Od czego by tu zacząć będąc młodą lekarką?.. zastanawiam się właśnie, bo sporo pytań i decyzji stoi przede mną, nie tylko zawodowych. Życzcie mi powodzenia!;)
P.S. Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.
Dziś są moje urodziny... ale nawet telefony z życzeniami niewesołe, z każdym zamieniona refleksja nad tymi, którzy zginęli... Smutek i niezrozumienie. Trwam...
„(…) bo pieśń nim dojrzy, człowiek nieraz skona, a niźli skona pieśń, naród pierw wstanie (…)”
Dziś rano, jak przystało na stażystę na internie poszłam zmierzyć ciśnienie naszym 15 pacjentom. Zaszłam do starszej Pani, która na oddziale leży dość długo i kojarzy, że jestem stażystką i się uczę. Rzecze więc:
- Pani, to musi się wszystkiego dobrze nauczyć! Żeby wszystko wiedzieć. Bo jest Pani podobna..
Skończył się luty, wraz z nim przeminął LEP z jako takim wynikiem oraz pisanie artykułów. Dziś za to minął mój pierwszy tydzień stażu z interny... Uff.. albo raczej pasowałoby powiedzieć O rany! jeszcze 9 przede mną. Siedemdziesięciu pacjentów na oddziale i 3 lekarzy do zajęcia się nimi. Nie muszę chyba dodawać, że moja obecność i pomoc była tam szczególnie pożądana- samo mierzenie ciśnienia 19 pacjentom zajmuje około godziny, nie mówiąc o mniej istotnych sprawach jak np. wypisanie skierowań na badania;] Codziennie kilka godzin na obchodach spędziłam a do tego zaczęłam od nowa chodzić na pilates, więc w tym tygodniu mięśnie nóg intensywnie ćwiczyły:) Mimo wszystko mam satysfakcję z dobrze spełnionych obowiązków;) i odpoczywam przy trójkowej muzyce pod kocykiem;)
Oto fragment z jednej z dla mnie hm... kultowych książek.. ale nie będę się rozpisywac dłużej, gdyż bohaterowie tej powieści "o swym wnętrzu z nikim nie mówią, wiedząc, że to innych nie zajmuje."
Kto wie co to za powieść?
"O starodawnym, bo jak bór odwiecznym rodzie mowa tu będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości, boć to nie ród ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli. Z rodu tego był poeta, co w Helladzie wyśpiewywał mit Pana i Faunów, i ten, co stworzył Baldura w Skandynawii, i ten ich krewniak duszny, co w obchodzie religijnym Ariom dał Kupalną moc czarowną. I patrona swego ów ród ma, gdy ludzkość weszła w Pana Jezusowego szeregi. Ich duszę miał, z ich rodu był słońca miłośnik i śpiewak, ptasząt i ryb kaznodzieja, wszelkiego stworzenia przyjaciel, seraficki święty Franciszek. Mędrców i uczonych mają w swym rodzie i pozornie teraz wchłonięci w miliony ludzkości, zachowali przecie odrębność i właściwość swych leśnych dusz."
Postanowiłam sobie zrobić przerwę pomiędzy pytaniem o wskazanie do leczenia operacyjnego tętniaka aorty brzusznej(5cm) a wskazanie do leczenia operacyjnego złamania Collesa(złamanie niestabilne)! Jakoś tak zaczynają mi się mieszać skala Forresta z Fontaine’a, nie mówiąc już o Killipa-Kimbala, nasilenia duszności MRC czy Karnofskyego... Przynajmniej nazwy pamiętam;] Moje szycie skóry po torbieli włosowej ładnie się zagoiło, jeszcze zeszyłam skórę po cholecystektomii i drugiej torbieli włosowej i staż z chirurgii na tym się skończył.
Ten tydzień upływa mi na siedzeniu nad biurkiem i próbach wtłoczenia czegokolwiek jeszcze do głowy, co może okazać się przydatne w sobotę. Nie jest to trudne bo gdzie nie otworzę np. Herolda to prawie same nowe rzeczy napotykam, choćby już tam były własnoręcznie przeze mnie zrobione zakreślenia markerem sprzed prawie 2 lat. Stażuję teraz na internie, tzn. 2 dni tam byłam a wrócę z powrotem dopiero w marcu. Przez dwa dni to widziałam niewiele, ale lekarze zdają się być naprawdę mili i konkretni, za to najadłam się pączków "tłustoczwartkowych" również w piątek;)
Siedzę teraz nad tymi medycznymi papierami a przypomina mi się co jakiś czas opowiadanie Nabokova, którego końca nie znam a jestem bardzo ciekawa. Siedziałam czekając na mojego R. w Empiku w sobotę i zaczęłam poczytwać tego genialnego moim zdaniem autora- "List, który nigdy nie dotarł do Rosji i inne opowiadania". Jakąś zdaje mi się mam podobną wrażliwość... sposób postrzegania rzeczywistości. Nie zdążyłam doczytać jednego opowiadania i teraz czekam na ciąg dalszy z dużym zainteresowaniem.. Takie mam postanowienie, że sprzedam książki, które w przygotowaniach do egzaminu mi towarzyszą, bo już patrzeć na nie nie mogę i mnie wykręca.. Sprzedam je i kupię za to 2 tomy opowiadań Nabokova:) Myślę, że to dobry plan:)
Czas chyba powrócić do leżących obok stosów z wiedzą(brrr...), zwłaszcza że herbatka się już zaparzyła:)
Ja, która zawsze zarzekałam się, że nie będę szyć i unikałam na studiach sali operacyjnej jak mogłam, asystowałam dziś do operacji i zaszyłam skórę i to w chorobie dość często spotykanej w testach, za to rzadziej w życiu czyli w torbieli włosowej. Niesamowite uczucie, cieszę się, że się odważyłam:) Swojego rodzaju katharsis.. Taki stres, adrenalina, trzęsące się ręcę a potem ulga, że się to zrobiło i że się udało... Mam nadzieję, że się dobrze wygoi:) Przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Pewnie niektórzy z Was je dobrze znają, i to w dużo szerszym zakresie. Dla mnie to coś zupełnie nowego i chcę cieszyć się tym odkrywaniem.
Dziś siadam do pisania zmęczona po weekendzie;)... Niestety człowiek się zaangażował w LEP-owanie czyli kurs przygotowujący do LEP i teraz chodzić trzeba z nadzieją, że warto. A dzisiejszy dzień do temu sprzyjających nie należał- raniutko gdy wyszłam na pociąg, w mieście prawie że żywej duszy nie można było spotkać, choć pięknie było: cicho, bielusieńko i tak spokojnie, Słońce wschodziło.. Wbrew najgorszym przewidywaniom pociągi się nie opóżniły i sprawnie dałam radę pojechać i wrócić, po drodze doczytywując "Baltazara i Blimundę" Jose Saramago. Ciekawa książka.. Napisana jakby.. hm.. komuś się nie chciało zbyt skupiać na jakości tego, jak mówi i tylko powtarzał, odtwarzał przebieg wielu sytuacji. Nie do końca jednak, mimo tego, że ciężko się czytało co jakiś czas trafia się na perełkę słowną, taki fragment, który zachwyca swoją prostotą, prawdziwością i odkrywczością jednocześnie. Jest to podobno wg osoby, która mnie obdarowała najpiękniejsza książka o miłości, ale nie romans. Wzruszająca.
Co do słowa pisanego, to miło jest zobaczyć swoje wytwory napisane i wydrukowane na papierze przeznaczonym do czytania przez innych, choćby gazeta miała nakład 1,5-tysięczny. Dostałam od wydawnictwa dwa egzemplarze i mogę się teraz cieszyć;)
Mam nadzieję, że przeziębienie mnie nie rozłoży, jutro znów do pracy. A praca w lekarskim odbywa się np. w rytmie tang Astora Piazzoli czy też wielu innych utworów, także kształcę się nie tylko medycznie;)
Dziś dzień Orkiestry...:) Moje pierwsze wspomnienia z nią związane są z czasu kiedy liczyłam 9-10 lat a "dostanięte" serduszko przykleiłam na lampkę na moim biurku, tuż obok Alfa;] Wtedy się różne rzeczy oklejało;) Zabierając zdanie w tej sprawie muszę powiedzieć, że popieram. Tak naprawdę nie wiem co i jak, jak rozliczane są pieniądze itd. Wiem jednak, że sprzęt dociera do szpitali i korzystają one z niego. I to chyba najważniejsze:)
Wczoraj z R. byliśmy u przyjaciółki mojej D. i we czwórkę graliśmy w gry planszowe. To dobra na zimowe wieczory, niedawno odkryta przez nas rozrywka:) Kupiłam D. na urodziny grę Wilki i owce i ona wczoraj królowała(gra;). Nieźle się przy tym namyśleliśmy, najwięcej przy doczytwaniu zasad gry. Potem budowaliśmy zagrody z owcami. Po takiej rozgrzewce przystąpiliśmy do Rummikuba. Coś mi się zdaje, że następnym razem będzie poker, R. już to forsował;).
Chciałabym pisać bloga otwartego. Bloga osobistego, takiego, w którym można zawrzeć kto przyszedł, kto przyjechał, co powiedział i co mnie boli najbardziej... Ale.. chyba się nie uda.. Dużo zagmatwania w moim życiu i ciężko to wszystko wstukać klawiszami. A może nie? Może gdyby to wszystko opisać byłoby lżej?? A może ktoś pomógłby?? Nadzieja.. Pozostanę przy niej, gdyż tylko upór i spokój wewnętrzny pozwoli uporządkować wszystko:) I tylko proszę Was, żebyście życzyli mi abym pod koniec tego roku mogła już opisać wszystko:)
Piszę to wszystko słuchając tej, świetnej na obecną porę roku i pogodę piosenki:)
Sporo już czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu.. Złożę to na karb niesprzyjających warunków atmosferycznych i małej ilości światła. Teraz już zima nadchodzi za słotną jesienią i słońce będzie świeciło;)
Od tego czasu zmieniłam już oddział i stażuję na ginekologii. Codziennie łezka mi się w oku kręci kiedy widzę nowo narodzone dzieci:) i widzę ulgę i jednocześnie zatroskanie na twarzach świeżo upieczonych mam. Coś niesamowitego. Dzieciaki zazwyczaj nie prezentują jakichś poważniejszych chorób i szybko wychodzą do domu. Praca na takim oddziale noworodkowym to sama przyjemność;] takie mam wrażenie.
Do tego zabiegi, wyłyżeczkowania, nacięcia ropni gruczołu Bartholina... Torbiele czekoladowe- same ciekawe rzeczy;)
Ostatnio trafiłam na taki fajny obrazeczek w gazecie- reklamę serwisu otopraca.pl. Mi przed oczami od razu stanęły wakacje 2 lata temu, kiedy pracowałam jako telemarketer/ankieter siedząc właśnie w takich "prawie że samiusieńkich" boksach.