Pierwszy Dzień Lata

2010-06-21 20:19:17

Nie jest ciepło. Ani słonecznie. Cóż za zbieg okoliczności! Zupełnie, jak u mnie:] A zatem wygląda na to, że przyszłam pomarudzić. (Tak, na marginesie jeden wpis na porę roku to naprawdę oszałamiająca ilość. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że w większości czasu nie miałam dostępu do internetu, ale obawiam się, że większość i tak przemawia za tym, że po prostu nie nadaję się do blogów.)

Staż chyli się ku końcowi. No, może przesadzam, ale większość mam już przecież za sobą. Teraz chirurgia i SOR w jednym, potem ostatnie wakacje i jako ta wisieńka na torcie - interna. Już wiem, że staż to okres odpoczynku i ostatniego posmaku wolności. Ja swój średnio zagospodarowałam. To znaczy z jednej strony super, z drugiej jednak może za spokojnie ;-) Trzeba było więcej poszaleć, póki było można. Teraz będzie trzeba przysiąść przed LEPem, no a na internie nie będzie już żartów. Tak czy inaczej - staż świetny okres przejściowy. Mało edukujący, jednak... jakże potrzebnyCool

 

A ja mam chandrę. Deszczowo mi jest, ale opanowuję się siłami woli. A raczej jej resztkami. Robię porządki. To zwykle pomaga w pierwszym rzucie. Nie wiesz, jak uporządkować swoje uczucia, zajmij się ciuchami/garkami/innymi rzeczami robiącymi bałagan. To rzecz, którą przy odrobinie wysiłku zawsze da się okiełznać. Zajmujesz ręce i trochę umysł też. Tylko co począć jak już się skończy? Na szczęście u mnie nie zapowiada się na koniec, hehe. Nagromadziło mi się trochę, więc spokojnie mam zajęcie do końca tygodnia po pracy. A jak już wszystko posprzątam i dalej będzie mi tak smutno to naciągnę brata na wino i oddam się zapomnieniu.

 

Tymczasem mam ogromną potrzebę podzielenia się. Mam ochotę napisać rzewny status na facebooku, niech wszyscy zobaczą, niech ktoś pocieszy. Niech sprawca ma się z pyszna. Ale wiem, że potem będę żałować. Bo pociechy nie przyjdzie z tego dla mnie wiele, za to Ci, których mój smutek ucieszy zawsze się znajdą. Nie należy się dzielić ze światem swoimi słabościami. Już się tego nauczyłam. Niemniej byłaby to namiastka przyjacielskiej rozmowy, której z przyczyn niezależnych, z żadnym z moich przyjaciół dziś odbyć nie mogę. I właśnie dlatego przyszłam dziś tutaj. Trochę się pożalić, że pierwszy dzień lata taki deszczowy i zasmutał mnie zupełnie. I lepiej mi odrobinkę, że to z siebie wyrzuciłam...

 

Ach, życie.



Nie dodano kategorii

Komentarze: 5

terenia 23.06.2010 r., 18:10
Dziewczyny kochane, co Was tak wszystkie wzielo na placz i w dolach siedzicie. Zaraz polece kupie pare drabinek i w te doly powkladam i ......wylazcie z tych dolow natychmiast. Piekne, mlode, wyksztalcone dziewczyny i takie beksy, no!!!! Pralinki tez sa dobre na zmarwienia, bo pewnie juz zezarlyscie te truskawki ze smietana i rozgladacie sie za czyms slodkim. :-))))))))
mumina 21.06.2010 r., 23:24
...zgadzam się, płacz niewiele daje... truskawki dużo lepsze są z bitą :))))))
kaeri 21.06.2010 r., 22:10
Pękłam po 3 tygodniach "trzymania się dzielnie". I wiesz co? Nie pomogło. Przereklamowany ten płacz.
antimedicus 21.06.2010 r., 22:03
O, tak, truskawki... Z taką prawdziwą, ubitą z cukrem pudrem i bardzo tuczącą;) Ja też Cię przytulam, sama bardzo starając się nie płakać. Chociaż pewnie wcześniej czy później pęknę. Bo ryczenie też czasem dobrze robi. Mimo wszystko.
kaeri 21.06.2010 r., 20:27
A ja Cię przytulam, przynoszę truskawki z bitą śmietaną na pocieszenie i ryczę jak bóbr, bom też w dole :(

Dodawanie komentarza