Europeistyka

2009-10-09 01:04:36

Rozpoczęła się dziwna, można powiedzieć niepokojąca, batalia z Katedrą Fizjologii. Rzecz tyczy się regulaminu, który jest nie tylko niezwykle zawiły, ale ponoć też mniej korzystny niż w zeszłym roku. Nie wiem jak jest naprawdę, nie wgłębiałam się, ale w opinii starostów konieczna była interwencja i machanie Katedrze przed nosem regulaminem Uczelni. Oby nie była to zbyt pochopna decyzja, bo konsekwencje wojny z Fizjologią mogą odczuć (i pewnie odczują) wszyscy studenci. Trzeba czekać i zobaczyć, jak sprawy się potoczą. Oby w korzystnym dla nas kierunku.

A tak z innej beczki, jakiś tydzień po przeprowadzce dopadło mnie przeziębienie. Jak zresztą wielu innych studentów mojej uczelni. To chyba efekt tutejszych „mrozów”, bo w moim mieście było o niebo cieplej i z przyzwyczajenia przewędrowałam kilka pierwszych dni w dość letnim ubraniu :) Skończyło się bolącą twarzą: najpierw – jak mi się wydaje - V2 i V3, potem V1... Może coś jeszcze z tej anatomii pamiętam? :)

Znajoma, powiedzmy – X, ze stron rodzinnych zadzwoniła wczoraj do mnie, bo pogadać o naszych „drugich rokach” (X studiuje na innym lecz również absorbującym kierunku). W pewnym momencie rozmowa zeszła na naszą koleżankę Y. X poruszona do głębi opowiadała, że Y „prawie w ogóle nie ma zajęć. Parę godzinnych wykładów w tygodniu”. Do tego gdy wraca do domu, ma wolne. Y studiuje europeistykę. To mi przypomniało pewną znajomą z kierunku z serii ”przyjmujemy każdego, kto zdał maturę, tylko błagamy: przyjdźcie!”, która, gdy ją poznałam, uczyła się do piątej (!) poprawki zaliczenia. Chociaż czy się uczyła? Przecież zawsze może zdawać jeszcze raz, a kiedyś musi się w końcu udać...

Ale wiecie, co mnie motywuje? Taki pewien pacjent z moich praktyk. Pacjent psychiatryczny, który trafił na nasz oddział z zupełnie innego powodu. Pacjent, o którym lekarze i pielęgniarki mówili, używając słów rodem ze szkolnego korytarza. Pacjent, do którego przydzielili mnie, studentkę, ponieważ pielęgniarkom nie chciało się pilnować kogoś, kto nie chce leżeć spokojnie, ucieka z sali, i nie słucha poleceń. Czy komuś, kurna, przyszło do głowy, żeby zastanowić się: dlaczego? Czy ktoś nie mógł, zamiast zamykać go samego w sali, poświęcić trzy minuty (tak, tyle czasu to zajęło) by zatrzymać się przy nim na chwilę i wpaść na to, że pacjent po prostu NIE MA POJĘCIA, GDZIE SIĘ ZNAJDUJE? Wystarczyło spokojnie, nie opierdzielając go za to, że łazi po oddziale, jak mu nie każą, wyjaśnić mu, gdzie jest i dlaczego. Do czasu opuszczenia oddziału nie opuścił swojej OTWARTEJ JUŻ sali. Kropka.

Nie twierdzę bynajmniej, że mam powołanie czy coś tam. Słowo to dla każdego oznacza coś zgoła innego i nonsensem jest wykłócać się, kto je ma, a kto nie. Po prostu każdy taki przypadek wart jest tej nieprzespanej nocy, tej bieganiny po dziekanatach, tej gorączki przedegzaminacyjnej... I mam w dupie wszystkich, którzy pomyślą teraz o mojej naiwności, marnych zarobkach czy bluzgających, rzygających pijakach. Mam w dupie roszczeniowych i moherowych. Mam w dupie, bo jestem na drugim roku i jeszcze mogę :)



Dodane w studia

Komentarze: 4

misiek 11.10.2009 r., 22:04
Drugi rok studiów dawno już za mną... Teraz wspominam go dość dobrze, zwłaszcza pod względem integracji grupowej :) Ale nie o tym. Trącisz trochę Judymizmem jak pisze Dziadzia. Cieszę się, że nie jestem w tym osamotniony. Oczywiście nie licząc Muminy i paru innych osób :)
Cellula 10.10.2009 r., 15:11
Dzięki :) Fajnie, że coraz częściej spotykam ludzi, którzy nie utożsamiają podmiotowego podejścia do pacjenta z robieniem za Zosię (?) z "Na dobre i na złe" :) A co do Katedry, to szkoda gadać, ale może coś z tego będzie :)
mumina 10.10.2009 r., 13:03
Ja też jeszcze mogę, choć coraz częściej chciałoby się odpuścić...nie dawaj się i rozmawiaj z pacjentami - moim zdaniem to podstawa dobrej medycyny... coraz częściej chorym narzucane są schorzenia schematycznie...
lilam45@gmail.com 09.10.2009 r., 23:22
Jezeli chodzi o batelie z Katedra Fizjologii, to trudno mi sie do tego odniesc:) Z pewnoscia jednak moge wtracic swoje trzy grosze jezeli chodzi o traktowanie swojej pracy. W dzisiejszych czasach do swoich obowiazkow zawodowych podchodzi sie z wielka "lekkoscia" ujmujac to delikatnie. Kazdy zawod, a juz z pewnoscia zawody medyczne wymagaja szczegolnej cierpliwosci, przeciez chodzi o kontakt z chorym czlowiekiem. Ja wiekszosc swojego zycia spedzilam ze zwierzetami. To moj drugi zawod, dla ktorego zostawilam praktycznie wszystko. Ktos mi kiedys powiedzial, ze bede w niebie pelnic funkcje boskiego koniuszego i nadzorowac opieke nad naszymi bracmi mniejszymi... Nie potrafie sobie wyobrazic, ze moglabym cos "olac", badz... zostawic na pozniej, jak to jest w zwyczaju niektorych ludzi. Wracajac do Ciebie, nie mysl zatem, ze zainteresowanie potrzebujacym pomocy, chorym czlowiekiem jest naiwne, wprost przeciwnie, godne nasladowania. Pozdrawiam i milego weekendu zycze:)

Dodawanie komentarza