Bardzo długi weekend

2010-06-27 17:59:29

No cóż, tak jak przypuszczałam, posiadanie zbyt dużo wolnego czasu, w przypadku nienajlepszego humoru (że tak to ujmę eufemistycznie), nie jest stanem nadto porządanym. To chyba najdłuższy w moim odczuciu weekend odkąd pamiętam, a przecież jest całkiem zwyczajny. Ileż to razy marzyłam, żeby jeszcze nie wracać, nie wsiadać do PKSu, poleniuchować w rodzinnym domku. Tym razem wręcz już odliczam czas do wyjazdu. Jestem zmęczona swoim sztucznym uśmiechem i niewypowiedzianymi pytaniami mamy, które wiszą w powietrzu. Chyba bała się zacząć rozmowę, ale znamy się zbyt dobrze, żeby całkowicie dała się nabrać na moją minę pt.: "wszystko gra".

- Wszystko w porządku? - zapytała mnie wczoraj wieczorem.

- Zależy z czym - odpowiedziałam. Nie przeszło mi przez gardło kłamstwo. Miałam ochotę się rozpłakać.

- Nie wiem, tak generalnie.

- Generalnie tak - odparłam i nie rozwinęłam tematu, a ona nie drążyła. Zresztą zaraz zagadałam ją czymś innym, mniej bezpośrednio związanym ze mną.

To nie tak, że nie chce jej nic powiedzieć, z mamy jest świetna babka i tak naprawdę się przyjaźnimy, ale najpierw chcę dokładnie wiedzieć na czym stoję. Bo mama zbyt by to wszystko przeżywała razem ze mną, a po co. Wystarczy, że ja nie mam wyjścia i muszę w tym siedzieć. Z nią sobie porozmawiam, jak wszystko będzie już jasne. A ja nie wiem i nie wiem... Tylko w przeciwieństwie do Szymborskiej wcale nie trzymam się tego, jak zbawiennej poręczy. Chciałam, żeby wszystko się już wyjaśniło. Tkwienie w niepewności jest beznadziejne. Wahania między nadzieją a a złością i rozczarowaniem są wyczerpujące. I przedłużają wszystko. Niepotrzebnie.

Przeszperałam internet wzdłuż i wszerz, straciłam możliwie najwięcej czasu na facebooku, oglądałam z tatą LOST i Mundial (dwa gole dla Polaków w meczu z Anglikami ;) no co, czymś się trzeba cieszyć, nie?!), ale i tak, czas dłużył się niemiłosiernie. Nawet słoneczko dziś postanowiło do mnie się uśmiechnąć z błękitu nieba i posiedziałam sobie na balkonie wśród pięknych pelargoni (dumy mojej mamy). Ale cieszę się, że już wracam. Do pracy. Do porządków w moim mieszkaniu. Do wieczorów, kiedy nikt nie zapyta, dlaczego płaczę. W ogóle to był nie tylko długi weekend, ale też bardzo długi tydzień. Czas się tak wlecze...

Ale cóż, jak to się mówi, ktoś musi płakać, by śmiać mógł się ktoś. Takie życie.



Nie dodano kategorii

Komentarze: 4

tecumseh 28.06.2010 r., 15:53
Rozlałaś tu tyle nostalgii i tęsknoty za czymś co rozmyło się jak poranna mgła w słońcu, że muszę wcisnąć tu swoje groszy pięć, a może i całą złotówę. Zauważ, że te rozpychające Cię od środka uczucia, których ze względu na ilość jak również nazewnictwo nie będę przytaczał, wywołały u Ciebie, potrzebę uzewnętrznienia się, chociazby tutaj. Chciałabyś postawić wszystko na jedną szalę, a później, może i zapomnieć. Szukasz rozwiązania, porady, której tu nie znajdziesz. Sama musisz stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na pytanie - kim tak na prawdę chcesz być za miesiąc, rok, lat pięć. Nie jest łatwo, nawet sufler, którym niejednokrotnie jest życie samo, będzie milczał. Nie uciekaj od konfrontacji, czasami trzeba dobrze rozdrapać ranę, aby dostać się do jej źródła. Bolesne! Wiesz to jako lekarz! Na pocieszenie tych słów, i tej jasności której szukasz - dodam tylko, że w mojej filozofii, zawsze ważne sa tylko chwile, które są za nami, a nie te których nie znamy - jak to raczył nas śpiewając nauczać Grechuta. Wspomnienia, tęsknoty, rozmowy, ludzie i to przez co w życiu przeszlismy właśnie nas tworzą, a z pewnością nie to co dopiero przyjdzie. Dlatego na tym najlepiej budować, aby to nowe, kiedy będzie już za nami napawało nas dumą i właśnie tym rozżewnieniem, abyśmy mieli za czym tęsknić. To moje motto - dostajesz je za miły usmiech, który przyjdzie - więc na razie masz u mnie kredyt:-) Zawsze coś tracąc, coś dostajemy i na odwrót! Howgh!
antimedicus 27.06.2010 r., 22:59
Wasze komentarze stanowią świetne odzwierciedlenie tego, jak na pewne sprawy reagują mężczyźni, a jak kobiety. A prawda jest taka, że oba podejścia do sprawy są potrzebne. Bo od czasu do czasu trzeba sobie popłakać z nostalgiczną piosenką tle, ale żeby zupełnie nie zwariować, w końcu trzeba dostrzec "jasną stronę" życia ;) Dziękuję Wam obojgu:* A mama na pożegnanie przyniosła mi truskawki z bitą śmietaną...
misiek 27.06.2010 r., 21:10
Monty Python ma rację - trzeba sobie zanucić za nimi: http://www.youtube.com/watch?v=WlBiLNN1NhQ
kaeri 27.06.2010 r., 18:09
Od rana katuję się tym: http://www.youtube.com/watch?v=gE6SfxESLSk Zajebiście wyciska łzy.

Dodawanie komentarza