Rozliczyć się z samym sobą...cz.I
2009-09-24 00:09:36
Jako pacholę małoletnie, uczęszczałem, jak każdy, do podstawówki. Nic niezwykłego, do tej pory to obowiązek, egzekwowany prawnie. Szkoła, jak szkoła. Ale patron! Buda była przesiąknięta atmosferą twórczości tego rudego pół-Żyda z Zaosia i jego kumpli, co to bez "Sturm und Drang!" kroku po Paryżewie zrobić nie umieli. Jeden za młodu złotą farbą się smarował, drugi w hamaku spał-mówili, że oryginał, a nikt nie pomyślał lotnie, że chłop na chleb nie ma...Trzeci się znowu po wiejskich weselach włóczył i te swoje mazurki...
W każdym razie burza i napór były moją indoktrynacją. Przez osiem lat. Tak mi przestroiły psychikę, że w rozumku 15-letniego uduchowionego idioty urodził się chory z założenia pomysł na pomaganie innym. Kierując się gęsto rozlepionymi onego czasu obwieszczeniami (nic niezwykłego w grodzie nadodrzańskim, wszak na bekanntmachung’ach opierała się wiele lat rozsądna administracja tych ziem...)-przekroczyłem próg Liceum Medycznego. Akurat pierwszy raz w historii przyjmowali chłopaków do nauki zawodu. Do "elytarnej" klasy pielęgniarek anestezjologicznych. Kombinat. Same kobity, coś około 800, i 6 smarków jako króliki doświadczalne. Na początek. Nawet BHP powariowało, i do października ganialiśmy siusiu do knajpy na przeciwko, bo normy nie przewidywały oczka toaletowego na 6 sztuk po...głowia. Za mało, a dziewczyny ze swojego pędziły nas precz. Potem się wyprostowało.
Było warto. Dobra szkoła, przemyślana nauka zawodu. I program latami praktyki dostosowany do toku dorastania nastolatków. Żadnego etosu, dziejowego posłannictwa, bajek o powołaniu. Fabryka zawodowców. Uporczywy, wielokrotny trening do dziś przynosi efekty. Zasady, wypracowane wtedy-aktualne są do dziś. Antyseptyka w dobie twardych dysków nie zyskuje innego wymiaru, higiena nie przestaje być higieną w oświetleniu flat-monitorów. Żałuję teraz TAMTEGO szkolnictwa, sposobu nauczania, podejścia do zawodu. Mówiąc to-jestem niepopularny, jestem WROGIEM. Mało-posunąwszy edukację dalej, i uzbierawszy nieco literek na pieczątce (tak przed, jak i pod nazwiskiem)-traktowany jestem jak "ptak, co gnazdo kala..."
To już nie moje gniazdo...Błyski akrylowych tipsów, hiszpańskie kolczyki, coraz modniejszy piercing nosów i brwi, indolencja zawodowa i wygórowane pretensje młodych dam, mających dyplom podobny do mego starego, pożółkłego-są mi dalekie. Niedojrzałe i śmieszne jak one same. Mam czasem ochotę zapytać, zwłaszcza wtedy, kiedy krzyczą o kolejne podwyżki-moje Panie, a może byście najpierw wykonały PORZĄDNIE to, za co Wam płacą, i co wynika z Karty Opisu Stanowiska, obowiązków wobec pracodawcy? Czytuję takie dokumenty z uwagą (takie hobby...). One-niekoniecznie. I nie zawsze ZE ZROZUMIENIEM.
Sprzedawałem swego czasu swoją pracę Zjednoczonemu Królestwu. Zdziwiłem się, jak szybko polskie pielęgniarki przypominają sobie choćby to, gdzie na dyżurze nosi się zegarek...Czyli szkoły jednak uczą STARYCH zasad. Czyli tam, za wodą, można... Za to u siebie-już nie łaska?
Komentarze "na wariata"-niemile widziane. Proszę przeczytać całość, przemyśleć...Zaręczam - TO NIE BOLI.
