Uwaga, gryzę!

2010-07-18 23:59:05

Tak, zdecydowanie powinnam zrobić sobie taką właśnie koszulkę. Niemal miesiąc tłumienia emocji odbił się niekorzystnie na moim opanowaniu. W skutek rzeczy denerwują mnie rzeczy błahe i nieistotne i warczę na Bogu ducha winnych ludzi.

Generalnie powinnam zaliczyć ten tydzień do udanych. To, że powinnam nie oznacza jednak wcale, że tak będzie. Bardzo zresztą często moje zachowanie bywa odwrotnie proporcjonalne do powinności. Może jest to kwestia, że jako nastolatka nigdy nie przeszłam okresu buntu, więc buntuje się w małych dawkach, ale systematycznie. Zaczął się co prawda fatalnie od dnia w pracy, kiedy dyżur przeciągnął się tak niemiłosiernie, że od siedzenia w dyżurce odparzył mi się tyłek (przysięgam!). Potem jednak było już lepiej. Odezwało się mnóstwo moich znajomych, dla których ze względów zaangażowania związkowego nie miałam czasu i teraz z przyjemnością się z nimi spotkałam. Było ciepło, słonecznie, sympatycznie siedziało się przy drinkach, czy spacerowało po mieście wieczorami. (Co prawda upał dawał się koszmarnie we znaki w mojej saunie na ostatnim piętrze i właściwie nie spałam obklejona prześcieradłem, a w dzień też ciężko było wytrzymać.) Zgubiłam też okulary... prezent od Niego. I ta ostatnia rzecz przeważyła. Jakoś tak mnie to przytłoczyło. Nie jestem materialistką. Fakt, to były Diory i na pewno sama nigdy sobie takich okularów nie kupię, bo mam gdzieś markowy snobizm i wolę sobie kupić dwie pary tanich, a do tego torebkę, buty i masę książek, a wszystko w cenie tych sławnych czterech literek. Ale, że był to prezent... A że mam pewne skrzywienie i wierzę w znaki, chyba w końcu do mnie dotarło, że to naprawdę koniec. Że już wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mi: to już jest koniec, nie ma już nic...

Niemniej nie pozwalałam i wciąż nie pozwalam sobie na smutek i łzy. Przynajmniej nie w dużych ilościach. Nie dłużej niż przez pięć minut. Odsuwam od siebie wszelkie myśli i moje ukochane analizowanie oraz nurzanie się we wspomnieniach. Pierwszy raz w życiu nie pozwoliłam sobie na to. Za bardzo boję się, że pod wpływem takich emocji zacznę bardziej tęsknić i popełnię jakiś błąd. Zniżę się do zachowań, których za wszelką cenę powinnam uniknąć. Dlatego tłumię emocje. A to musi jakoś się na mnie odbić. I odbija się złością. Denerwują mnie tak nieistotne rzeczy i tak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, że aż sama się siebie boję. Zapowiadał mi się świetny weekend z bratem i jego dziewczyną, ale pokłóciliśmy się tuż przed naszym wyjazdem na basen i w skutek tego zostałam w domu, co akurat jest bardzo złym pomysłem w moim wypadku. No ale cóż, nie ma rozwiązań idealnych. Muszę jakoś przetrwać ten niewesoły okres. Mam nadzieję, że zbliżający się wyjazd nad morze trochę mnie uleczy, bo nasz Bałtyk był zawsze dla mnie magiczny i wpływał kojąco na duszę. Tymczasem przyjechała do mnie mama, więc myślę, że najbliższe dni spędzimy przyjemnie szlajając się po mieście:) Dwie laski w Wielkim Mieście. (No bo mamę to zawsze biorą za moją siostrę).

A w PKSie dziś, tuż przed moim przystankiem RMF przypomniało mi hit lata sprzed dwóch sezonów i pomyślałam sobie, że to takie małe przesłanie dla mnie, żebym przestała chodzić ze spuszczoną głową i znów zaczęła uśiechać się do lustra.

 

 

 



Nie dodano kategorii

Komentarze: 7

misiek 21.07.2010 r., 22:21
A "kocice" jeszcze bardziej :)))
antimedicus 20.07.2010 r., 23:03
oj, jest!
misiek 20.07.2010 r., 23:01
Hmmm... Kot specyficznym zwierzęciem jest :)))
antimedicus 19.07.2010 r., 23:23
dzięki, to było boskie:) obśmiałyśmy się z mamą setnie! akurat mamy kota, więc potrafimy docenić trafność niektórych spostrzeżeń;
jpl.wawa 19.07.2010 r., 22:25
moim skromnym zdaniem na poprawę humoru może posłużyć m.in. ten link http://www.youtube.com/watch?v=I1qHVVbYG8Y..... "FlyGuy"
antimedicus 19.07.2010 r., 20:26
Ok, załatwione:) Mój zielony strasznie mnie wkurza :D Zaraz poszukam zmywacza!
kaeri 19.07.2010 r., 19:46
Wiesz, co pomaga na zły nastrój? Pomalowanie paznokci na kolor jagodowy :D

Dodawanie komentarza