Archiwum: Listopad 2009


Narzekadło

2009-11-26 19:49:34

Właściwie to w pierwszym odruchu chciałam zatytułować dzisiejszy wpis - melancholia, ale gdy parę zdań, które pojawiło się w moim umyśle gotowych do wstukania w klawiaturę, dotarło do mojej świadomości, doszłam do wniosku, że to zbyt duży eufemizm dla określenia mojego nastroju.

Spotkanie z pediatrią wyglądało następująco.

Mój nowy budzik (prezent od brata, zakupiony najwyraźniej w odruchu wspierania spóźniających się stażystów) uchronił mnie przed ponownym zignorowaniem alarmu w mojej komórce. Zwlekłam się z łóżka o pół godziny później niż czyniłam to przez ostatni miesiąc i nie czułam się ani trochę mniej niewyspana, wrrr. A tak wiele sobie obiecywałam po tych 30 minutach gratis. Jak jednak widać moja potrzeba snu to dziura bez dna! Masakra. W autobusie jak zawsze pisałam smsa do J. prawie drzemiąc. Za to z miłą radością odkryłam, że choć 30 minut okazało się marnym wkładem w regenerację moich zszarganych medycyną sił witalnych, całkiem dobrze posłużyło miejskiej komunikacji, czyniąc ją zdatną do podróżowania (a przynajmniej oddychania nieco wzbogaconą mieszanką oddechową, a nie tylko wydychanym CO2 upchniętego jak w sardynkowej puszcze tłumu). Dotarłam do szpitala po 15 minutowym spacerku od przystanku (w ramach propagowania akcji - dbaj o serce - epatującej z monitorów MPK oraz przedświątecznego wspierania portfela - bilet tylko na jedną linię!). Poszukiwanie szatni przypomniało mi, że dobrze, iż skończyłam z horrorami jakiś czas temu, bo moja uśpiona (po kuracji odwykowej) wyobraźnia i tak czuła się jak w Pile. W końcu udało mi się jednak znaleźć w tych podziemiach jakąś wolną szafkę (znaczy otwartą, bo wcale nie pustą), przebrać się i wjechać windą na czwarte piętro.

Być może dziwi was tak szczegółowy opis mojego poranka. Jest jednak taki a nie inny, gdyż z całego dnia to właśnie on był najbardziej pracowity. Później przez następne 30 minut czułam się zagubiona i pozostawiona na pastwę dwóch zakumplowanych ze sobą stażystów, którzy rzecz jasna nie wykazywali zainteresowania moją osobą i niechętnie odpowiadali na jakiekolwiek pytania (bo przecież, jak powszechnie wiadomo, dzielenie się z osobą trzecią informacjami sprawia, że informatorowi ubywa; czego ubywa to już ciężko określić, ale ważne, że świadomość tego faktu jest głęboko zakorzeniona i zniechęca do udzielania jakiejkolwiek choćby słownej pomocy komukolwiek po tej samej stronie barykady). Następną godzinę trwała wizyta, z której jedyną korzyścią było dwukrotne posłuchanie perystaltyki dzieciaczków (mam nadzieję, że nie będzie gratisów w postaci infekcji), reszta to wzorem studenckim, wleczenie się za orszakiem. A na deser zapoznanie się z programem do opisywania pacjentów, który jest... eee... skomplikowany. Albo ja jestem głupia, ale wolę tego w obecnym nastroju nie rozstrzygać. No i na pożegnanie (tak, ja wiem, że stażyści są ważni i muszą się uczyć, STRASZNIE muszą się uczyć, ale to PAŃSTWO muszą teraz zapoznać się z tą procedurą a tu jest ciasno, więc... mogliby już iść do domu?) zapisanie się na listę stażowania w dogodnych terminach, z których rzecz jasna zostały już tylko okolice Świąt i Sylwestra. Cóż za niespodzianka!

Ale wkrótce weekend. I święta. I podobno są już do odbioru bony. I w ogóle to kiszenie się w złym nastroju źle wpływa na zdrowie. Dlatego nie będę opisywać, jak po powrocie do domu bezskutecznie usiłowałam sensownie ułożyć plan stażu:] I zajmę się zajadaniem ciastek i czytaniem książki.

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 4 , zobacz komentarze

Wypis z oddziału zamkniętego

2009-11-25 23:39:40

Wystawiony dziś przez ordynatora. Koniec domorosłej psychoanalizy w pokoju stażystek. Przyznam, było miło, zwłaszcza, gdy na drugie dwa tygodnie dołączyły do nas koleżanki. Tylko czasem mi wstyd, że nam za to płacą, naprawdę. Gra w banga? Rosyjska fantastyka? Najświeższe plotki o kolegach z roku? Miło było się pośmiać, każdego dnia jeść inne ciasto, w których pieczeniu się prześcigałyśmy, pogadać o książkach niemedycznych i niestety czasem też medycznych (LEP!) Ale po pierwsze skończę staż jeszcze bardziej głupia niż go zaczęłam, po drugie moje lenistwo sięgnie zenitu. A niestey nigdy nie należałam do typu, który jako gen dominujący ma wersję "owczy pęd do wiedzy i pracy". I to nie pomaga.

 

A zatem pozbierałam swoje zabawki i pożegnałam oddział zamknięty. Pieczątkę, stetoskop, fartuch, kapcie i kubek na kawę. Nie ma mnie. Zniknęłam. Teraz wybieram się na pediatrię i to dla odmiany sama. Sześć tygodni twarzą w twarz ze specjalizacją, o której myślałam, jako o swojej przyszłości, gdy wybierałam studia, a która stała się moim koszmarem podczas nich. Hmm, no zobaczymy, jak to tam będzie.

 

Tak czy inaczej cieszę się czasem wolnym. Nie myślę o lepie tak dużo jak inni (zamierzam zdać go we wrześniu) i chcę przez chwilę odetchnąć. Do całkiem niedawna zmagałam się jeszcze z interną, więc wciąż wydawało mi się, że jestem nadal na studiach. Dopiero od paru dni popołudnia mam cudownie wolne i dobrze mi z tym, choć muszę przyznać, że i... dziwnie. Nadrabiam zaległości w czytaniu, odpisuję na zaległe maile, piekę i rozkoszuję się lenistwem. Jest mi dobrze i chwilowo nie zamierzam tego zmieniać. Może jeśli mój umysł wreszcie odetchnie od tej ciągłej bieganiny, stresu i nieustannego wkuwania, spojrzę na wszystko inaczej.

 

PS. Czy Wy też uważacie, że skończyć medycynę może każy debil? Bo dziś taki sąd wygłosiła moja dobra koleżanka (dość zdolna nawiasem mówiąc). Oczywiście nie kierowała swoich słów do mnie, ale ja poczułam się, jakbym miała być idealnym potwierdzeniem tej tezy. Nieprzyjemne uczucie.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 6 , zobacz komentarze

...

2009-11-24 18:44:30

Nie jestem przekonana, do prowadzenia bloga. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. Prowadziłam ich kilka, wszystkie porzuciłam, ich adresy zaginęły. Gdzieś zapewne sobie trwają - wirtualne śmieci czasoprzestrzeni. Próbuję po raz  kolejny, bo brakuje mi pisania. Pomagało znaleźć mi odpowiedzi, a ostatnimi czasy mnożą mi się pytania. Jestem jednak zbyt leniwa na moje staromodne zeszyty w kwiaty, ich czas przeminął. Niestety. Wygląda na to, że się starzeję.

Uważam jednak za cudowną ironię spróbować od nowa tutaj, na "blogach lekarzy". Właśnie dlatego, że lekarzem się nie czuję i widzę całą medycynę w zdecydowanie innych niż większość proporcjach. A może czas stażowania i pisania pomoże mi odpowiedzieć na pytania, czy ostatnie lata były moim przeznaczeniem, czy koszmarną pomyłką. Tylko dowcipem losu, który koniec końców doprowadził mnie do dyplomu z czarno-białym zdjęciem i trzema literkami przed nazwiskiem, czy jednak czymś więcej.

Zobaczymy.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 7 , zobacz komentarze