Cierpieć dla sztuki
2010-07-05 22:12:38
... bądź urody. No bo czego się nie robi, żeby być piękną? ;) Dziś jakieś trzy godziny poświęciłam z mamą na zrobienie mi pasemek. I, prawdopodobnie jak za każdym razem, z przekleństwami na ustach przyrzekałam, że to już na pewno ostatni raz. I następnym odżałuję te dwie stówy i pójdę do fryzjera. (Zapewne jednak do następnego razu znowu zapomnę, ile to bólu kosztuje i zmęczenia i znów znajdziemy się z mamą w łazience, pełnej mojej wrzasków:P). No bo najgorsze jest to wyciąganie pasemek włosów na zewnątrz czepka (tak dla niewtajemniczonych). A ból jest mniej więcej taki, jakby ktoś (czyli mama) chciał mi powyrywać włosy z głowy. Na zmianę więc syczałam i zaciskałam palce na swoich udach, ale raz mi się pomyliło i chwyciłam mamę. Ten jeden raz, dla odmiany, to ona wrzasnęła.
- Ała! Jak musisz sobie coś ściskać to chwyć jakąś rurę, a nie moją nogę!
Posłuchałam:]
Tak czy inaczej, właśnie przed chwilą poszłam ocenić do lustra wstępny efekt. Chyba jest dobrze. Kolejny dzień na walce ze swoimi myślami, polegającej w głównej mierze na odwracaniu uwagi, zaliczony. Upiekę jeszcze ciasto z czerwonymi porzeczkami, bo nazbierałam w ogrodzie. A jest pyszne. Właściwie to chciałam się odchudzać, ale to przecież grzech nie wykorzytać porzeczek, nie? I tata tak uwielbia to ciasto. No ja też, nie ukrywajmy:P
Jutro zaś przyjdzie znów spojrzeć prawdzie w oczy i ponurej rzeczywistości, ale postaram nie martwić się tym na zapas. Co prawda każdego dnia, nawet tutaj mam swoje chwile słabości, ale... staram się, by było ich jak najmniej. To też się liczy, prawda?
Ochhhh, moja głowa! Czuję się, jakby ktoś mnie oskalpował... :D

Dodawanie komentarza