Blues dla małej
2010-11-07 14:07:16
Złotym kobiercem wymosczone góry
Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem
Buki czerwienią zabarwiły chmury
Z latem się złotym właśnie pożegnałem.
We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha i kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość.
Szaruga niebo powoli zasnuwa
Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści
Pod wiatr pod górę znowu sam zasuwam
Może w schornisku spotkam kogoś z bliskich.
We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha i kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość.
Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić
A czas sobie płynie wolno panta rei
Do siebie tylko już nie umiem trafić
Kochać to więcej z siebie dać, czym mniej.
Ktoś umie to zanucić? Albo zagrać na gitarze...?
Wspomnienia to kraina prosto z baśni. A kiedy wracasz do niej przy trzasku ognia w kominku i dzwiękach gitary, chcesz w niej zostać na zawsze. Ja chciałam. W pewnej drewnianej chatce, nie za wysoko w górach, ale na polanie o pięknie pachnącym, czystym powietrzu, odbył się "Strych Muzyczny" z motywem przewodnim powrotu do przeszłości. Nie było ważne, kim się dziś staliśmy - lekarzami, geodetami, biznesmenami. Liczyło się tylko, że mamy wspólny mianownik, że wciąż możemy bez skrępowania usiąść w swoim gronie i zaśpiewać, podczas gdy stare wspomnienia uwolnione z dawno zapomnianych obszarów naszej pamięci magiczną formułą blasku ognia tańczyły między nami, niczym migoczące cienie na ścianie.
Szelest kartek sfatygowanych śpiewników przywoływał stare historie. Romantyczne, śmieszne, trochę straszne. Na ustach wszystkich błąkały się nieobecne uśmiechy tych, którzy nagle przypomnieli sobie o skrywanych niegdyś tajemnicach i małych sekretach. Tak, pożółke, nieraz zamoczone i przybrudzone kartki pamiętają więcej niż niejeden mógłby przypuścić. Swoisty dziennik cudownych lat. Mapa do skarbu.
Zagrajcie nam, może się cofnie czas, do tamtych dni z naszych marzeń... I zagrano, a czas usłuchał posłusznie, zabrał nas na wędrówkę do chwil beztroskich, pełnych nieskomplikowanego szczęścia i wrażeń. Tam, w małej chatce, ze znajomymi z dawnych lat, jedząc duszonki, grzejąc się przy ogniu i śpiewając, czułam się szczęśliwa, jak od bardzo dawna nie miałam okazji. Mój uśmiech był szczery i płynący z głębi serca. Czułam ciepło, jakby ogień ogrzewał również moją duszę i głęboką wdzięczność, za te wszystkie cudowne wspomnienia.
A potem, gdy noc zapadła, jesienna, głęboka, pachnąca górami, zaśpiewaliśmy ""Czarnego bluesa..." i poszliśmy spać. By rano móc wstać i przeżyć kolejne chwile, godziny i dni, które pewnego dnia również zamienią się we wspomnienia.
Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhatannu
Czwarta nad ranem...
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
Czemu Cię nie ma na odległość ręki
Czemu mówimy do siebie listami
Gdy Ci to śpiewam u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz będzie środek zimy(...)
Już piąta
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
