Nowy dzień
2009-03-12 10:02:04
Dzień zaczął się słonecznie. Ale z małymi chmurkami, bo niechcący zdrażniłam Szefową. Daję słowo, że nie miałam takiego zamiaru. Ale tak jakoś wyszło...
Martwi mnie tylko, jak zareagują moje Szefowe na informacje, które być może będę musiała im jutro przekazać. Gorzej, jak dowiedzą się od kogoś innego, a nie ode mnie. Ale tego ryzyka akurat nie jestem w stanie wyeliminować... Czas pokaże.
Wielki Płatnik, to jednak bardzo dziwna instytucja. Kiedy myślę, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, to zachodzi coś, co jednak mnie zaskakuje. I jak tu powiedzieć, że ta praca nie jest ciekawa... Zaczynam jednak coraz bardziej tęsknić za problemami pracy zwykłego lekarza - nie urzędnika. Rozterki po jednej i drugiej stronie mają zupełnie inny charakter. A jednak jak znajduję się po jednej stronie, to myślę, że ta druga jest lepsza. Bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, jak powiedział jakiś mędrzec. I tak jest. Wiem to.
Życzę każdemu lekarzowi daru podejmowania właściwych decyzji. Każdy z nas prowadzi codziennie swoje małe bitwy i codziennie podsumowuje, jak po tej bitwie wygląda sytuacja w prowadzonej wojnie. Wojna z życiem, pracodawcą, czy pacjentem toczy się nieustnnie i nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Walka jest nieodłącznym towarzyszem życia. I zawodu lekarza. Każdy kto wybrał ten zawód poza wojną życia, musi prowadzić co najmniej dwie dodatkowe wojny. Czasem jest ich znacznie więcej, bo nieraz prowadzi się osobną wojnę o każdego pacjenta. Na pewno zawód lekarza wymaga od nas więcej więcej niż każdy inny zawód i temu nikt nie może zaprzeczyć. A realia w naszym kraju potęgują strasznie siłę i skalę tych wojen. Tylko, czy kiedyś nie powiemy w końcu: dość? Bo ile można walczyć o życie swoje, pacjenta, o rację? Czy kiedyś wojna zabije powołanie? U niektórych zabiła - prawda? Każdy z nas ma takich kolegów. I jest świadkiem umierania nie tylko ciała, ale i duszy...
