Listy
2009-12-06 03:10:37
No dobrze. Wróciłam. Trochę mnie nie było - problemy zdrowotne i problemy uczelniane. Pół Uniwersytetu miało grypę, ja również (chociaż, mając na względzie ostatnie medialno-polityczne szaleństwa, nie powinnam chyba o tym pisać...) W każdym razie leżałam w łóżku, a moja dieta ograniczała się do wpychanego w siebie, bliżej nieokreślonego pożywienia i tabletek na ból głowy. Wybierałam się po jakiś Gripex czy cokolwiek, ale nie miałam siły tyłka ruszać. Przynajmniej na Uczelnię zaglądałam rzadko, więc nie pozarażałam kolejnych ludzi... Chodzą tacy kaszlący, kichający, a później chorzy studenci, wykładowcy i każdy, kto w ten nasz skażony teren się zapuścił. A potem? Kolokwia, zaliczenia, wejściówki, biochemia, fizjologia... I wstawanie co rano. A potem? Potem był kilometrowej głębokości dół i, za namową mojej nieocenionej mamy, czekoladowa terapia :) (a w szafie obcisła spódniczka na Sylwestra już czeka... ojeeej...) A teraz? Regeneruję siły po kolokwium, przepraszam – repetycji, z biochemii, naszego ulubionego przedmiotu. Do tego tygodnia miałam jeszcze nadzieję, że te opowieści o naszej Katedrze Biochemii są chociaż trochę przesadzone. Nadzieja ponoć umiera ostatnia... Moja umarła parę dni temu.
Korci mnie, żeby odpuścić sobie wykłady z biochemii. Albo jestem zmęczona, albo średnio słucham, bo mnie jeszcze trochę po tej grypie w uchu kłuje, w każdym razie slajdologia nie jest dla mnie motywacją... Ale obecnie są z prof. Ś., u którego da się usłyszeć coś poza opisem kolejnego cyklu, który jest na slajdzie, więc chodzę. Byłam nawet na ostatnim wykładzie z biologii, na którym prof. puścił listę... Ludzie panikują, ale podobna sytuacja wystąpiła już w zeszłym roku na jednym z wykładów z histologii i jakoś nikt nic później o owej liście nie słyszał.
Co do list – ktoś z grupy środowej na równie ciekawej jak biochemia filozofii wpisał koleżankę na listę nie zauważywszy, iż jej nazwisko widnieje parę linijek wyżej :) Według mnie jednak szanse, że ktoś się tym wielce przejmie, są niewielkie, jako że dr ślepy nie jest i raczej widzi, że w każdej grupie jest jakieś 10-20 osób więcej niż na sali. Nie zdziwiłabym się, gdyby nagle jedna osoba odnalazła swoje nazwisko na listach z kilku różnych terminów w danym tygodniu...
Słyszałam, że na Politechnice liczą, zdjęcia robią i to i tak nic nie daje. Student to student – zawsze sobie poradzi, jeśli chodzi o opierdalanie się :)

Dodawanie komentarza