Archiwum: Listopad 2009


Nauka?

2009-11-04 00:30:19

W życiu podjęłam – jak pewnie każdy zresztą - wiele dziwnych decyzji. Jedną z nich było pójście na te studia. Taki z dupy wzięty pomysł w liceum. Bo ciekawy zawód. Bo ambitny. Bo można pomóc. Takie tam. Było o tym zresztą w pierwszym poście.

Teraz się waham. Znowu. Pamiętam, jak rozmawialiśmy w szkole ze studentem medycyny – absolwentem naszego liceum. Opowiadał nam o kołach, straszył nas ilością materiału na pierwszym roku, szpilkami, stresem. Ci, co wybierali się na medycynę mieli błysk w oku – łał, trupy, wielkie księgi, kucie... Takie prawdziwe studencko-medyczne życie! A ja siedziałam przytłoczona tym wszystkim i myślałam sobie „jasna cholera, w co ja się pakuję... W życiu nie dam rady!” W czasie wakacji, gdy już oficjalnie miałam zostać studentką, zajrzałam do Pituchowej i Bochenka, tak dla porównania, obejrzenia, zapoznania się z tym, co będę miała niby umieć. I po raz drugi myśl „w co ja się pakuję...” Ale i tak byłam pełna entuzjazmu: w końcu studentka – to brzmi dumnie :) Entuzjazm minął, nadeszła rzeczywistość. I nauka.

To zabrzmi dziwnie. Może głupio. Może śmiesznie. Może na medycynie to herezja. A może nie. Od początku ile mogłam, starałam się zrozumieć. Siedziałam dłużej nad książkami, czasem kosztem snu, a czasem nienauczonych paru stron, żeby wytłumaczyć sobie: dlaczego. Dlaczego ten mięsień zgina w tym stawie. Dlaczego uszkodzenia tego nerwu powodują to i tamto. Jak idzie ta tętnica, czy razem z nią przebiega żyła, nerw. Anatomii uczyłam się razem z embriologią, podobnie histologii. Rozwojowo, czynnościowo, topograficznie.

Podobnież szeroko opisywanej przeze mnie fizjologii uczę się na logikę. Na logikę, bo jako „ścisłowiec” po prostu nie potrafię tak po prostu wkuć dużej ilości materiału. Owszem, nazwy białek z histologii, część anatomii, tygodnie z embriologii – nie wszystko dało się łatwo wyjaśnić. Ale nad tym posiedziałam i było ok. Owszem, czasem cierpiały na tym moje stopnie, na przykład, gdy na kolokwium z anatomii nie potrafiłam dokładnie wyliczyć mięśni czy naczyń, gdyż miałam mniej czasu na nauczenie się ich wszystkich. Jednak wiem, że dzięki rozumieniu niektórych zagadnień byłam w stanie odpowiedzieć na egzaminach na pytania, na które nie znałam na pierwszy rzut oka odpowiedzi.

Tylko że wiem, iż odwlekam nieuniknione. Że będę kiedyś musiała przysiąść i wkuć na debila te parę(naście, dziesiąt) stron. I że nie dam rady. Bo mój mózg się zbuntuje: o co tu chodzi? Co? Jak? Dlaczego to wygląda tak a nie inaczej? BO TAK. Bo tak ktoś odkrył/nazwał/napisał/zarządził. A ja przez paręnaście lat życia, gdy wiązałam jeszcze przyszłość z naukami ścisłymi, uczyłam się rozwiązywać problemy, uczyć się przez zrozumienie, przez samodzielne myślenie i ewentualne zapamiętanie wzoru czy twierdzenia. Powtarzano mi: nie warto zakuwać, trzeba znać przyczynę! Wzoru najłatwiej nauczyć się, samemu go wyprowadzając.

Jak to się przydaje na medycynie?

Hmmm...

czytaj resztę »

Dodane w studia | Komentarze 1 , zobacz komentarze