Praca
2010-08-25 14:54:21
Przed chwilą wróciłam z pracy, zjadłam obiad i teraz popijam kawkę i jem prince polo (w ramach kontroli poziomu czekolady, coby nigdy nie opadł poniżej bezpiecznego progu
).
Minął mój pierwszy tydzień na internie. Nawet nie jest tak źle. I prawdopodobnie dzięki temu, że każdego dnia muszę coś zrobić, trzymam się nieco lepiej. Nie znaczy wcale, że dobrze, ale przypuszczalnie, gdyby nie praca, byłoby jeszcze gorzej. Co prawda po pierwszym tygodniu ciężko wpaść w rutynę, wszystko jest jeszcze dla mnie nowe i trochę straszne, ale jest już coraz lepiej. Moja dyżurka, choć w średnim wieku, jest całkiem sympatyczna. Dziś nawet pani ordynator przyszła z nami pożartować (mam takie przeczucie, że ona i moja koordynatorka stażu są dobrymi przyjaciółkami, bo szefowa często do nas wpada na plotki, albo jeśli chce się przed kimś ukryć;), a ponieważ udało się mi załatwić pacjentce, z którą pojechałam na konsultację ERCP, była bardzo zadowolona i stwierdziła:
- Widzisz, Jasiu, musimy częściej wysyłać piękne dziewczyny, bo im panowie chirurdzy nie są w stanie odmówić.
- Pan doktor już się mnie pytał, kiedy znów przyjadę - roześmiałam się.
- No widzisz. Trzeba było powiedzieć, że jak wyznaczy termin na jutro, to przyjedziesz!
Jasne;) Konsultacje, zmora stażystów i rezydentów. Cztery godziny wycięte z życiorysu. A jednak dziś trafiła mi się przemiła pacjentka i choć strasznie mnie przepraszała, że jest taką gadułą, mnie jej gadanie jakoś dobrze robiło. Była przesympatyczna, a ja i tak nie miałam nic do roboty, no to mogłam przecież z nią porozmawiać. Tylko jak już się zaczęła nade mną rozpływać, jaka jestem kochana, dobra i śliczna i niech mi Bóg wynagrodzi (usiłowałam jej wytłumaczyć, że naprawdę nie robię nic nadzwyczajnego i taką mam pracę, ale była oporna na perswazję tego typu) to w końcu się rozkleiłam. Znaczy oczywiście starałam się, aby nikt nic nie zauważył, jeszcze tego by brakowało, by stażystka ryczała przy pacjentce (!), ale jak kobiecinka odwróciła głowę, to łzy mi poleciały strumyczkami, jak głupie. Dobrze, że zdążyłam je jakoś zahamować i w porę obetrzeć. Ale historię choroby zamoczyłam:P Chyba powinnam zwolnienie od psychiatry dostać, dopóki się nie uspokoję jakoś. Od tej kradzieży tydzień temu jestem tak rozchwiana emocjonalnie i większość w sumie czasu przeryczałam. Tylko że jak dotąd w pracy jeszcze mi się nie zdażyło. No to masz babo placek! Nie mam pojecia jak jej słowa skojarzyły mi się z nim, ale teraz właściwie wszystko dookoła mi się tak kojarzy, więc...
Koniec końców jednak tak naprawdę pani Helena przypomniała mi, dlaczego wydawało mi się kiedyś, że będę lubiła tę pracę. Po prostu lubię rozmawiać z pacjentami. Wysłuchać. Odpowiadać na ich pytania. I ich uśmiech bardzo mnie cieszy. Nawet, kiedy wszystko inne wydaje się takie beznadziejne...
