Tęsknota...
2009-03-25 22:28:58
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Nie pamietam, kto to powiedział, ale był mądry.
Strasznie tęsknie za zawodem. Chociaż czesto też miałam już tego dosyć. Budzenia się w nocy z dźwiękiem dzwonka w uszach - w domu, gdy w końcu mogłam przyłożyć głowę do poduszki, której nie było w pracy. Ale teraz mam już zdecydowanie dość papierów. Mam ochotę to walnąć i zapomnieć to, co wiem. Tęsknie za upierdliwością pacjentów, za problemami, które dotykają lekarzy. Naprawdę.
I chętnie bym wróciła... Tylko, kto wyleczy moją astmę i kosmiczną alergię na rękawice każdego rodzaju...
Ostatnio głowę mam jak balon. Czas przelatuje pomiędzy palcami, a ja jakby czekam na jakiś cud. Każdy ma chyba takie dni. Dni takiego spowolnienia - gdy po prostu chce przetrwać. Żeby to jakoś minęło.
Mając w myśli słowa piosenki - wszystko ch*... Kuba to jednak łebski facet...
czytaj resztę »Nie mam nic...
2009-03-24 20:58:34
Jeśli nie mogę kochać i cieszyć się tym co mam...
Jeśli każdego dnia myślę, że mogłabym być lepsza, ale nie mogę wykrzesać z siebie tego, co lepsze...
Jeśli wydaje mi się, że mi zależy, a potem wszystko psuję... Tak dla zasady, bo boję się uwierzyć...
...to kim jestem?
czytaj resztę »Powrót Smoka
2009-03-16 21:08:33
Jutro wielki dzień - powrót Smoka.
Może Smokowi należałby się szacunek, ale nie potrafię go już z siebie wykrzesać. Wszystko przez to, że Smok kiedyś bardzo mocno wtrącił się w moje życie i to mnie wkurzyło. Nie lubię, jeśli ktoś w sposób nieuzasadniony wydeptuje na mojej drodze rowy wielkimi buciorami. I za wszelką cenę stara się wszystkich wokół siebie upokorzyć.
Może Smok nie zdaje sobie sprawy, że tak naprawdę nikt go nie lubi. Ale ludzie uśmiechają się w twarz, a za plecami gadają. Robią coś dla niego, ale tylko ze strachu, albo, żeby się odpieprzył wreszcie. To nie fajne. Ale Smok sam sobie jest winien. Traktuje ludzi jak śmieci. Przywłaszcza ich pomysły, pomiata tymi, którzy są zaangażowani w sprawy. I uważa, że zawsze ma świętą rację. A jeśli krzywdzi ludzi, to myśli, że robi to dla ich własnego dobra. Poza tym, wszyscy muszą wiedzieć, że praca to wszystko. To wszystko, co się ma na świecie i nie ma nic ważniejszego. Rodzina - nic, przyjaciele - nic. Praca to jest coś. I nie ważne, że ktoś ma inne priorytety. Jeśli ma inne i się nie zgadza ze Smokiem, to ma problem. A największy problem ma, jak pokaże Smokowi, że sie z nim nie zgadza. I zrobi coś po swojemu. Wtedy Smok będzie go deptał, aż zadepcze na smierć. Smok zrobi wszystko, żeby postawić na swoim. W imię dobra własnego, ale i z przekonaniem, że i dla dobra buntownika. Bo każdy kto pogwałci smoczą rację, jest buntownikiem. I ja nim jestem. Z wyboru. Bo chciałabym wreszcicie, żeby przedstawicielem stada został nie ktoś z mianowania, raptem po miesiącu siedzenia w smoczym gnieździe, ale ktoś, kto zna to gniazdo i jego zwyczaje od lat. Procesy, ludzi i w ogóle. Ktoś, kto kocha świat i istoty na nim zamieszkujace. Kto potrafi wyciągnąć ze stada najlepszy potencjał i iskrę nadziei. A nie będzie srał we własne gniazdo...
Miejmy nadzieję, że kiedyś Smok przejrzy na oczy. Albo chociaż jeśli sam czegoś nie ma, to chociaż pozwoli to mieć innym i przestanie innych nienawidzieć za to, że mają inne wartości niż praca.
czytaj resztę »Nowy dzień
2009-03-12 10:02:04
Dzień zaczął się słonecznie. Ale z małymi chmurkami, bo niechcący zdrażniłam Szefową. Daję słowo, że nie miałam takiego zamiaru. Ale tak jakoś wyszło...
Martwi mnie tylko, jak zareagują moje Szefowe na informacje, które być może będę musiała im jutro przekazać. Gorzej, jak dowiedzą się od kogoś innego, a nie ode mnie. Ale tego ryzyka akurat nie jestem w stanie wyeliminować... Czas pokaże.
Wielki Płatnik, to jednak bardzo dziwna instytucja. Kiedy myślę, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, to zachodzi coś, co jednak mnie zaskakuje. I jak tu powiedzieć, że ta praca nie jest ciekawa... Zaczynam jednak coraz bardziej tęsknić za problemami pracy zwykłego lekarza - nie urzędnika. Rozterki po jednej i drugiej stronie mają zupełnie inny charakter. A jednak jak znajduję się po jednej stronie, to myślę, że ta druga jest lepsza. Bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, jak powiedział jakiś mędrzec. I tak jest. Wiem to.
Życzę każdemu lekarzowi daru podejmowania właściwych decyzji. Każdy z nas prowadzi codziennie swoje małe bitwy i codziennie podsumowuje, jak po tej bitwie wygląda sytuacja w prowadzonej wojnie. Wojna z życiem, pracodawcą, czy pacjentem toczy się nieustnnie i nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Walka jest nieodłącznym towarzyszem życia. I zawodu lekarza. Każdy kto wybrał ten zawód poza wojną życia, musi prowadzić co najmniej dwie dodatkowe wojny. Czasem jest ich znacznie więcej, bo nieraz prowadzi się osobną wojnę o każdego pacjenta. Na pewno zawód lekarza wymaga od nas więcej więcej niż każdy inny zawód i temu nikt nie może zaprzeczyć. A realia w naszym kraju potęgują strasznie siłę i skalę tych wojen. Tylko, czy kiedyś nie powiemy w końcu: dość? Bo ile można walczyć o życie swoje, pacjenta, o rację? Czy kiedyś wojna zabije powołanie? U niektórych zabiła - prawda? Każdy z nas ma takich kolegów. I jest świadkiem umierania nie tylko ciała, ale i duszy...
czytaj resztę »
Coś
2009-03-11 23:30:43
Uważaj o czym marzysz, bo Twoje marzenia mogą się spełnić.
Mądre...
Dzis spotkało mnie coś dziwnego. Coś, czego sie w ogóle nie spodziewałam. Coś, czego jeszcze niedawno bardzo chciałam, a teraz jak to się stało faktem, to... zwątpiłam. Czy ja tego naprawdę chcę?
Nie ma co się łudzić, nikt nie robi niczego bezinteresownie. Pewnie stałam się obiektem interesu i to tylko kwestia czasu, kiedy dowiem się jakiego. Raczej na pewno nikt nie chciał bezinteresownie docenić mojej wiedzy... Czasem jestem po prostu naiwna.
Wczoraj dzwoniłam do Siostry. Pierwszy dyżur - pierwszy zgon. Jakaś masakra. I własnie dlatego wolę mój "hardkor" od interny.
Dobrej nocki - życzę wszystkim, którzy tu czasem zaglądają ;-).
czytaj resztę »
Dziękuję
2009-03-06 10:22:43
Dziękuję osobom, które wpisały tak optymistyczne komentarze. To i rozmowa z mężem trochę mnie "wyciagnęły". Wkurzyłam się tylko, że po przeczytaniu przeze mnie te komentarze zniknęły (kurde, kurde, kurde). Chyba nie rozumiem jeszcze do końca działania opcji tego bloga... Czy ktoś wie, jak skontaktowac się z administratorem?
Ha - już wiem co sie stało. Zrobiłam teścik i wszystko stało się jasne. Wcześniej na to nie wpadłam... Po prostu tak działa tzw. moderacja komentarzy. Tylko dziwi mnie, że jak się nie odznaczy kropeczki, to komentarz znika na zawsze. Kropeczka jest ustawiona domyślnie na zablokuj i potem nie można cofnąć tej opercji. To trochę bez sensu... Natomiast odblokowany komentarz (jeśli zmieni się ustawienie kropeczki) zawsze można zablokować. Dlaczego więc, nie jest tak z komentarzami zablokowanymi? Nie powinny od razu zostawać wykasowane, tylko w każdej chwili powinny dać się odblokować. Zamiast "zablokuj" powinna być notka "usuń" w takim razie, bo wprowadza się w błąd użytkownika bloga... No i szkoda mi teraz takich miłych wpisów. Czy ktoś wie, czy i jak można je odzyskać?
A - nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że tak de facto personalia na blogu nie są ukryte. Niby jest opcja ukryj dane, ale nazwisko każdego z nas pięknie się wyświetla po najechaniu na zakładkę bloga... W końcu jeśli ktoś chce być anonimowy, to powinien być. I powinno to być chronione i sprawdzone pod każdym względem. Jednen kolega już coś na ten temat pisał. I w końcu chyba przestał prowadzić bloga, bo nie widze nowych wpisów...
I jeszcze jedna wada - przy tworzeniu nowego wpisu - jeśli zazanaczy się opcję - zapisz jako roboczy, wpis mimo to zostaje opublikowany. Dopiero wejście w zarządzanie wpisami na blogu daje możliwość deaktywacji tego wpisu i staje się dopiero wtedy wpisem roboczym...
Dobrze byłoby, gdyby te opcje poprawiono. Znalazłam adres mailowy - chyba podeślę to jeszcze do administratora. Skoro stworzono taki fany serwis, to powinien działać bardzo profesjonalnie ;-). Bo o to chyba chodzi.
Pozdrowienia dla osób, których komentarze niechcący wykasowałam...
czytaj resztę »Frustracja
2009-03-05 17:02:59
Przeczytałam dwa artykuły i tak mnie coś dźgnęło. No i dodatkowo jeszcze te Internetowe Targi Pracy. Co za farsa. Zaznaczam, że wszelkie podobieństwa do rzeczywistości są tu po prostu przypadkowe. Pracuję w miejscu, które jest prawdziwą oazą rodzinnych koligacji (albo innych powiązań). Wystarczy poszperać w necie i zlustrować choćby pojawiające się ogłoszenia o pracę. Chociaż to wcale nie jest takie oczywiste, jak się nie ma dostępu do książki telefonicznej pracowników. A ustawowy sposób zatrudniania (art. 107 ustawy) da się obejść bardzo łatwo. Najpierw zatrudnia się taką "rodzinną" lub znajomą osobę na zastępstwo albo na umowę zlecenie (ustawa nie wymaga tu publicznej publikacji ogłoszenia). Ta osoba poznaje sobie wtedy przez jakiś czas pracę. Potem pyta się Urząd Najgłówniejszy, czy można ogłosić formalny nabór na to stanowisko. Urząd Najgłówniejszy się zgadza, a wcześniej przyuczona osoba wygrywa konkurs, bo jest najlepszym kandydatem na to stanowisko. Przecież ma doświadczenie, zna specyfikę tej pracy i formalnie jest najlepsza. I tak to się robi u Wielkiego Płatnika. To, że nepotyzm jest wszechobecny, jest całkiem normalne. Poza tym, wszędzie się trąbi, że w Kontroli brakuje lekarzy. A tak na dobrą sprawę g… to kogo obchodzi. Tych, co już tu pracują chce się skłócić. Rozsiewa się ploty, kto ile zarabia i od razu każdy patrzy na siebie spode łba. A tego jak jest faktycznie nikt nie wie. Ale wracając do braku lekarzy w Kontroli – jakoś się to kręci bez nich. Jeszcze. Zachęcam Świadczeniodawców do monitorowania składu zespołów kontrolnych. Ale przedtem dokładnego przestudiowania art. 64 ustawy. I przede wszystkim zachęcam do czytania instrukcji, które są zamieszczone na stronach internetowych Okręgowych Izb Lekarskich, a także Porozumienia Zielonogórskiego. Jest tam dokładnie wyjaśnione jak postępować w trakcie kontroli. Tam przynajmniej można bez problemu znaleźć wszystkie zarządzenia i inne jawne dokumenty, które bardzo często ciężko jest wydobyć z rodzimej strony Płatnika (no poza ustawą). Osobiście wolę edukację niż bezcelowe szarpanie się z kontrolowanym. To, że niektórzy kradną (bo trzeba to nazwać po imieniu), to fakt. Ale część działa na niekorzyść pacjenta i nas wszystkich, ponieważ przepisy są niejasne i nieprecyzyjne. I to też g… kogo obchodzi. Kontynuując wątek lekarzy – żaden normalny lekarz nie pójdzie pracować do administracji. Chyba, że jest na coś chory i nie może pracować w zawodzie. Albo jest emerytem i chce sobie dorobić. Tacy właśnie jesteśmy. Ale kocham tą ekipę, te pielęgniarki, magistrów, lekarzy. Bo to my jesteśmy do czarnej roboty. Tu u Wielkiego Płatnika. I tak naprawdę nikomu nie zależy na tym, żeby to zmienić. Przy tym zakresie obowiązków i takiej płacy będzie nas coraz mniej. Tych, którzy wytrzymają prawdziwe siedzenie w papierach i patrzenie na tą popieprzoną rzeczywistość. Zostaną same koligacje i nepotyzm. Przyjmowani są natomiast do pracy czasem ludzie z bardzo dziwnym wykształceniem (jak na tą branżę). I nie wątpię, że czasem są potrzebni, ale… ktoś powinien bardzo wnikliwie przestudiować zakresy obowiązków na poszczególnych stanowiskach. Co do podwyżek – jeśli kogoś boli, że człowiek, który stara się dobrze wykonywać swoją pracę zarabia tyle, na ile zasługuje, to trudno. Owszem jeśli jest się z tych, co mają szczęście być w Układzie, to taka praca może się wydawać całkiem przyjemna i dochodowa. Ale jeśli robi się coś, co potem naraża ciebie i twoją rodzinę na jakieś niebezpieczeństwo, to chciałoby się zarabiać więcej niż tamci. Kontrolowanie innych nie jest łatwą pracą. Szczególnie w realiach u Wielkiego Płatnika. Potem masz na głowie prokuraturę i nie wiadomo, co jeszcze. Przestępcy znają Twój adres, a ostatecznie twój zakład pracy i tak najczęściej idzie na ugodę ze złodziejem. To bardzo budujące. Tym bardziej, że za odzyskane publiczne pieniążki nie ma żadnej gratyfikacji. Jak w co poniektórych innych urzędach. Codziennie przekonuję się, że to nie jest praca dla mnie. Co więcej – dla żadnego uczciwego człowieka…
Depresyjka
2009-03-05 15:03:32
Tak sobie myślę - czy ludzie bez marzeń i pragnień nie są czasem szczęśliwsi? Nieświadomi swoich możliwości, żyją z dnia na dzień, nie wymagając nic od życia. I od siebie. Wtedy świat staje się zupełnie prosty i nieskomplikowany. Kiedyś po prostu dam za wygraną. Jestem tego naprawdę bliska...
Z wierszy Kazimierza Przerwy-Tetmajera:
Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie... A wprzód je depcę z żalu tak dzikim szaleństwem, Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę, Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem. I jedna mi już tylko wiara pozostała: Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym - I jedno mi już tylko zostało pragnienie Nirwany, w której istność pogrąża się cała W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie.
Lubię ten wiersz, bo jakoś tak do mnie pasuje...
Po co dążyć do czegoś? Czy staram się coś zmienić, czy miałabym to gdzieś - życie i tak wyznaczy swoją drogę. Bycie kowalem własnego losu wcale nie jest takie oczywiste. Po raz kolejny życie mnie wyśmiało. Po co mam się uczyć, myśleć i marzyć, skoro to nie jest do niczego przydatne? Nikomu. Bo ostatecznie zawsze trzeba się pogodzić z jakąś wersją zastępczą. Zawsze. Bo szczęście pojawia się tylko na chwilę, tylko po to, żeby człowiek zobaczył jak ono wygląda, oswoił się, a potem tęsknił za nim przez całe swoje życie. Jeśli to ma być sens istnienia człowieka, to mnie się on nie podoba. Bo w ogóle kim jest człowiek? Wychodzi na to, że jakąś zhipokryzowaną maszynką, która prędzej czy później doprowadzi ten świat do zagłady. Więc czy żyję w tych czasach, czy żyłabym kiedy indziej, tak jak teraz, czy w innych okolicznościach – jakkolwiek nie patrząc – nie miałoby to sensu...
czytaj resztę »
Zakręcona - pokręcona
2009-03-04 00:01:39
No to mnie pokręciło. Okazuje się, że lekarz też pacjent ;-). Zawsze jak potrzebuję pomocy lekarskiej, to zastanawiam się, dlaczego jestem traktowana inaczej, gdy w trakcie wywiadu wyjdzie, że jestem jakby "koleżanką po fachu". Nigdy nie trąbie o tym gdzie pracuję i kim jestem. Przecież pacjent to pacjent. Ale nieraz zdarzało mi się usłyszeć tekst - "to czemu pani nie mówiła wcześniej?". Ostatnim razem wysłuchałam, że wykonanie badań nie jest mi zupełnie potrzebne. A potem koledze było trochę głupio, jak mu powiedziałam konkretnie dlaczego chę je wykonać. Ostatnio robię takie malutkie teściki - jak idę na wizytę, to obserwuję sobie danego medyka. I mam wrażenie, że niewielu lekarzy zastanawia się nad tym, co robią. Pacjent jest traktowany machinalnie, jak rzecz, intruz, który wdziera się do gabinetu i zabiera czas. Koledzy, gdzie wasza pasja, iskierka dedukcji, zainteresowania i ciekawości!? To zatrważające, jak mało czasu poświęca się na zdiagnozowanie, co temu pacjentowi faktycznie jest. Ja osobiście nie potrafiłam przyjąć pacjenta w 10 minut. I dlatego byłam nierzadko obiektem żartów. Ale moi pacjenci nigdy nie opuszczali wizyt, zwykle dzwonili, żeby ją odwołać, jeśli nie mogli przyjść. Ot, co znaczy edukacja. Pacjent wyedukowany to pacjent szybciej powracający do zdrowia. Ale trzeba mu poświęcić więcej czasu... Fakt - ja też traciłam niejednokrotnie cierpliwość. Pamiętam jeden dyżur, gdy kolejka pacjentów wrzała na poczekalni, a ja podjęłam decyzję o przyjęciu bez kolejki pani na wózku inwalidzkim. Skończyło się wezwaniem ochrony i wyprowadzeniem kilku pacjentów, którzy prawie zlinczowali tą kobietę argumentując, że "ta pani choć nie chodzi, to zęby bolą ją tak samo". Zdarzył mi się również brak zrozumienia w momencie, gdy zaraz zgłoszeniu się, przyjęłam poza kolejnością pacjenta z krwotokiem. Rozwaliło mnie, gdy usłyszałam z poczekalni, że "ja tu już siedzę 2 godziny". Krwotok, to ktwotok. Trudno wytłumaczyć to komuś, kto traktuje cię jak robola, który ma natychmiast uleczyć. Bo to się należy. Sory - byłam sama. 4 fotele (i praca na 4), a jeden lekarz na dyżurze. Było nas tylko kilka osób, które zgadzały sie pracować w tym syfie i to jeszcze w nocy i święta. Na NFZ. Totalna porażka. Ale wreszcie sprawa padła - umarła śmiercią naturalną. Pacjenci narzekali na nas - a teraz mają w tym pięknym mieście wojewódzkim do dyspozycji raptem 2 przychodnie, które zpewniają nocną pomoc w razie bólu zęba - i to prywatnie. Jedna jest na NFZ, ale tam to jest dopiero organizacja pracy ;-). I jaki z tego morał? Jak nie będziemy się szanować nawzajem - lekarze i pacjenci, to do kitu to wszystko będzie. Czemu tak jest, że obie strony tego nie rozumieją?
I tym refleksyjnym akcentem - dobrej nocki.
czytaj resztę »