Co może przynieść nowy dzień

2010-09-07 19:04:58

Potrzeba zmian i strach przed nowym. Dziwna kombinacja. Ale, niestety, prawdziwa. Z jednej strony zmęczenie, przygnębienie i rozczarowanie tym, co jest wraz z potrzebą, by wreszcie coś się odmieniło, a z drugiej strach, bo krok w nieznane jest taki przerażający, a zaczynanie od nowa tak trudne... 

 

Tak się czuję. Chciałabym, aby wszystko jednym szybkim cięciem się zmieniło. Przeszłość odeszła w zapomnienie, a nowe życie śmiało się tysiącem barw. Ale przecież mimo to nadal oglądam się za siebie, w nieskończoność biorę do ręki stare zdjęcia, tkwię w teraźniejszości zmieszanej z przeszłością, nie pozwalam wspomnieniom pokryć się kurzem. To co było jest stare i smutne, ale z drugiej strony znane, więc i oswojone. A to co będzie... nieprzewidywalne. I ta pokusa by usiąść gdzieś pomiędzy przeszłością a przyszłością, zamknąć oczy i niech bez mojego udziału ktoś zmieni dekoracje. Tylko ta świadomość, że wcale nie chce być tylko widzem...

 

Podczas tegorocznego pobytu nad morzem odwiedziłam plażę, na której spędzałam długie dnie jako dziecko. Szum fal rozbijanych o falochrony przywołał tysiąc ciepłych wspomnień i echo dziecinnego śmiechu. W pewien sposób było to naprawdę niesamowite. Jednym z obrazów, które stanęły mi przed oczami jak żywe, była mała dziewczynka w seledynowym stroju kąpielowym i pomarańczowych "motylkach" na ramionkach, krocząca chwiejnym krokiem po falochronach. To było wyzwanie tamtych wakacji. Pamiętam to teraz tak dokładnie! Przymierzałam się do tego wyczynu chyba przez cały pobyt, najpierw spacerując tylko po początkowych palach, potem, bardzo stopniowo, zwiększając dystans. We wszystkim zaś chodziło o to, by dojść do samego końca, ostatniuśkiego falochronu, i tam odważnie skoczyć w głębinę. Nie pamiętam ile mogłam mieć lat, dziesięć? Wyraźnie jednak czuję swoje podekscytowanie i strach, serce tłucze mi się jak oszalałe, a ja w skupieniu przygryzam wargę. Bałam się potwornie, a jednak z niewiadomych powodów wbiłam sobie do głowy, że muszę to zrobić. Dojść do końca i skoczyć. I choć nie jednen raz zawracałam, w końcu mi się udało, o czym można się przekonać na pewnym zdjęciu ze starego albumu. Minę mam na nim prześmieszną. Mieszanina determinacji, strachu, podekscytowania i radości. I w sumie, gdy tak teraz o tym myślę, nie wiem czy trudniejsze było pokonać ten dystans po śliskich powierzchniach falochronów, czy skoczyć w głębinę. Iść chwiejnym krokiem do wątpliwego celu, czy odważyć się na końcu pokonać strach i zrobić ruch w nieznane. I chyba z całym naszym życiem jest właściwie podobnie...

 



Nie dodano kategorii

Komentarze: 3

centaur 09.09.2010 r., 14:03
Wszystko, wszystko jest jeszcze przed Tobą. Mało tego, jest przed Tobą więcej, bo widzę sposób, w jaki świat przetwarzasz... Może więcej, przed Tobą- niż morze kłębiące się pod falochronem...Nie ma się, co czarowac, zawód jest trudny. Trzeba mu wiele poświęcic, dlatego dobrze zadecyduj- ile moszesz mu poświęcic. Ważny moment, chwila przed- zanim wybierzesz specjalizację. Pozdr
antimedicus 08.09.2010 r., 17:53
Zaczynam się stresować, drogi tecumseh:) Ja tu po prostu daję upust myślom i emocjom i powstaje forma niekontrolowana. W założeniu tworzona głównie dla mnie samej. Ale jak tu (bez obawy) po Twoich słowach napisać coś bylejakiego i trywialnego? :-D Pozdrawiam serdecznie!
tecumseh 08.09.2010 r., 08:59
Jednak, nie myliłem się zapowiadając Twoje zakwitnięcie. Piękne, plastyczne, obrazowe, klimatyczne i to co uwielbiam - przesycone ciepłą tęsknotycznością. Palce lizać. Jak tak dalej pójdzie będzie trzeba powiedzieć, że masz talent:-) Kto wie może będę zabiegał, abyś dołączyła do tęsknotycznego plemienia mego na www.tenskwatawa.pl. Pewnie się na początku nie zgodzisz, a później... no cóż później może być różnie. W kontekście dni minionych popełniłem kiedyś tekst o ważności dni których jeszcze nie znamy - jest on na moim blogu - jako jedyny bez komentarza, pewnie wszystkich zatkał. Howgh!

Dodawanie komentarza