Grypsko
2009-12-07 23:13:52
Świńskie, ptasie czy jeszcze insze, właściwie co za różnica. Piętnaście lat temu nie nazywali ich tylko z taką fantazją, ale chorowało się równie nieprzyjemnie. Doskonale pamiętam! W pierwszej klasie liceum spędziłam miesiąc w łóżku borykając się z Wirusem Bezimiennym i myślałam, że umieram. Plecy bolały, jakby ktoś mnie łamał kołem, a gorączka, katar i kaszel wykańczały. Kiedy zaś ostre objawy minęły, leżałam obojętna na wszelkie bodźce, godzinami wgapiając się jedynie w sufit. Brrr, nigdy nie zapomnę tego potwornego miesiąca.
A piszę o tym, bo... spędziłam bardzo miły dzień w przychodni. Naprawdę. Przyjęliśmy 30 pacjentów, ale całkiem szczerze mi się podobało i nie zerkałam wciąż na zegarek, kiedy to się skończy. No i teraz, masz Ci los, surprise! Jestem chora. W kościach mnie łamie, jest mi niedobrze (tak, zdecydowanie przeważały dziś infekcje pokarmowe!), mam biegunkę i jest mi na przemian zimno i gorąco. Wyć mi się chce, jak pomyślę, że dziś dopiero poniedziałek i jutro trzeba wstać o 6.30. Chociaż z dwojga złego wolę być chora w tym tygodniu niż w następnym. Ale naprawdę miałam nadzieję, że mnie to jednak ominie. No cóż. Nie ominęło.
mój brat: No właśnie, jak lekarze to robią, że nie chorują, skoro non stop przebywają z chorymi?
Chorują. Po prostu.
PS. Nie znoszę się w takim marudnym nastroju
