Z dyżurki lekarskiej
2010-07-01 08:48:15
Nasmuciłam ostatnio, wiem. Cóż, czasem trzeba. Zwłaszcza że (choć po moim blogu tego absolutnie nie widać) jestem stworzeniem piszącym. Przez ponad dziesięć lat prowadziłam tradycyjny pamiętnik pisany piórem, dzieląc z cierpliwym papierem wszystkie moje troski i radości. I coś z tego we mnie pozostało, choć od dwóch lat zaprzestałam moich bazgraniń, to gdy jest mi bardzo źle, potrzeba pisania budzi się na nowo. Wtedy jest mi trochę lżej, gdy ubieram w słowa swój smutek.
Jak dotąd minęło 10 dni. Bardzo długich dziesięć dni. Jedne ciut lepsze, inne fatalne. We wtorek spotkałam się ze swoją dawno nie widzianą przyjaciółką i dzień od razu był bardziej znośniejszy. Usiadłyśmy sobie w ogródku w jednej z knajpek, piłyśmy kolorowe drinki i było sympatycznie (no, poza moją opowieścią). I pomijając już możliwość wyżalenia się - czas szybciej mijał. Wczoraj, kiedy po pracy wróciłam do domu i uświadomiłam sobie, że nie mam nic do roboty, od razu było gorzej. No, oczywiście mogłam się uczyć, ale to odpadało :P
A teraz siedzę sobie sama w dyżurce lekarskiej i czekam na koleżankę. I tak w ogóle to mam nadzieję, że nie posiedzętu bardzo długo, bo jestem koszmarnie niewyspana (ostatnio nie mogę spać... ciekawe czemu;p zasypiam dopiero nad ranem, no i zaraz budzi mnie bezduszny budzik). Poza tym idę dziś jeszcze na SOR, a wieczorem zamierzam jechać do domu, bo piątek robię sobie wolne. Co prawda znów rośnie we mnie obawa przed weekendem, tym razem naprawdę dłuższym, ale jadę z rodzinką do naszego domu w górach, więc mam nadzieję, że będzie lepiej. I mam trochę planów. Na przykład, że mama zrobi mi pasemka (zmiana fryzury jest sprawdzonym sposobem na złe samopoczucie). I będę się opalać w ogordzie;)
A teraz już kończę, bo panie doktor przyszły do dyżurki :D
