Wesołych Świąt!

2010-12-21 16:49:59

Ponieważ na czas Świąt wyjeżdżam i nie będę już mieć sposobności nic napisać, chciałam wszystkim życzyć, aby w tych wyjątkowych chwilach, bezlitośnie zalewanych teraz przez komercję i komsumcję, umieli przede wszystkim odnaleźć Magię i Miłość, a wtedy Święta pełne będą małych cudów. Niechaj nie zabraknie białego puchu, ciepła kominka i wielu niespodzianek, a każdy choćby przez krótką chwilę poczuje się naprawdę szczęśliwy. Wesołych Świąt!

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

...and the winter came

2010-11-30 00:17:40

Czy bajki są tylko dla dzieci? Czy magia jedynie dla naiwnych? Może. Ale nawet jeśli należy mnie w takim razie zaliczyć do bytów niższych i bardziej ograniczonych, wierzę w czary. Nie te co prawda za pomocą różdżki sprawiane, choć i Harry’emu Potterowi pozwalałam się czasem przemknąć po moim świecie. Jednak przede wszystkim wierzę w magię nieskompilowaną, a w swej prostocie potężną. I ponieważ czas po temu robi się coraz bardziej stosowny, zwiastując cichym pobrzękiwaniem dzwoneczków nadchodzący grudzień i obietnicę Świąt, pewnie jeszcze o tym napiszę. Pewnie nie raz. Dziś zaś właśnie bladoróżowy, nieśmiały świt przypomniał mi o obecności magii w moim życiu. Bo oto otworzyłam oczy i zrozumiałam, że obudziłam się w baśni. Krainie Królowej Śniegu. I na chwile czas się zatrzymał, zupełnie jakby zmamroził go pierwszy oddech poranka, albo zauroczył blask wschodzącego słońca, przeglądający się w zwierciadłach płatków śniegu. Bałam się poruszyć, by nie spłoszyć Czarów. I tak stałam, wpatrzona i zadziwiona, jakby zima przyszła do mnie pierwszy raz. Czy to nie magia?

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Okrągły rok

2010-11-24 17:55:19

Chociaż ja raczej powiedziałabym, że był bardzo kanciasty, niczym dziwaczny wielokąt, z trudnymi do wykreślenia przekątnymi, groźnymi zakątkami, niesymetryczny.Tak, dziś mija już rok, odkąd założyłam tego bloga i jest to dla mnie przedmiotem wielkiego zadziwienia. Nigdy nie udało mi się tyle wytrwać w prowadzeniu elektronicznego pamiętnika. Nie mówię, że pisałam wiele istotnych rzeczy, że pisałam wiele, ale jednak pisałam. Czasem rzadziej, czasem częściej, w zależności od kolejnych kątów napotkanych w geometrii mego życia. Założyłam go zaczynając staż, dziś mam prawo do wykonywania zawodu w dłoni. Jakimiklowiek ścieżkami nie biegłby czas, po okręgu, czy innych siatkach geometrycznych wszechświata, zawsze jest niepokonanym sprinterem i zadziwia nas prędkość, z jaką pokonuje kolejne dystanse. Zastanawiałam się, czy nie zostawić tych 12 miesięcy bez komentarza i dalszych dopisków, w końcu miały to być dywagacje stażysty. A jednak miejsce to zaczęło żyć własnym życiem i nie mam serca go opuszczać. Czasem przyzywa mnie magnetyzmem podświadomości do wylania paru słów w przestrzeń, czasem w spokoju pozwala o sobie zapomnieć na długo. Niech zatem jest. Dziś, z pierwszymi spadającymi z nieba płatkami śniegu, życze mu, by przetrwało nadchodzące mrozy i zamiecie. Do wiosny.

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze

O przemijaniu krótka rozprawa

2010-11-14 20:51:30

 

 

Nigdzie nie myślę tyle o czasu upływie, jak w księgarni. Istnieje bowiem taka myśl o przemijaniu, która nachodzi mnie niemal od dzieciństwa. Nie jest to jednak żal za tym, co minęło, ani umartwianie nad niknącą urodą - zresztą w księgarni byłoby to chyba dziwne. Niemniej, kiedy patrzę na książki: kolorowe i szare, małe i duże, coś gdzieś w środku zaczyna mnie uwierać i żal mnie ogarnia niewysłowiony. Że czas się tak śpieszy, że wyścig ledwo się zaczął, a już nabrał tempa... Bo otóż, próbuję objąć wzrokiem regały, tomy i tomiki i wiem, że nie starczy mi w życiu czasu na przeczytanie wszystkich tych książek, które bym chciała. Wielu będę pragnąć, a nawet ich nie dotknę, niektórych nie doczytam, o jeszcze innych nigdy się nie dowiem. Czyż to nie smutne? Potwornie. Kiedy pierwszy raz to zrozumiałam, miałam ochotę się rozpłakać. Jedna z najsmutniejszych prawd, jakie odkryłam. Tyle książek, tyle stron, a czasu coraz mniej. Największym zaś z tego jest paradoksem, że to przecież w ich kartach zaklęta jest wieczność, którą się nie chcą podzielić.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

To już jest koniec

2010-11-09 16:18:58

 

Jesteśmy wolni, możemy iść...

 

A zatem stało się. To już jest koniec. Najprawdziwszy koniec. Rok minął niczym jeden dzień, a ja teraz mogę westchnąć z nostalgią i oddać się tęsknocie za tym, co już było. Bo o dziwo, jednak nie radości, że jestem już wolna. Człowiek to taka dziwna istota, która z rozmiłowaniem ogląda się za siebie. Może to kolejna odsłona słabości pragnienia posiadania czegoś, czego mieć nie można? Nie wiem...

 

Czas na podsumowanie. Przestałam być lekarzem stażystą. Wkrótce złożę dokumenty o Prawo Wykonywania Zawodu i stanę się najprawdziwszym lekarzem. (To dopiero jest surrealizm!) Czas stażu był fantastyczny. Może trochę niefortunnie zbiegł się z moimi różnymi osobistymi i rodzinnymi przypadłościami, ale i tak był świetny. Ktoś patrząc z boku mógłby powiedzieć, że niewiele się nauczyłam i w pewnym sensie miałby rację. A jednak nie uważam tych trzynastu miesięcy za stracone. Zobaczyłam, że mogę lubić tę pracę, że (ba!) mogę za nią tęsknić. Odpowiedziałam sobie też na pytanie, co dokładnie chcę robić w medycynie. Dla mnie to bardzo wiele. Właściwie wszystko, czego po stażu oczekiwałam. Tylko jakoś tak smutno, że to już minęło. Że nie ma i nie wróci więcej.

Ostatnie uściski dłoni, życzenia powodzenia, uśmiechy i całusy. Koniec. Teraz czas zacząć pracować na własny li tylko rachunek. Stać się świadomym i odpowiedzialnym. Mam nadzieję, że mi się uda.

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Blues dla małej

2010-11-07 14:07:16

 

Złotym kobiercem wymosczone góry

Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem 

Buki czerwienią zabarwiły chmury

Z latem się złotym właśnie pożegnałem.

   

  We wtorek w schronisku po sezonie

    W doliny wczoraj zszedł ostatni gość 

    Za oknem plucha i kubek parzy w dłonie

    I tej herbaty i tych gór mam dość.

 

Szaruga niebo powoli zasnuwa

Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści

Pod wiatr pod górę znowu sam zasuwam

Może w schornisku spotkam kogoś z bliskich.

  

  We wtorek w schronisku po sezonie

    W doliny wczoraj zszedł ostatni gość 

    Za oknem plucha i kubek parzy w dłonie

    I tej herbaty i tych gór mam dość.

 

Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić

A czas sobie płynie wolno panta rei

Do siebie tylko już nie umiem trafić

Kochać to więcej z siebie dać, czym mniej.

 

Ktoś umie to zanucić? Albo zagrać na gitarze...?

Wspomnienia to kraina prosto z baśni. A kiedy wracasz do niej przy trzasku ognia w kominku i dzwiękach gitary, chcesz w niej zostać na zawsze. Ja chciałam. W pewnej drewnianej chatce, nie za wysoko w górach, ale na polanie o pięknie pachnącym, czystym powietrzu, odbył się "Strych Muzyczny"  z motywem przewodnim powrotu do przeszłości. Nie było ważne, kim się dziś staliśmy - lekarzami, geodetami, biznesmenami. Liczyło się tylko, że mamy wspólny mianownik, że wciąż możemy bez skrępowania usiąść w swoim gronie i zaśpiewać, podczas gdy stare wspomnienia uwolnione z dawno zapomnianych obszarów naszej pamięci magiczną formułą blasku ognia tańczyły między nami, niczym migoczące cienie na ścianie.

 

Szelest kartek sfatygowanych śpiewników przywoływał stare historie. Romantyczne, śmieszne, trochę straszne. Na ustach wszystkich błąkały się nieobecne uśmiechy tych, którzy nagle przypomnieli sobie o skrywanych niegdyś tajemnicach i małych sekretach. Tak, pożółke, nieraz zamoczone i przybrudzone kartki pamiętają więcej niż niejeden mógłby przypuścić. Swoisty dziennik cudownych lat. Mapa do skarbu.

 

Zagrajcie nam, może się cofnie czas, do tamtych dni z naszych marzeń... I zagrano, a czas usłuchał posłusznie, zabrał nas na wędrówkę do chwil beztroskich, pełnych nieskomplikowanego szczęścia i wrażeń. Tam, w małej chatce, ze znajomymi z dawnych lat, jedząc duszonki, grzejąc się przy ogniu i śpiewając, czułam się szczęśliwa, jak od bardzo dawna nie miałam okazji. Mój uśmiech był szczery i płynący z głębi serca. Czułam ciepło, jakby ogień ogrzewał również moją duszę i głęboką wdzięczność, za te wszystkie cudowne wspomnienia.

 

A potem, gdy noc zapadła, jesienna, głęboka, pachnąca górami, zaśpiewaliśmy ""Czarnego bluesa..." i poszliśmy spać. By rano móc wstać i przeżyć kolejne chwile, godziny i dni, które pewnego dnia również zamienią się we wspomnienia.


Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem

Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów

Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie

Myślałby kto, że rodem z Manhatannu

Czwarta nad ranem...

Może sen przyjdzie

Może mnie odwiedzisz

 

Czemu Cię nie ma na odległość ręki

Czemu mówimy do siebie listami

Gdy Ci to śpiewam u mnie pełnia lata

Gdy to usłyszysz będzie środek zimy(...)

 

Już piąta

Może sen przyjdzie

Może mnie odwiedzisz

 

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

[*]

2010-11-02 22:06:40

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Jesienne spojrzenia

2010-10-27 21:45:52

 

Postanowiłam sobie zrobić dziś tę przyjemność i pójść powdychać jesień. Powłóczyć się po ulicach, brodząc w złotych liściach i rozkoszować się ich szelestem pod butami. Pozwalać ostatnim promykom słońca potykać się o moją skórę i dostrzegać ich grę w koronach drzew. Uspokoić oddech, przysiąść na ławce, odpocząć z na wpół przymkniętymi oczami. Cisza...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Marzenia

2010-10-26 20:43:45

Październik powoli odchodzi i płacze, osnuwa ulice mglistą melancholią. A ja siedzę przy ciepłej herbacie, wsłuchana w ciszę samotności i myślę o tym, jak wszystko mija i się zmienia. Jeszcze przed chwilą zaczynałam staż, żeby nie powiedzieć studia. Dziś na palcach jednej ręki mogę policzyć dni do momentu, w którym otrzymam świadectwo pracy i bezpowrotnie zamknę drzwi beztroskiego okresu mojego życia. Nie mogę w to uwierzyć.

 

Tymczasem, z wielu powodów, odsunęłam od siebie Decyzję. Tym razem nie uczestniczę w wyścigu, nie umieram z nerwów, nie miewam bezsennych nocy. A przynajmniej nie z tego powodu. Mam na myśli specjalizację. Dałam sobie czas do marca. Nie złożyłam żadnych papierów, potrzebuję głębokiego oddechu. Przy okazji jest też ktoś, kto potrzebuje mnie bardziej niż wszyscy inni. I na tym się skupię.

 

Ponadto, obok wszystkich końców i początków, obowiązków i powinności, postanowiłam po raz pierwszy sięgnąć świadomie po swoje marzenie. Nie czekać, stać z boku, zaklinać w myślach, aby się stało, przyszło i spełniło. Nie. Czasem marzenia są w zasięgu naszej ręki, ale to do nas należy pierwszy ruch. Ja go wykonałam.

 

Jedni się śmiali, inni dziwili, część dyskutowała, próbując mnie przekonać, że to nierozsądne i głupie. Nie dałam się przekonać. Czasem trzeba mieć swoje zdanie. I być nieugiętym. Marzyłam o tym od dziecka i niedawno doszłam do wniosku, że nie chcę się zastanawiać, co by było gdyby. Chcę wiedzieć. I tak oto znów jestem studentką pierwszego roku. Co prawda nie studiów stacjonarnych, na które z powodów oczywistych nie mogłabym już sobie pozwolić, ale może to nawet i lepiej.

 

Kiedy przekraczałam próg uczelni, czułam się jakbym była świadkiem magii. Poranne, jesienne słońce zalewało starą brukowaną uliczkę, a ja nie mogłam się nie uśmiechać, kiedy stukały mi na niej obcasy. Kamienne schody, nieznajome twarze i nowy indeks, carte blanche do spełniania marzeń.

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

Międzyczas

2010-10-17 00:01:51

Utęsknienie. Czy znajduje się w rejestrze chorób? Ma swój specjalny tajny kod? Bezosobową kompilację literek i cyferek? Nie... choć powinno. Jest przecież zupełnie jak choroba. Nie wiem, czy to tylko jesień, czy raczej splot zdarzeń, czasu i miejsca. Czy ta mgiełka, która delikatnie snuje się wokół mnie to moje myśli, czy może zadumany październik.

Ostatni czas był dla mnie trudny, ale jednocześnie nie miałam chwili na spokojny oddech. Jak to jednak powiedział mój brat, wszystkiego się można doczekać. I kiedy słowa te urzeczywistniły się i dla mnie w postaci długo oczekiwanego weekendu, ogarnęła mnie fala tęsknoty. A właściwie utęsknienia. Czegoś więcej niż tylko tego słodko-gorzkiego smutku na dnie duszy, a raczej stanu, który obejmuje całe ciało od koniuszków palców po kosmyki włosów nieporadnie opadające na oczy.

Tęsknię nie tylko za mężczyzną, który wypełniał ostatnie dwa lata mojego życia. Tęsknię za latem, które odeszło. Za słońcem w oczach moich bliskich. Za czasem, kiedy wszystko było proste i bezpieczne. I tęsknię za czymś jeszcze, czego nawet nazwać nie potrafię... A może za kimś.

Nie jest to jednak smutek, malujący wyraźnie czarną olejną farbą przygnębiający portret. Raczej impresjonistyczny, lekko zamglony pejzaż, nad którym w jesienny wieczór można popaść w zadumę. I ja właśnie, wsłuchana w mruczenie kota i owinięta ciepłym kocem, dumam sobie, nad sobą i życiem.



 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze