Archiwum: Styczeń 2010


Noworocznie z poślizgiem

2010-01-21 20:33:18

Oto cała prawda o mnie i blogach. Znudzenie się nim zajmuje mi na ogół mniej czasu niż samo jego założenie... Wink No, ale tym razem to nie do końca prawda. Miałam po prostu prawie miesiąc wakacji, więc siłą rzeczy odpoczywałam również od komputera. (Chwała Bogu, bo ostatnio groziło mi już zrośnięcie z moim laptopem). Leniuchowałam przez miesiąc kosztem 7 li tylko dni urlopu wypoczynkowego - jestem z siebie dumna. Cool I nie, nie mam wyrzutów sumienia. To było ciężkie sześć lat studiów i cały mój organizm wręcz wyje, żebym dała mu odpocząć. A kiedy mam to zrobić, jak nie teraz? Jak zacznie się prawdziwa praca? Wtedy nie będzie możliwości pokombinowania, podbicia pieczątki zamiast fizycznego zjawienia się na dyżurze i wymigania się od obowiązków na rzecz Świąt z narzeczonym. Mam ostatnią szansę i zamierzam ją wykorzystać maksymalnie. Na pracę mam całe życie. (To chyba tyle tytułem usprawiedliwiania się? :P)

 

 

A co to był za miesiąc... bajkowy! Leniuchowanie w łóżku do późna, włóczenie się po mieście, szalone zakupy w Galerii, rodzinne Święta i wystrzałowy Sylwester. Co do tego ostatniego, to po raz enty sprawdziłam swoją niezawodną teorię, że im mniej robi się planów i im bardziej spontanicznie podejmie się decyzję, tym zabawa jest lepsza. Tym razem jednak niezawodnie pobiłam rekord. Dwa dni przed Sylwestrem nadal nie mieliśmy bladego pojęcia, co ze sobą zrobimy. Ostatecznie w lekkiej bezradności zdecydowaliśmy się skusić się na zaproszenie mojego młodszego brata. O siebie się co prawda nie martwiłam, ja się z bratem zawsze dobrze bawię, mimo że dość sporo młodszy, ale obawiałam się, czy mój facet, jeszcze trochę ode mnie starszy, nie będzie  miał wrażenia, że przebywa w przedszkolu. Jak się okazało - niepotrzebnie. Impreza naprawdę robiła wrażenie. Nasz dom, który mój braciszek przygotował specjalnie na tą okazję prezentował się rewelacyjnie. Całość miała swoją tematykę, która obowiązywała również gości (co prawda niektóre panie potraktowały sprawę zdecydowanie zbyt serio - jak to podsumowała z oburzeniem moja przyjaciółka, gdy zobaczyła zdjęcia : "ja bym te zdjęcia przesłała ich matkom"! - ale co tam, raz się żyje;) i muszę przyznać, że naprawdę naprawdę był to jeden z lepszych Sylwestrów w moim życiu. I jestem pełna podziwu dla braciszka, że tak wszystko profesjonalnie zorganizował. Natomiast w Nowym Roku, jak na karnawał przystało, prawie codziennie odwiedzaliśmy jakiś klub i balowaliśmy do późna. Jedynym minusem tego fantastycznego czasu było to, że koniec sielanki nastąpił definitywnie zbyt szybko... Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy...

 

No i oto jestem. Od poniedziałku rozpoczęłam powrót do rzeczywistości i było to dość nieprzyjemne. Zwłaszcza ten parszywy budzik o 6.30. Brrr! I na dodatek te mrozy. Mogłaby nam ta zima wreszcie odpuścić. Ja zmarzluchus maximus rozpaczliwie o to apeluje.Cry Na pocieszenie mam jednak, że udało mi się załatwić ginekologię dokładnie tam gdzie chciałam (a miejsce jest naprawdę mało osiągalne) i pomijając, że powrót do obowiązków nigdy nie bywa przyjemny, to był naprawdę miły tydzień. Atmosfera w pracy wesoła, oddział przyjazny. Nic tylko pracować i pracować ;) Byle tylko bez przesady! :P

 

Aaaaaaaaaaaaaale... nie byłabym sobą, gdybym nie miała jakiegoś asa w zanadrzu, pozwalającego stawić mi czoła mroźnej rzeczywistości. Na razie jednak cicho sza... nie będę zapeszać. Jak już się uda to się pochwalę. Tymczasem... wypadałoby może coś poczytać z ginexów, hmm?

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 4 , zobacz komentarze