to tak łyso z gołym portfelem chodzić. Cóż, byle do piątku!

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 3 , zobacz komentarze

1000 dni nudy

2010-03-01 23:22:53

Jeśli nie wiecie, co to nuda, zapraszam na Tysiąc dni w Wenecji. Nie, bynajmniej nie uważam, że miasto Dożów i gondoli jest aż tak nudne, choć pani Marlena de Blasi naprawdę dała z siebie wszystko, żeby mnie o tym przekonać. Osobiście lubię Wenecję, choć nie umieram z miłości do niej. Byłam tam kilka razy, podobało mi się, chętnie wybiorę się raz jeszcze, tym razem może z moją drugą połówką. Najpierw jednak muszę chyba zapomnieć o tej  książce. Gdyby nie to, że cierpię na nieuleczalne schorzenie "muszę skończyć czytać książkę, którą już zaczęłam" dawno już upchnęłabym to paskudztwo na dnie szafy. Właściwie nie potrafię określić w czym twki problem tej powieści, czy też mój (?). Lubię czytać. Bardzo. Lubię historie miłosne, nie wstydzę się tego. Kocham morze. Historia poznawania Nieznajomego z Obcego Kraju powinna być bliska mojemu sercu. A mimo to książka ciągnie się dla mnie jak flaki z olejem (choć opowiada o wyśmienitej włoskiej kuchni i nie tylko, która z flakami raczej nie ma nic wspólnego :P ). Ciekawe, czy to ja jestem, jak zwykle, o kilka poziomów za nisko, i nic poza bezwartościową komerchą do mnie nie dociera, czy książka rzeczywiście jest nudna. Bo dla mnie jest dłużącym się monologiem, opowiadającym o dwójce ludzi, którzy dotąd wcale nie mieli miłego życia. Na dodatek w narracji pierwszoosobowej, której na ogół nie trawię (ewentualnie w krótkich, mocnych psychologicznie formach). Załóżmy jednak, że jakoś przebrnę przez te tysiąc dni (bo na razie jestem gdzieś na trzysetnym trzydziestym z grubsza), nie wyobrażam sobie jednak zafundować sobie wycieczki na kolejne dwa tysiące do Toskanii i Orvietto. Miejsc, których nota bene jeszcze nie widziałam, i nie daj Boże, mogłabym się zniechęcić. Uhhh, uzewnętrzniłam się. Tak mnie dziś w tramwaju napadło, bo na ogół czytam, jak wracam z pracy. I doszłam do wniosku, że chyba najwyższy czas stracić nadzieję, że książka się "rozkręci"...

 

Jakieś propozycje na coś lekkiego w wiosennym nastroju?

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze