staz
2009-01-13 20:34:21
"Przy całym moim patriotyzmie nie mogę nie dostrzegać, że trudności w nadążaniu polskiej medycyny (i nauki generalnie) za światem nie biorą się wyłącznie z braku środków i niższego poziomu bazy naukowo-badawczej. Obezwładniający jest często stopień polskiego zadufania i przekonanie o omnipotencji, że wiemy wszystko i potrafimy najlepiej. Co najwyżej „coś” nam przeszkadza w sukcesach. Praca za granicą nauczyła mnie pokory i skromności naukowej, co pewnie nie byłoby możliwe, gdybym cały czas pracowała w Polsce."
profesor Maria Siemionow, chirurg transplantolog,Cleveland Clinic. Wywiad z "Przekroju".
http://przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,3864.html?print=1
Ten cytat nie dotyczy tego co jest poniżej, ale bardzo mi się spodobał sposób w jaki Pani Doktor oceniła polskie środowisko naukowe. Ma 100% racji. Samo potwierdzenie tego, jest w tym że na jakichkolwiek konferencjach wciąż widzi się te same twarze i nazwiska prezentujących - może raz na rok zaproszone jest jakieś wielkie nazwisko światowej medycyny. Nie raz, gdy rozmawiałam ze studentami z zagranicy, pytali mnie - "Czyj wykład ostatnio widziałaś? Bo nasza uczelnię odwiedził Nelson". A ja odpowiadam - "prof. Tatoń?". - "Who??" ;)
A my się kisimy w naszych "największych" autorytetach.
________________________________________________
``````````````````````````````````
STAŻ
________________________________________________
Pisanie o tym jak źle zorganizowany jest ten czas ( podobnie zresztą jak połowa studiów medycznych) nie ma większego sensu.
Podam tylko parę przykładów "z życia stażysty":
- znany warszawski szpital ginekologiczno-położniczy. Przychodzimy na 8 rano. O godzinie 8:30 jesteśmy już szczęśliwymi posiadaczami "pieczątek" które równoznaczne są z odrobieniem dyżuru. Nikt z grupy stażystów w której jestem nie ma zamiaru zostać ginekologiem, więc nikt nie burzy się na to, że lekarze i cały personel medyczny całkowicie ignorują nasze istnienie. No może zauważą nas tylko wtedy, gdy trzeba odrobić typową robotę sekretarki medycznej czyli "zrobić wypis". No i może wtedy, gdy zostajemy wyrzuceni z sali porodowej - "bo jest za dużo osób, a państwo to w ogóle kim są?". Zresztą, jeśli ktoś zacznie się o siebie dopominać, może zostać skazanym na dziesięciogodzinne bezsensowne siedzenie na kanapie i łaskawe "puszczenie do domu". I po co ??
- Medycyna ratunkowa. Zapisy na to z której stacji pogotowia będzie się jeździło polegają na tym "kto pierwszy wyrwie kartkę i jak najszybciej wpisze swoje nazwisko". Jak to się kończy ?? Tym, że spora grupa dorosłych, młodych i wykształconych ludzi rzuca się na parę kartek i kłóci jak dzieci z podstawówki. Bo nie można zrobić tego alfabetycznie ?? Wg. miejsca zameldowania lub zamieszkania? Poczekałam obok i zapisałam się na to co zostało.
- Karetki. Dostaliśmy cienkie czerwone spodnie i bluzeczki. Jest minus 10 stopni. Pozostała część załogi ma ocieplane stroje. Ah no i nie ma dla nas kurtek. Kończy się to tym, że każdy jeździ w swoim płaszczu. Dziś jednak udało się koleżance wykłócić i na 3 stażystów dostaliśmy 2 kurtki. Tę trzecią pożyczył pielęgniarz, po interwencji koleżanki "że ona nie ma zamariu codziennie oddawać swojego płaszcza do pralni - bo ją nie stać".
Takich przykładów można by wymieniać wiele.
Podobno w 2% staże są wartościowe, ale w 98% niestety nie. Jest to walka o "pieczątki", szybkie wypuszczanie do domu, albo o to żeby pouśmiechać się, pobiegać z teczką za panem docentem i może jakimś cudem "dostać" w przyszłości etat na danym oddziale.
I dlaczego nie mogę sama ułożyć sobie planu stażu i wybierać te przedmioty które będą wiązać się z moją przyszłą specjalizacją??
Przecież teoretycznie powinnam już doskonale przygotowana po skończeniu prestiżowej Akademii Medycznej... Jak zwykle ktoś tu sobie przeczy. Izby twierdzą, że staż jest potrzebny do tego żeby się przygotować do zawodu, a mój pan rektor twierdzi, że "jesteście doskonale przygotowani do natychmiastowej pracy lekarza".
Dla mnie staż to kolejny rok w plecy i bezsensownie wydane pieniądze podatników.
