Międzyczas
2010-10-17 00:01:51
Utęsknienie. Czy znajduje się w rejestrze chorób? Ma swój specjalny tajny kod? Bezosobową kompilację literek i cyferek? Nie... choć powinno. Jest przecież zupełnie jak choroba. Nie wiem, czy to tylko jesień, czy raczej splot zdarzeń, czasu i miejsca. Czy ta mgiełka, która delikatnie snuje się wokół mnie to moje myśli, czy może zadumany październik.
Ostatni czas był dla mnie trudny, ale jednocześnie nie miałam chwili na spokojny oddech. Jak to jednak powiedział mój brat, wszystkiego się można doczekać. I kiedy słowa te urzeczywistniły się i dla mnie w postaci długo oczekiwanego weekendu, ogarnęła mnie fala tęsknoty. A właściwie utęsknienia. Czegoś więcej niż tylko tego słodko-gorzkiego smutku na dnie duszy, a raczej stanu, który obejmuje całe ciało od koniuszków palców po kosmyki włosów nieporadnie opadające na oczy.
Tęsknię nie tylko za mężczyzną, który wypełniał ostatnie dwa lata mojego życia. Tęsknię za latem, które odeszło. Za słońcem w oczach moich bliskich. Za czasem, kiedy wszystko było proste i bezpieczne. I tęsknię za czymś jeszcze, czego nawet nazwać nie potrafię... A może za kimś.
Nie jest to jednak smutek, malujący wyraźnie czarną olejną farbą przygnębiający portret. Raczej impresjonistyczny, lekko zamglony pejzaż, nad którym w jesienny wieczór można popaść w zadumę. I ja właśnie, wsłuchana w mruczenie kota i owinięta ciepłym kocem, dumam sobie, nad sobą i życiem.
