Kawa
2010-02-22 20:32:39
Skończyła mi się ulubiona kawa, którą piłam hektolitrami i ze świata marzeń o lekarzeniu znów przywędrowałam do biochemicznego piekiełka. Od zachwytu nad potencjalnymi zastosowaniami praktycznymi zdobywanej wiedzy do ojapierdolęiletego. W złym momencie. Przed dwoma kolokwiami. Wciskam w siebię wiedzę, która bynajmniej nie zamierza tak łatwo dać się wcisnąć, co boleśnie daje mi odczuć szanowny Pan Harper, a jeszcze boleśniej da odczuć Katedra Biochemii. Trochę przeraża mnie wizja posiadania -1 punktu na 14 (po dwóch kolokwiach), jak to zafundował niektórym Szef Katedry, co, jak myślałam, na szczęście mi nie grozi, ale kto wie. Wszystko jest możliwe.
Jako człowiek w medycynie rozeznany niesamowicie i oczytany, strzeliłam sobie ostatnio browarka, zapominając, iż biorę antybiotyki ze względu na choróbsko, które się mnie ostatnio uczepiło. Ogólnie prawie że studenckie życie tutaj kwitnie, może mi się mieszanie leków z alkoholem na mózgowie rzuci i ogólnie z lekka aspołeczna Cellula wyściubi nos z internetowego świata i pójdzie na imprezę, by, jak w domu za starych dobrych czasów, narąbać się i przestać narzekać.
Na razie pozostaje mi imprezować z Harperem i Traczykiem, może Konturka zaproszę, w końcu im większa biba, tym ponoć lepiej. No i pan docent W., który w ramach edukowania młodzieży w zakresie podatności płuc nadmuchuje rękawiczki na wykładzie. Przynajmniej łopatologicznie – tak odpowiednio dla mnie...
czytaj resztę »
