W malinowym chruśniaku

2010-07-04 21:07:43

Wyjazd na weekend to był strzał w dziesiątkę. Oderwałam się od miasta i czarnowidztwa. Oczywiście cudów nie ma. Nie zamknęłam problemu w swoim mieszkaniu i nie przyjechałam tutaj lekka niczym skowronek. Niemniej... Jest mi trochu lepiej.

 

Po pierwsze i chyba najważniejsze rozdzinka zgotowała mi niespodziankę. Kiedy weszłam do naszego starego domu, to aż dech mi zaparło. To znaczy już od dłuższego czasu remontowaliśmy go powolutku, ale teraz zmiana była wręcz szokująca. Pomijając już wszystkie nowe zakupy, świeże kolory i renowację starych - kominek! Już się nie mogę doczekać tych jesienno-zimowych wieczorów przy winie i trzaskającym ogniu. Mrrrr... Zawsze marzyłam o kominku!

 

Zatem pierwszy wieczór upłynął mi pod znakiem ochówachów i wprawiło mnie to naprawdę w dobry humor. Poza tym byłam zmęczona całym dniu pracy i podróży, więc szybko poczułam się zmęczona i zapadłam w błogi sen. Spanie to takie dobre wyjście z sytuacji. Odpoczywasz, nie myślisz, czas mija... No, pod warunkiem, że mogę zasnąć, bo ostatnimi dniami raczej bywało z tym ciężko. Nie dość, że dręczące myśli, to jeszcze duszący kaszel. Ale ostatnie dni, odpukać w niemalowane, zasypiałam łatwo. Tylko ciągle śni mi się to samo... no ale na to już nic nie poradzę. I sny są jednak chwilowo bardziej szczęśliwe niż rzeczywistość, więc niech już tak będzie, skoro musi.

 

A następne dni weekendu spędziłam, jak to po remoncie generalnym, na sprzątaniu. Viva moja czołowa recepta na doła! Tak więc szorowałam podłogi i ściany i czas zleciał mi szybciej. Przynajmniej okazałam się pożyteczna. W chwilach odpoczynku wychodziłam do ogrodu i cieszyłam się słonkiem. To fantastyczne wyjść w klapkach na miękką trawkę i mieć świeże powietrze na pociągnięcie nosem:) Nie to co w Wielkim Mieście. No a wyjście poza bramy też okazywało się miłą odmianą. Dwa razy byłam z mamą na zakupach i z radością chłonęłam wakacyjną atmosferę kurorciku.

 

Natomiast dziś, kiedy zeszłam w cholewach na pierwsze w tym roku maliny... To dopiero była radocha! Uwielbiam maliny. Mniam, mniam, mniam. Za wszystko, co malinowe jestem w stanie zabićSealed No, prawie:P



Nie dodano kategorii

Komentarze: 4

kaeri 04.07.2010 r., 22:52
Jestem z Ciebie dumna :)
antimedicus 04.07.2010 r., 22:13
Misiu, od wtorku znowu wstawanie, jeśli to Cię, choć trochę pocieszy:) Mumi, staram się jak mogę trzymać nastrój w ryzach. Wyjątkowo mi się nawet udaje ostatnio:)
misiek 04.07.2010 r., 21:53
Fajnie, że Ktoś mógł się wyspać. Ja ostatnio miałem trochę mniej szczęścia :)))
mumina 04.07.2010 r., 21:23
...kominek, maliny, trawa :))) Wypas! Cieszę się, że masz lepszy nastrój :)))))

Dodawanie komentarza