Zeszyt w kratkę
2009-10-04 12:55:45
Mieszkam w – powiedzmy – prawie centralnej i dobrze skomunikowanej części miasta. W okolicy sklepy, punkty usługowe i galerie handlowe. Wydawać by się mogło, że człowiek dostanie tu wszystko, jeśli nie w centrum handlowym, to w sklepiku za rogiem. Błąd. Może jako studentka mam zbyt wysokie wymagania, może moje potrzeby są klasyfikowane przez system podaży-popytu jako nieistotne, może zgłupiałam ostatnimi czasy i nie umiem czytać ze zrozumieniem nazw sklepów.
Szukałam zeszytów w kratkę w liczbie pięciu. Zwykłych, A5, 60-80 kartek. Nie w twardej oprawie z trójwymiarowymi rysunkami, z brokatem i Bóg wie czym jeszcze. Nie 200-kartkowych brulionów z mapą świata w środku. Nie 16-kartkowych w kolorowe i świecące linie. Nie z żarówiaście kolorowymi kartkami. Nie... I nie chodzi tu nawet o mój zmysł estetyczny, ponieważ byłam już skłonna kupić zeszyt z jakimś paskudnym pieskiem czy czymś w tym stylu. Chodzi o to, że nie zamierzam wydawać dwudziestu złotych na zwykły zeszyt, bo ma poprzyklejane cekiny, sztywną wkładkę w środku czy kolorowe marginesy.
Chwilami wolałabym już – jak dwie moje koleżanki - mieszkać na zadupiu, gdzie ma się pod oknem Lidla czy Biedronkę. Gdzie można wyjść i w pięć minut kupić zupkę chińską, produkt seropodobny, syfiastą szynkę i zeszyt w kratkę.
Czy ja marudzę?...
